13 obserwujących
158 notek
277k odsłon
  1446   0

Niedziela Wielkanocna z Janem Pawłem II (2)

 

 

"Film o Basi"

 

Ten film o Basi już był w styczniu tego roku. Nie wiem ile osób go obejrzało, przemknął przez internet, przez różne blogi i fora, także na Frondzie. Jeśli ktoś go nie oglądał, zachęcam, szczególnie teraz, w Wielkanoc, w czas największej Nadziei. W poprzedniej części o "Przesłaniu papieskim w światłach Różańca" (tajemnice bolesne) było o tym, że "im większa miłość, tym większe cierpienie".

Teraz jest o trudzie wyboru, wydającym się przerastać nasze pojmowanie istoty ludzkiego życia: "Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich" (J 15,13).

W połowie trzeciej części filmu jest mowa o "krwawym biegu" Basi, unieruchomionej na szpitalnym łóżku: [Św. Paweł] "Albowiem krew moja już ma być wylana na ofiarę, a chwila mojej rozłąki nadeszła. W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem. Na ostatek odłożono dla mnie wieniec sprawiedliwości, który mi w owym dniu odda Pan, sprawiedliwy Sędzia, a nie tylko mnie, ale i wszystkim, którzy umiłowali pojawienie się Jego" (2 Tm 4,6-8).

Zdumiewa ta dosłowność trzech wersetów z Drugiego Listu św. Pawła do Tymoteusza, bo jest i krew ofiary i bieg. Zdumiewa również to, że wszyscy najbliżsi, którzy byli przy Basi do samego końca, dodawali jej otuchy, wspierali ją na ile mogli i potrafili, mówią jednomyślnie, że tak naprawdę, to ona swym niesłychanym cierpieniem dała im dużo więcej, niż sami mogli ofiarować. Otworzyła im oczy na wiele aspektów, wcześniej niedostrzegalnych.

Tak mówi ojciec Wojciech Mogielski, opiekun duchowy Basi, który modląc się do Boga o Słowo, dwukrotnie otrzymał ustęp ze św. Łukasza: "Gdy Piotr i Jan wchodzili do świątyni na modlitwę o godzinie dziewiątej  [czyli o 15:00, o godzinie śmierci Chrystusa na krzyżu, o "Godzinie Miłosierdzia"], wnoszono właśnie pewnego człowieka, chromego od urodzenia. Umieszczano go codziennie przy bramie świątyni, zwanej Piękną  [wsch. strona świątyni], aby wchodzących do świątyni prosił o jałmużnę. Ten, zobaczywszy Piotra i Jana, gdy mieli wejść do świątyni, prosił ich o jałmużnę. Lecz Piotr, przypatrzywszy się mu wraz z Janem, powiedział: "Spójrz na nas!" A on patrzył na nich, oczekując od nich jałmużny. "Nie mam srebra ani złota - powiedział Piotr - ale co mam, to ci daję: W imię Jezusa Chrystusa Nazarejczyka, chodź!" I ująwszy go za prawą rękę, podniósł go. A on natychmiast odzyskał władzę w nogach i stopach. Zerwał się i stanął na nogach, i chodził, i wszedł z nimi do świątyni, chodząc, skacząc i wielbiąc Boga." (Dz 3,1-8). 

Zakonnik był niemal pewien, że jest to widomy znak, że Basia wyzdrowieje i wróci do swojego domu, do Michała i Mateuszka. Kiedy umiera, już zupełnie nic nie rozumie, ma pretensje do Boga, przechodzi kryzys wiary. Dziś, niemal trzy lata po odejściu Basi do Pana, kiedy wiadomo nieco więcej, ten ustęp z Dziejów Apostolskich mam ochotę zestawić z "Modlitwą chorego":

 

 

Modlitwa chorego

Prosiłem Boga o siłę, abym mógł spełniać ambitne zamierzenia, a On uczynił mnie słabym, abym zachował pokorę.

Modliłem się o zdrowie, abym mógł dokonywać wielkich dzieł, a On dał mi cierpienie, abym mógł lepiej zrozumieć, czym jest zdrowie.

Prosiłem Go o bogactwo, abym mógł mieć wszystko, a On pozostawił mnie w ubóstwie, abym nie stał się egoistą.

Prosiłem Go o władzę, aby ludzie mnie potrzebowali, a On zesłał mi upokorzenie, abym to ja ich potrzebował.

Prosiłem Boga o wszystko, abym mógł cieszyć się życiem, a On pozostawił mi życie, abym mógł cieszyć się wszystkim.

Panie, nie dałeś mi nic z tego, o co prosiłem, ale dałeś mi wszystko, czego potrzebowałem, i to jakby mimo mojej woli.

Modlitwy, których nie zanosiłem, zostały wysłuchane.

Bądź pochwalony, Panie mój, bo nikt z ludzi nie ma więcej niż ja!

/Ryszard Marcinek CSsR, Rozważania o cierpieniu, Homo Dei, Kraków 2004, s. 59/

 

Tym modlącym się chorym jest nie tylko Basia, ale i jej wszyscy najbliżsi: mąż Michał, mama, brat Zbyszek, wujostwo, o. Wojciech Mogielski, przyjaciółka Tonia Jękot. Wszyscy oni nieustannie modlą się błagalnie do Boga i... otrzymują... dużo więcej, niż proszą. To już widać wyraźnie na samym filmie, jednak i dziś jest stanowczo za wcześnie, by być pewnym owoców Basi oddania, ofiary. Łatwo mi przychodzi pisać te słowa, ale sam zupełnie nie wiem jakbym się zachował postawiony z nagła w sytuacji kogokolwiek z najbliższych Basi. Chylę czoła przed nimi wszystkimi, którzy pojawiają się w filmie, choćby na chwilę. Wszystkimi, bez wyjątków. Można tylko dziękować Bogu, że otoczył Basię tak wspaniałymi, wartościowymi ludźmi.  

Michał, mąż Basi ("Mateuszek uczy mnie wielu rzeczy") jest człowiekiem o niezwykle silnym charakterze. Dorosły mężczyzna nie wstydzi się wyznać przed kamerą, że czerpie wiedzę od kilkuletniego syna. To na nich obu, za przyczyną Basi, spłynęło najwięcej łask Bożych, pierwsze owoce.

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale