Zbrodniarz z Katynia - rezydent w Waszyngtonie
Koniec października 1939. Do Kozielska przyjeżdża major bezpieczeństwa państwowego Wasilij Zarubin. Kulturalny, mówi w kilku językach, przywozi bibliotekę 500 książek - w tym Churchilla - i udostępnia ją polskim oficerom. Generał Minkiewicz każe mu nawet salutować. Jedyne, czego nie mówi, to zdanie, które rzuca w prywatnej rozmowie: "Oszalelibyście, gdybym wam powiedział. Zapewniam was, to byłoby nieludzkie".
4 marca 1940 wyjeżdża. Następnego dnia Politbiuro podpisuje wyrok na 22 tysiące Polaków.
18 miesięcy później ten sam człowiek siedzi w gabinecie Stalina pod Moskwą, gdy Niemcy stoją 30 km od Kremla. Dostaje rozkaz: leć do Ameryki. Sprawdź, czy Roosevelt nie dogada się z Hitlerem za naszymi plecami. Przyjmuje nazwisko Zubilin.
W 1942-1943 jako rezydent NKWD w Nowym Jorku prowadzi największą siatkę szpiegowską w USA. Werbuje w OWI, OSS - przyszłym CIA - i w w projekcie Manhattan, bomby atomowej. FBI zakłada mu podsłuch dopiero gdy w Kalifornii próbuje przekazać pieniądze szefowi tajnej komisji Partii Komunistycznej.
I wtedy zaczyna się druga warstwa paranoi. W Arlington Hall garstka kryptologów łamie radzieckie szyfry. Projekt Venona. W 1944 czytają prawie połowę depesz z Nowego Jorku. Gdy Zubilin przenosi się do Waszyngtonu, nagle kurtyna opada - w 1945 udaje się odczytać już tylko 1,5% depesz z Waszyngtonu.
Amerykanie triumfują, ale nie wiedzą dwóch rzeczy: po pierwsze, ich prezydent Truman nie ma pojęcia o Venonie, a po drugie, Sowieci już o niej wiedzą. Od 1943 roku informuje ich o niej oficer armii USA o kryptonimie LINK - William Weisband. A w Londynie czyta ją też Kim Philby, sowiecki kret w MI6.
W tej grze luster jedynym, który wystawił Zarubina, był jego własny zastępca. 7 sierpnia 1943 anonimowy list do J. Edgara Hoovera donosi, że Zubilin to kat z Polski. FBI wszczyna śledztwo, Moskwa odwołuje Zarubina. Przeżyje - jak wcześniej oskarżenie o pracę dla Gestapo. Dostanie Order Lenina. Umrze spokojnie w 1972 roku.
Venona zostanie odtajniona dopiero w lipcu 1995. Wśród 3000 odczytanych depesz historycy znajdą m.in. 500 wiadomości o próbie uwolnienia mordercy Trockiego, Ramona Mercadera.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)