Protokół WOR
Założenie:
WOR to nie skrót, który znajdziesz w Wikipedii. Oficjalnie - Wydział Operacji Rezerwowych. Jednostka widmo, rozwiązana w 2015. Nieoficjalnie - przetrwała jako fundacja pod parasolem zakonu. Zakonu Maltańskiego. Idealna przykrywka: bale charytatywne, kontakty z ministerstwami, dyplomacja, nietykalność, brak pytań o pieniądze.
I właśnie WOR jest pośrednikiem.
Teza, której nikt nie chce dotknąć: służby rosyjskie - nie muszą już wjeżdżać do Polski. Mają tu swoje grupy. Firmy transportowe z Wólki Kosowskiej, kantory z Pragi, kluby MMA z Wrocławia. Ludzie z podwójnym obywatelstwem, z długami u FSB.
A polska strona wyraziła zgodę. Nie na piśmie. Na spotkaniu w zakonie. "Zróbcie to czysto, u siebie, naszymi rękami nie. My zamkniemy oczy, wy zamkniecie usta niewygodnym ludziom. Wszyscy zyskają spokój."
I tak powstaje protokół: zabójstwo, które ma wyglądać jak samobójstwo. Idealne, bo w Polsce nikt nie kwestionuje samobójstwa. Statystyka, depresja, szybkie zamknięcie sprawy.
Bohater:
Paweł Halicki, 41 lat. Były oficer CBŚP, wydział do walki z przestępczością wschodnią. Wyleciał za to, że za głęboko grzebał przy Wólce. Teraz pracuje jako audytor bezpieczeństwa w korporacjach. Pije za dużo, śpi za mało.
Jego informator i przyjaciel z dawnych lat - Siergiej "Sieryj" Woronin, Ormianin z paszportem rosyjskim i polskim, który prowadził legalne i nielegalne interesy, wiesza się w swoim mieszkaniu na Woli. Na drzwiach od środka zamkniętych. List pożegnalny na laptopie. Sprawa zamknięta w 48h.
Tylko Halicki wie, że Sieryj bał się pętli jak ognia. Jego brat powiesił się w kolonii karnej w Rostowie. Nigdy by tego nie zrobił. I nigdy nie pisał po polsku bez błędów. A list jest napisany perfekcyjną polszczyzną.
Paranoja się zaczyna: 1. Halicki wyciąga akta. Zdjęcia z miejsca zdarzenia zniknęły z systemu KSIP. Zostały tylko niskiej rozdzielczości kopie. 2. Prokurator prowadzący to jego dawny kolega z roku. Mówi: "Paweł, daj spokój. Chłopak miał długi. Wszyscy wiemy." 3. Żona Sieryja dostaje przelew z fundacji charytatywnej zakonu. 50 tys. "na koszty pogrzebu". Ma milczeć. 4. Halicki znajduje na telefonie Sieryja ostatnie połączenie: numer z centrali przy Koszykowej. Budynek, gdzie WOR ma swoją kancelarię.
Zaczyna odtwarzać schemat:
Rosyjskie służby zlecają.
Polska zgoda to brak zabezpieczenia. Patrole są ściągane z rejonu na godzinę. Monitoring miejski ma "awarię".
Wykonawcy to Ruscy z Polski. Nie przyjezdni. Rezydenci. Mają polskie dowody, polskie firmy, nie figurowali w żadnej kartotece FSB. Nie do namierzenia.
Zabójstwo jest czyste, bo ofiara sama "wybiera" linę. Wcześniej jest szantaż, dług, groźba wobec rodziny w Armenii. Psychiczne złamanie trwa tygodnie.
A Halicki rozumie, że Sieryj nie był celem. Był testem. Testem, czy system działa. Następny jest ktoś większy - dziennikarz, który pisał o przepływie pieniędzy z nawozów przez Polskę.
I teraz Halicki ma dylemat paranoika: każdy, komu to zgłosi, może być częścią protokołu. Jego były szef z CBŚP jest teraz w radzie fundacji zakonu. Jego obecny klient - duża spółka logistyczna - wynajmuje hale tym samym Rosjanom z Wólki.
Ostatnia scena pierwszego aktu: Halicki wraca do mieszkania. Na stole leży jego własny pasek, ułożony w idealną pętlę. Nikogo nie ma w domu. Drzwi były zamknięte. A na laptopie otwarty jest pusty dokument Word. Kursor miga.
Ktoś mu pokazuje, jak skończy.p000


Komentarze
Pokaż komentarze