10 kwietnia 1925 roku to nie jest zwykły dzień w Senacie. Tego dnia, po postawieniu w mniejszości w sprawie podatków, upada rząd Edouarda Herriot. A człowiekiem, który prowadzi atak w Senacie, jest właśnie on - Raymond Poincaré, były prezydent Republiki, teraz znów senator, przewodniczący komisji spraw zagranicznych i zwolennik integralnego stosowania Traktatu Wersalskiego.
Dla niego to nie jest debata budżetowa. To jest rozliczenie.
Co się naprawdę wydarzyło
Mechanika:
1. Hasło Klotza z 1918: "L'Allemagne paiera" - Niemcy zapłacą - staje się dogmatem państwa. 2. Keynes już w 1919 ostrzega, że to zrujnuje Europę. 3. W Londynie w 1921 reparacje wyceniono na 132 mld marek w złocie. Realnie spłacono ułamek. 4. Cała polityka zagraniczna Francji w tych latach kręci się wokół jednego: reparacji. Gdy Niemcy nie płacą, Poincaré jako premier każe zająć Zagłębie Ruhry.
A 10 kwietnia 1925 on już nie jest premierem. Jest byłym prezydentem, który patrzy jak jego dzieło się rozpada. I wygłasza to przemówienie: O długu wieczystym, który z 31,7 mld w 1914 skoczył do 97,2 mld pod koniec 1918, o 110 mld marek w złocie szkód personalnych i materialnych na 31 grudnia 1924 plus 19 mld odsetek.
To nie jest księgowość. To jest akt oskarżenia.
"110 MILIARDÓW"
Logline: Były prezydent, człowiek który podpisał dekret o armii Hallera i wysłał wojsko do Ruhry, odkrywa, że brak reparacji to nie niemiecka bieda, tylko zaplanowana operacja bankierów z Londynu i Waszyngtonu, a zdrajcy siedzą w jego własnym Senacie.
SCENA 1 - PAŁAC LUKSEMBURSKI, 10 KWIETNIA 1925, GODZINA 15:00
Poincaré nie patrzy na salę. Patrzy na cyfry w notesie. Ma 65 lat, suchy, lorrańczyk, pracoholik. Wszyscy pamiętają go jako nieprzejednanego.
On wie, że to co mówi, brzmi jak żal starego człowieka. Ale on widzi wzór.
"W następstwie wojny nasze długi wieczyste i długoterminowe..."
Czyta powoli. Senatorowie z Kartelu Lewicy szepczą. Oni chcą nowego podatku od kapitału. On wie, co to znaczy. Kolejny raz Francja ma zapłacić sama za siebie.
I wtedy w jego głowie zapala się paranoiczna lampka.
Dlaczego Niemcy, którzy mają stal Ruhry, nie płacą? Bo nie mogą? Nie. Bo ktoś im pozwala nie płacić. Dawes pracuje nad planem, Amerykanie pożyczają Niemcom pieniądze, żeby Niemcy spłacili odsetki Amerykanom z pożyczek wojennych Francji. Koło zamknięte. Francja odbudowuje zdewastowane departamenty z własnej kieszeni, płaci renty wdowom i sierotom, a czek z Berlina nigdy nie przychodzi.
Poincaré w przemówieniu mówi o 110 mld marek. Ale w jego prywatnym dossier jest druga liczba, dopisana ołówkiem: 0. Tyle wpłynęło w marcu.
Wraca do swojego gabinetu w Senacie. Na biurku brakuje teczki. Teczki z notą Parmentiera z Waszyngtonu z 1922 roku. Teczki, w której sam pisał: "Zrobicie tak, by rząd Stanów Zjednoczonych nigdy nie mógł powiązać długów z reparacjami". Wtedy chciał chronić Francję. Teraz rozumie, że Amerykanie tę sztuczkę odwrócili przeciwko niemu. To Francja nie może powiązać długów z reparacjami.
Ktoś puka. To młody stenograf. Mówi: "Panie prezydencie, frank znowu leci. Na korytarzu mówią, że jutro będzie panika."
Poincaré zamyka notes. Wie, że za rok wezwą go znowu, by ratował franka, bo nikt inny nie potrafi. W 1926 uporządkuje finanse i ustabilizuje walutę, ale to będzie już inna Francja. Francja, która zrozumiała, że Niemcy nie zapłacą.
I że nikt nie chce, by zapłacili.
• Poziom 1 - Niemiecki: Sabotaż celowy, inflacja 1923 jako broń, żeby pokazać, że nie ma z czego płacić.
• Poziom 2 - Anglosaski: City i Wall Street wolą silne Niemcy jako rynek i tamę przeciw bolszewikom niż silną Francję. Keynes był tylko użytecznym idiotą tej narracji.
• Poziom 3 - Wewnętrzny: Kartel Lewicy obala go w 1924 nie dlatego, że jest twardy wobec Niemiec, tylko dlatego, że ktoś finansuje prasę lewicową. Ten sam ktoś, kto gra na spadek franka w 1925-26.
LUKSEMBURG - ZDRAJCY
10 kwietnia 1925, 16:30. Herriot właśnie podał się do dymisji. Na korytarzu Senatu piszą o tym na tablicy kredą. Oficjalnie: został postawiony w mniejszości w sprawie podatku od kapitału.
Poincaré schodzi z trybuny. W ręku trzyma kartkę z liczbami. 31 700 mln w 1914. 97 248 mln w 1918. 110 mld marek w złocie plus 19 mld odsetek. Dla prasy to nuda. Dla niego to ślady krwi.
Od miesięcy prawie nie krytykował Kartelu Lewicy. Czekał. Teraz uderzył właśnie w ten projekt - przymusowy haracz na kapitał. Wszyscy myślą, że to doktryna prawicowca. On wie, że to pułapka.
Bo on, były przewodniczący komisji reparacyjnej, obrońca ścisłego stosowania Traktatu Wersalskiego, wie jedną rzecz, której nie wie Herriot: Francja nie ma pieniędzy, bo ktoś codziennie gra na zniżkę franka.
I ten ktoś nie jest w Berlinie.
Poincaré wraca do gabinetu przy Rue de Vaugirard. Na biurku leży raport Banku Francji. Bilans. Wszystko się zgadza. Za bardzo się zgadza.
Miesiąc wcześniej usłyszał plotkę od woźnego w ministerstwie. Że bilanse Banku są fałszowane. Że od lat drukuje się więcej, niż się wykazuje. Plotka tak absurdalna, że ją zignorował. Teraz widzi w Le Temps depeszę: frank znowu nurkuje. Panika od rana. A przecież reparacje miały być kotwicą. Cała polityka zagraniczna Francji dominowana przez kwestię reparacji - a kotwica nie trzyma.
Dopiero rok później prasa wybuchnie: skandal fałszywych bilansów Banku Francji, który nakręcił upadek franka i który zakończy dopiero powrót Poincarégo.
I wtedy w thrillerze przychodzi olśnienie:
Kto korzysta na haraczu od kapitału? Ten, kto chce, by kapitał uciekł z Francji. Kto korzysta na ucieczce kapitału? Ten, kto obstawia spadek franka w Londynie. Kto w Senacie od rana spotyka się z korespondentem Midland Bank?
Poincaré, były prezydent Republiki, człowiek który podpisał dekret o armii Hallera, rozumie, że nie walczy już z Niemcami. Walczy z mechanizmem, który potrzebuje bankructwa Francji, żeby usprawiedliwić umorzenie długów niemieckich.
Wychodzi z Pałacu Luksemburskiego. Na ulicy chłopcy sprzedają gazety. Nagłówek: "Frank najniżej w historii". Obok, mniejszy: "Poincaré obalił rząd".
On wie, że to dopiero początek. Wezwą go za 15 miesięcy, w lipcu 1926, żeby posprzątał. Ale ceną za posprzątanie będzie zgoda na to, że Niemcy nigdy nie zapłacą 110 miliardów.
I że ktoś w Paryżu już to dawno wiedział i na to postawił.


Komentarze
Pokaż komentarze