List do "pana Guvera" naprawdę istniał
7 sierpnia 1943 do siedziby FBI wpłynął anonimowy list pisany po rosyjsku na maszynie z cyrylicą.
Autorstwo dziś jest uznawane za pewnik:
Mironow był podpułkownikiem NKWD, zastępcą rezydenta w Waszyngtonie. Nienawidził swojego szefa Wasilija Zarubina i wcześniej pisał już na niego donosy do Moskwy - do Ludowego Komisarza Bezpieczeństwa Mierkułowa.
Co było w liście o Katyniu?
Oficjalny komunikat FBI o liście podkreślał wątek szpiegowski - bo na nim ruszyła wielka sprawa COMRAP (Comintern Apparatus), która przygotowała grunt pod zimną wojnę.
W sierpniu 1943 roku J. Edgar Hoover otrzymał anonimowy list, pisany po rosyjsku, który wymieniał Zarubina i dziesięciu innych oficerów NKWD działających w Stanach Zjednoczonych. List oskarżał Zarubina o udział w masakrze katyńskiej: miał "przesłuchiwać i rozstrzeliwać Polaków w Kozielsku". FBI uznało list za autentyczny.
A dokładniej w oryginalnej skardze Mironowa brzmiało to tak:
Mironow sam napisał, że Zarubin "przesłuchiwał i rozstrzeliwał Polaków w Kozielsku, Mironow w Starobielsku"
Dlaczego to takie ważne? Zarubin faktycznie był w Kozielsku:
Od października 1939 do lutego 1940 roku Wasilij Zarubin, oficer NKWD, prowadził przesłuchania polskich jeńców wojennych w obozie w Kozielsku.
To była selekcja. Kto był "zatwardziały i bezkompromisowy wróg władzy sowieckiej" - dostawał wyrok. Tylko ktoś z wewnątrz systemu mógł w 1943 roku połączyć Kozielsk, Starobielsk i "pod Smoleńskiem" w jednym zdaniu. Dla Niemców, którzy w kwietniu 1943 odkryli groby, była to jeszcze zagadka. Dla Mironowa - wspomnienie z roboty.
Los Mironowa - schizofrenia bezobjawowa
Termin "schizofrenia bezobjawowa / pełzająca" jako oficjalna diagnoza to wynalazek profesora Snieżniewskiego z lat 60., ale mechanizm był już przetestowany w 1943-44: niewygodnego oficera, który za dużo wie i za dużo pisze, łatwiej zamknąć w szpitalu w Leningradzie niż rozstrzelać od razu. W końcu i tak go rozstrzelano w lipcu 1945.
To nie był więc James Bond bez maszyny do pisania. To był oficer systemu, który zrozumiał, że jedynym sposobem na przeżycie konfliktu z szefem jest zdrada systemu na zewnątrz. I zapłacił cenę, którą ten system przewidywał.
Czy Amerykanie wtedy dowiedzieli się o Katyniu?
Dowiedzieli się, że Sowieci mają coś do ukrycia, ale nie chcieli wiedzieć.
1. Venona i Komisja Moynihana. Komisja Moynihana faktycznie doprowadziła do odtajnienia Venony, a jej raport mówił wprost: nadmierna tajność szkodzi bezpieczeństwu. Jej dochodzenie było pierwszym autoryzowanym ustawą od czasu Wright Commission w 1957. Liczby też się zgadzają - około 2200-3000 depesz odszyfrowano, ponad 300 kryptonimów zidentyfikowano. 2. Katyń był politycznie niewygodny. Dokumenty odtajnione w 2012 pokazują instrukcję z 28 maja 1943: w odpowiedzi na ofertę informacji o Katyniu, brytyjski i amerykański wywiad odpisały: "If you mean Katyn affair am interested only if report shows German complicity."
Sojsz z ZSRR był ważniejszy niż prawda o 15 tysiącach polskich oficerach. FBI dostało więc pierwsze sowieckie przyznanie się do Katynia w sierpniu 1943, schowało je do akt COMRAP i zajęło się tym, co było z ich punktu widzenia groźniejsze: szpiegami od bomby atomowej, których Mironow też wymienił na liście - Kheifets w San Francisco, Kvasnikov i Semenov w Nowym Jorku, czyli X-line wywiadu technicznego.


Komentarze
Pokaż komentarze