ARTYKUŁ 55A
Bez strzelanin. Cała przemoc dzieje się w przypisach.
LOGLINE:
Kiedy Washington Post pisze, że Polska właśnie zakazała mówić o tym, że Polacy mordowali Żydów w Auschwitz, warszawski archiwista odkrywa, że prawdziwa zbrodnia nie jest w obozie. Jest w zdaniu.
BOHATEROWIE
MAREK (42) - archiwista w Muzeum Auschwitz. Syn Polki i Żyda z Ciechanowa. Pracuje w dziale Sonderkommando. Jego dziadek to Zełmen Lewental, który zakopał notatki przy krematorium III.
SARAH KLEIN (35) - korespondentka Washington Post na Europę Środkową. Idealistka. Wierzy, że broni prawdy o Holokauście. Jej tekst ma pójść na jedynkę.
JAKUB (80) - były więzień funkcyjny. W 1944 był Oberkapo w Sonderkommando. Prawie wszyscy funkcyjni w Sonderkommando to byli Żydzi. On przeżył. Teraz mieszka w Tel Awiwie i nie chce rozmawiać z Polakami.
TREATMENT
AKT I - SZEŚĆ OBOZÓW W POLSCE
Styczeń 2018. Sejm uchwala nowelizację ustawy o IPN. Marek czyta projekt art. 55a - 3 lata za przypisywanie Narodowi Polskiemu odpowiedzialności za zbrodnie III Rzeszy.
Tego samego dnia Sarah dostaje depeszę z redakcji: "Zrób nam z tego Polską ustawę kneblującą Holokaust". Jej lead jest już gotowy, zanim przeczyta ustawę: Departament Stanu, rząd Izraela, wolność słowa, Auschwitz gdzie zginęło 1,1 mln, sześć obozów w Polsce, grzywna i 3 lata.
Marek dzwoni do niej. Tłumaczy: ustawa jest głupia, mglista, ale nie zakazuje mówić, że niektórzy Polacy byli szmalcownikami. Zakazuje mówić, że Państwo Polskie zbudowało Auschwitz. To różnica między "Polak był kapo" a "Polska była katem".
Sarah nie ma czasu. Jej tekst idzie. Świat czyta: Polska chce zablokować oskarżenia o współwinę w Auschwitz.
Następnego dnia ambasada USA dzwoni do MSZ. Izraelska prasa pisze o rewizjonizmie. Marek zostaje wezwany na dywanik, bo jego nazwisko pojawiło się w przypisie jej artykułu.
AKT II - FUNKCYJNI
Marek leci do Izraela. Chce, żeby Jakub podpisał oświadczenie: kim byli funkcyjni w Birkenau.
Jakub pokazuje mu zdjęcia. W jego bloku na 20 kapo: 12 Żydów, 6 Polaków, 2 niemieckich kryminalistów. W Sonderkommando - prawie wszyscy Żydzi, zmuszani do opróżniania komór gazowych. Jakub był ich kapo. Musiał bić swoich, żeby SS nie zabiło go od razu.
- Więc kto mordował Żydów w Auschwitz? - pyta Sarah przez telefon.
- Niemcy. My tylko nosiliśmy ciała. A Polacy z zewnątrz? Niektórzy donosili. Niektórzy chowali. Ale nikt z nas nie miał kluczy do gazu.
Sarah rozumie pułapkę. Jeśli napisze, że w Auschwitz byli żydowscy kapo i żydowskie Sonderkommando, oskarżą ją o antysemityzm. Jeśli napisze, że byli polscy kapo, potwierdzi tezę o "polskiej współwinie". Jeśli napisze prawdę - że Niemcy stworzyli system, w którym ofiara musiała pilnować ofiary - nie ma newsa.
Redakcja chce prostszej historii: kaci i ofiary. A Marek ma jej dokumenty pokazujące Szarą Strefę. I to, że art. 55a po 5 miesiącach zostaje po cichu uchylony, zostaje tylko powództwo cywilne. Nikogo nie wsadzono. Ale nagłówek już żyje własnym życiem.
Marek znajduje notatki dziadka Lewentala: "Za organizację pracy odpowiedzialni byli kapo, Unterkapo i Vorarbeiterzy, z których prawie wszyscy byli Żydami". Ta jedna linijka może wysadzić oba narracje - polską i amerykańską.
AKT III - KOREKTA
Lipiec 2018. Ustawa zostaje zmieniona. Nie ma już więzienia. Washington Post nie robi sprostowania.
Sarah wraca do Auschwitz z Markiem. Stoją przy ruinach krematorium IV, które wysadziło Sonderkommando 7 października 1944. To był jedyny zbrojny bunt w historii obozu. Zrobili go Żydzi, których zmuszano do palenia Żydów.
Marek mówi:
- Rozumiesz teraz tytuł? "Sześć obozów w Polsce" - to zdanie jest prawdziwe geograficznie i fałszywe historycznie. A cała ustawa powstała właśnie po to, żeby nikt tak nie pisał.
Finał: Sarah nie pisze drugiego artykułu. Pisze esej o tym, jak działa thriller paranoiczny. Zaczyna się zdaniem, które dostała od redakcji, a kończy zdaniem z notatek Lewentala. Między nimi jest 6 miesięcy paniki, w której każdy udawał, że broni pamięci, a naprawdę bronił własnego zdania.
Ostatni kadr: archiwum. Marek wkłada teczkę "Art. 55a" do pudła. Na pudle obok leży teczka "Polish death camps - wycinki 2002-2024". Jest pełna.
MOTYW WIZUALNY:
Cały film w chłodnym, archiwalnym świetle jarzeniówek. Żadnych rekonstrukcji Zagłady. Zagłada istnieje tylko w dokumentach, w przypisach, w tłumaczeniach z polskiego na angielski i z powrotem. Najstraszniejsza scena to scena, w której tłumaczka w Waszyngtonie zmienia "niemieckie obozy na okupowanej Polsce" na "obozy w Polsce", bo tak jest krócej.


Komentarze
Pokaż komentarze