37 obserwujących
2846 notek
711k odsłon
  653   0

Romer, sekretarz Dmowskiego i szkoły rabinackie

  Romer, sekretarz Dmowskiego i szkoły rabinackie

Iz Mira w Mir

W lipcu 1935 roku do polskiego konsulatu w Dublinie zgłosił się młody Brytyjczyk, prośba standardowa - wiza. Cel wyjazdu: nauka w mieście Mir. Konsul takiego miasta nie znał. Wizę wydał ale zapytał dlaczego nie jedzie do jakiegoś centrum naukowego; do Warszawy, Krakowa czy Lwowa, po co miasteczko Mir? W odpowiedzi zobaczył uśmiech na twarzy młodego człowieka. Konsul nie wiedział, że miasto zyskało sławę dzięki założonej tu Mir Jesziwa, będącej renomowanym międzynarodowym centrum kultury żydowskiej. Szkoła rabinów w Mirze, przyciągała z całego świata tych, którzy chcieli sięgnąć po najwyższy poziom studiów talmudycznych. Na każdą rodzinę mieszkającą w Mirze przypadał jeden zagraniczny student. Brytyjczyk rozpoczął studia. Gdy wojska niemieckie wkroczyły do Czech on jak i wszyscy obywatele brytyjscy, ze względu na grożące niebezpieczeństwo wybuchu wojny, otrzymali wezwania do natychmiastowego opuszczenia terytorium Polski. Na pismo nie zwrócił uwagi. Wiosną przyszło ponaglenie, w sierpniu już telegram. Pojechał więc do Warszawy po wizę. Niestety okazało się, że droga przez Niemcy do Anglii jest już zamknięta. Wybucha wojna.1 września 1939 roku wojska niemieckie wkraczają do Polski " a w dwa tygodnie później Armia Czerwona rozpoczyna swój wyzwolicielski pochód" (sic!) . Student musi opuścić Polskę, gdyż NKWD uznaje wszystkich obcokrajowców za szpiegów.


17 września 1939 roku wschodnia Polska została połączona z Zachodnią Białorusią i Mir stał się sowiecki. Dotąd elektryczne oświetlenie wyłączano w całym mieście o pierwszej w nocy, 17 września przestało działać zupełnie. Część uczniów mirskiej jesziwy, która poczuła niebezpieczeństwo, zdołała wydostać się z Mira. Nasz student kieruje się na Litwę, kraj neutralny, wojna tam nie dotarła.

"Sowieckie wojska już stoją na granicy, żeby wejść na prośbę litewskiego narodu, 15 czerwca 1940 roku taka prośba decyzją Najwyższej Rady CCCP zostaje spełniona"- mówi lektor białoruskiego dokumentu "Iz Mira w Mir" (sic!).


Ambasadę brytyjską już dawno z Warszawy ewakuowano. Konsul pomógł zdobyć bilet do Rygi. Tu Brytyjczyk, Teodor Luis, bo tak brzmiało nazwisko studenta mirskiej jesziwy, znalazł się bez pieniędzy. Cały majątek w złotówkach. Na Łotwie waluta polska przystała mieć jakąkolwiek wartość. Udał się do Kowna. Większość krajów nie przyjmowała uciekinierów. Problemem stał się wyjazd z Litwy. Potrzebna już była radziecka wiza wyjazdowa. Bez tego dokumentu podróż była prawie niemożliwa. Ponadto większość krajów nie chciała przyjmować osób nie posiadających takich wiz. Holenderski konsul Jan Zwartendijk umożliwiał udanie się do Curacao – holenderskiej wyspy na Karaibach oraz do Surinamu jako krajów trzeciego przeznaczenia, gdzie nie były wymagane wizy wjazdowe. Sama Holandia była już okupowana, ale kolonie pozostawały wolne. Trzeba było mieć jednak wciąż jakąś podstawę otrzymania radzieckiej wizy wyjazdowej. Wielu uciekinierów zgłaszało się do konsulatu japońskiego, usiłując zdobyć wizę tranzytową. Sugihara w 1939 został wicekonsulem w Kownie. Japonia w tym okresie zachowywała neutralność w kwestii żydowskiej. Konsul kontaktował się trzykrotnie z centralą w Japonii w celu uzyskania instrukcji w sprawie wydawania wiz. Z tranzytowymi wizami przejechać mogły tylko grupy po 60 osób. Pod konsulatem japońskim w Kownie stały tysiące. Sugihara samowolnie zaczął wydawać wizy w dużych ilościach łamiąc instrukcje centrali. Wraz z żoną pracowali po kilkanaście godzin dziennie. We wrześniu musiał opuścić Kowno. Oddał pieczęcie swoim polskim kolegom, ci kontynuowali na masową skalę produkcje fałszywych wiz. Znajomość była efektem współpracy z polskim wywiadem w ramach polsko-japońskiej operacji monitorowania ruchów wojsk sowieckich i niemieckich. Jeszcze w listopadzie 1939 Sugihara nawiązał kontakt z oficerem wywiadu, Leszkiem Daszkiewiczem. Wizy zaczęto wydawać tysiącom bez ograniczeń, po prostu kopiując je. Setki wiz i paszportów zostały wystawione na nazwisko Goldberg. 300 studentów z mirskiej Jesziwy i ich wykładowcy zdołali z nich skorzystać. Teodor Luis wraz z sześćdziesiątką współtowarzyszy z mirskiej jesziwy z polskimi paszportami, holenderską pomocą, japońskimi wizami i radziecką zgodą udali się koleją w podróż przez całą Rosję. Wagony zaplombowane, zakaz wychylania się przez okna. Jak tu podróżować w Szabat, chyba, że na wodzie. Przestrzeganie Szabatu zawsze było centralnym punktem żydowskiej egzystencji i doświadczenia. W Moskwie zatrzymali się w hotelu Metropol tutaj też nie można było wychodzić na ulicę.



Podróż transsyberyjską magistralą do Władywostoku. Za Uralem zdziwienie budzili ludzie w jarmułkach, z pejsami, w czarnych kaftanach. W Nachodce pod Władywostokiem czterystu Goldbergów mirskiej jesziwy zaokrętowało się na statek do Japonii. Jakież tutaj zdziwienie pograniczników wzbudziło, że wszyscy tak samo się nazywali. " Między nami moje nazwisko to nie Goldberg a Sutzkawer, ale ja nie wiem jak to się pisze po japońsku i Goldberg z paszportu to nie Goldberg nazwisko rodowe" - odpowiadał straży granicznej Teodor Luis. Z powodu braku radzieckich wiz wjazdowych, Japończycy nie mogli statku z Goldbergami zawrócić z powrotem do ZSRR. Tutaj z pomocą przyszedł Tadeusz Romer.

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale