Paweł Łęski Paweł Łęski
66
BLOG

List do "pana Guvera" naprawdę istniał

Paweł Łęski Paweł Łęski Kultura Obserwuj notkę 0

List do "pana Guvera" naprawdę istniał


7 sierpnia 1943 do siedziby FBI wpłynął anonimowy list pisany po rosyjsku na maszynie z cyrylicą.


Autorstwo dziś jest uznawane za pewnik:


Mironow był podpułkownikiem NKWD, zastępcą rezydenta w Waszyngtonie. Nienawidził swojego szefa Wasilija Zarubina i wcześniej pisał już na niego donosy do Moskwy - do Ludowego Komisarza Bezpieczeństwa Mierkułowa.

Co było w liście o Katyniu?

Oficjalny komunikat FBI o liście podkreślał wątek szpiegowski - bo na nim ruszyła wielka sprawa COMRAP (Comintern Apparatus), która przygotowała grunt pod zimną wojnę. 

W sierpniu 1943 roku J. Edgar Hoover otrzymał anonimowy list, pisany po rosyjsku, który wymieniał Zarubina i dziesięciu innych oficerów NKWD działających w Stanach Zjednoczonych. List oskarżał Zarubina o udział w masakrze katyńskiej: miał "przesłuchiwać i rozstrzeliwać Polaków w Kozielsku". FBI uznało list za autentyczny.  

A dokładniej w oryginalnej skardze Mironowa brzmiało to tak:

Mironow sam napisał, że Zarubin "przesłuchiwał i rozstrzeliwał Polaków w Kozielsku, Mironow w Starobielsku"  

Dlaczego to takie ważne? Zarubin faktycznie był w Kozielsku:

Od października 1939 do lutego 1940 roku Wasilij Zarubin, oficer NKWD, prowadził przesłuchania polskich jeńców wojennych w obozie w Kozielsku.  

To była selekcja. Kto był "zatwardziały i bezkompromisowy wróg władzy sowieckiej" - dostawał wyrok. Tylko ktoś z wewnątrz systemu mógł w 1943 roku połączyć Kozielsk, Starobielsk i "pod Smoleńskiem" w jednym zdaniu. Dla Niemców, którzy w kwietniu 1943 odkryli groby, była to jeszcze zagadka. Dla Mironowa - wspomnienie z roboty.

Los Mironowa - schizofrenia bezobjawowa


Termin "schizofrenia bezobjawowa / pełzająca" jako oficjalna diagnoza to wynalazek profesora Snieżniewskiego z lat 60., ale mechanizm był już przetestowany w 1943-44: niewygodnego oficera, który za dużo wie i za dużo pisze, łatwiej zamknąć w szpitalu w Leningradzie niż rozstrzelać od razu. W końcu i tak go rozstrzelano w lipcu 1945.


To nie był więc James Bond bez maszyny do pisania. To był oficer systemu, który zrozumiał, że jedynym sposobem na przeżycie konfliktu z szefem jest zdrada systemu na zewnątrz. I zapłacił cenę, którą ten system przewidywał.

Czy Amerykanie wtedy dowiedzieli się o Katyniu?

Dowiedzieli się, że Sowieci mają coś do ukrycia, ale nie chcieli wiedzieć.

1. Venona i Komisja Moynihana. Komisja Moynihana faktycznie doprowadziła do odtajnienia Venony, a jej raport mówił wprost: nadmierna tajność szkodzi bezpieczeństwu. Jej dochodzenie było pierwszym autoryzowanym ustawą od czasu Wright Commission w 1957. Liczby też się zgadzają - około 2200-3000 depesz odszyfrowano, ponad 300 kryptonimów zidentyfikowano. 2. Katyń był politycznie niewygodny. Dokumenty odtajnione w 2012 pokazują instrukcję z 28 maja 1943: w odpowiedzi na ofertę informacji o Katyniu, brytyjski i amerykański wywiad odpisały: "If you mean Katyn affair am interested only if report shows German complicity."   

Sojsz z ZSRR był ważniejszy niż prawda o 15 tysiącach polskich oficerach. FBI dostało więc pierwsze sowieckie przyznanie się do Katynia w sierpniu 1943, schowało je do akt COMRAP i zajęło się tym, co było z ich punktu widzenia groźniejsze: szpiegami od bomby atomowej, których Mironow też wymienił na liście - Kheifets w San Francisco, Kvasnikov i Semenov w Nowym Jorku, czyli X-line wywiadu technicznego.

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj Obserwuj notkę

There have been many comedians who have become great statesmen and vice versa.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura