14 obserwujących
158 notek
269k odsłon
706 odsłon

GMO: rosyjski terroryzm (4.4)

Wykop Skomentuj

 

"Brothers In Arms", czyli jak "Towarzysze broni" ratują imperium sowieckie (stan wojenny i okrągły stół)


Pozostaje do wyjaśnienia jeszcze jedna kwestia. Jesli rzeczywiście Kiszczak w listopadzie bądź w grudniu 1952 r. uratował głowę Jaruzelskiego i to wbrew tak wpływowemu człowiekowi w ówczesnym LWP, jak nasłany przez Partię wiceminister i szef GZP Witaszewski - to, aby tego dokonać, musiał użyć rzeczywiście przekonujących argumentów. Można założyć, że nie wchodziła w grę sama wspólpraca jako taka, gdyż zwykłych konfidentów organa GZI miały wówczas w wojsku na pęczki. W rzeczy samej, niemiecki dokument wyraźnie podkreśla, że "współpraca została oceniona jako bardzo aktywna i wartościowa, a tow. Kiszczak postarał się o odpowiednie dowody na nadzwyczaj pozytywną postawę i nastawienie tow. Jaruzelskiego do [komunistycznego] państwa i armii". Jest oczywiste, że dowody Kiszczaka nie mogły pochodzić z listopada czy grudnia 1952 r., bo nie brzmiałoby to zbyt wiarygodnie, a też w realiach tego okresu i miejsca, w którym się znajdował, późniejszy twórca stanu wojennego zapewne nie mógłby się wykazać czym innym, co zrównoważyłoby jego tak głęboko niesłuszne i nieusuwalne pochodzenie społeczne. Cóż zatem mogło to być?


Ze względu na to, że nie dysponujemy obecnie nie tylko teczkami «Wolskiego», ale też zdecydowaną większością materiałów operacyjnych wytworzonych przez organa Informacji Wojskowej, gdyż na polecenie gen. Edmunda Buły, ostatniego szefa WSW i protegowanego gen. Kiszczaka, zostały one w latach 1989-1990 zniszczone w celu zatarcia śladów zbrodniczej działalności tej okrutnej formacji w aż 84 proc., kwestii tej, być może, już nigdy nie uda się satysfakcjonująco wyjaśnić. Skąpy materiał źródłowy pozwala w tej materii tylko na zwykłe spekulacje. Być może jednak, jednym z właściwych tropów jest tzw. sprawa zamojsko-lubelska, zapoczątkowana 28 kwietnia 1948 r. aresztowaniem dowódcy stacjonującej w Zamościu 20. samodzielnej kompanii łączności 3. DP - ppor. Tadeusza Mieczkowskiego. Oskarżony o przynależność do Zrzeszenia "Wolność i Niezawisłość" (ideowego i organizacyjnego spadkobiercy Armii Krajowej), pod wpływem tortur wydał on ponad trzydziestu znanych mu oficerów i podoficerów 3. DP. W efekcie wymuszonych torturami kolejnych zeznań organom Informacji udało się aresztować 65 osób z jednostek liniowych dywizji oraz sztabu Okręgu Wojskowego nr VII w Lublinie. Sprawę realizował co prawda Oddział Śledczy GZI (pod bezpośrednim nadzorem Kierownictwa GZI), ale wiadomo, że z jakichś powodów interesował się nią też osobiście szef Oddziału II GZI, wspomniany już płk Ignacy Krzemień - ten sam, który prawdopodobnie przyjmował Kiszczaka do pracy w GZI w grudniu 1945 r. i który, być może, był jego ówczesnym bezpieczniackim mentorem. Co prawda tajny informator «Wolski» w 1948 r. był już prawdopodobnie prowadzony nie przez Wydział Informacji 3. DP OZI nr VII w Lublinie, lecz przez Centralę (Oddział I GZI), lecz nie można wykluczyć, że sprawa operacyjna dotycząca rozpracowania siatki WiN w Okręgu Wojskowym nr VII została wszczęta znacznie wcześniej niż w kwietniu 1948 r. (początek masowych aresztowań). Nie można też wykluczyć, że nawet po przejściu Jaruzelskiego do Rembertowa mógł on kontynuować swą hipotetyczną pracę operacyjną w tej sprawie.


Jak już powiedziano, są to tylko spekulacje, lecz jeśli rzeczywiście tak było i Jaruzelski miał jakiś udział w sprawie zamojsko-lubelskiej, to Kiszczak istotnie bez większego problemu mógłby w 1952 r. przedstawić "odpowiednie dowody na nadzwyczaj pozytywną postawę i nastawienie tow. Jaruzelskiego do [komunistycznego] państwa i armii". Dalsza, niebezpośrednia wskazówka pochodzi już z roku 1972, gdy we wniosku o nadanie piastującemu wówczas funkcję zastępcy szefa WSW Kiszczakowi przez Radę Państwa PRL Krzyża Komandorskiego Orderu Odrodzenia Polski napisano, że "w latach 1946-1952 brał udział w zwalczaniu podziemnych ugrupowań terrorystycznych", co sugeruje (moim zdaniem) w większym stopniu zwalczanie konspiracji WiN i ewentualnie organizacji pokrewnych niż czasem przypisywany Kiszczakowi - bardziej chyba na podstawie domysłów, a nie choćby nawet niesprawdzonych plotek i relacji - udział w pacyfikacji oddziałów AK w okresie tużpowojennym (w tym wypadku byłaby mowa raczej o "bandach zbrojnych", a nie terrorystycznych organizacjach podziemnych).


Niezależnie jednak od tego, czy Kiszczak z Jaruzelskim rzeczywiście po raz pierwszy zetknęli się ze sobą w zimie 1952 r., czy też może tajne dokonania jednego adepta bolszewizmu były znane drugiemu już z okresu wcześniejszego, informacja o okolicznościach nawiązania tej długotrwałej przyjaźni wydaje się nie budzić poważnych wątpliwości. Na pewno zaś łatwo da się obronić zawarta w analizie Stasi teza, że "w kolejnych latach [po 1952 roku] istniały już zawsze ścisłe związki pomiędzy towarzyszami Kiszczakiem i Jaruzelskim". W okresie przedpaździernikowej odwilży, w lipcu 1956 r., Jaruzelski - były już (?) donosiciel organów Informacji - zostaje mianowany, w wieku zaledwie 33 lat, jednym z najmłodszych w LWP generałów. Pnie się w górę: w marcu 1957 r. zostaje zastępcą szefa Głównego Zarządu Wyszkolenia Bojowego, a parę miesięcy później - dowódcą jednej z najnowocześniejszych i najważniejszych dywizji LWP [12. DZmech. w Szczecinie]. W tym samym okresie Kiszczakowi udaje się powrócić do wojskowej bezpieki (zwanej odtąd Wojskową Służbą Wewnętrzną) - i to od razu na kluczowe stanowisko szefa Oddziału II Zarządu I Szefostwa WSW - nowo utworzonej jednostki zajmującej się niezwykle delikatnym, trudnym i odpowiedzialnym tzw. kontrwywiadem ofensywnym; już w lipcu 1957 r. awansuje na stopień podpułkownika. Gdy Jaruzelski powraca w czerwcu 1960 r. do Warszawy, obejmując haniebną funkcję szefa Głównego Zarządu Politycznego WP (notabene tę samą, którą zaledwie kilka lat wcześniej sprawował jego były prześladowca, gen. Witaszewski), to już we wrześniu ppłk Kiszczak staje się nagle pełnym pułkownikiem. Później korelacja obu karier jest jeszcze bardziej widoczna. Generał Jaruzelski awansuje na szefa Sztabu Generalnego WP 5 marca 1965 r., stając się, jak niegdyś Witaszewski, osobą numer 2 w polskiej armii (a, być może - ze względu na swoje doświadczenie - nawet nieoficjalnie numer 1), a już dwanaście dni później (!), szefujący dotąd zaledwie Oddziałowi Marynarki Wojennej WSW, Kiszczak staje się p.o. szefa największej struktury terenowej WSW - Zarządu Śląskiego Okręgu Wojskowego. Chyba tylko po to, by po dwóch latach mieć dobry tytuł do objęcia funkcji zastępcy szefa całej Wojskowej Służby Wewnętrznej. W ten sposób Jaruzelski, nie będąc jeszcze nawet formalnie ministrem (co nastąpiło w kwietniu 1968 r.) stał się bez wątpienia najbardziej wpływową osobą w całej armii PRL. Obaj, jak można mniemać, potrafili docenić korzyści płynące z obustronnej współpracy i zaufania, którym wzajemnie się obdarzyli. I zapewne wcale nie największą przysługą było, jak relacjonuje dokument z NRD, obdarowywanie luksusowymi prezentami Jaruzelskiego przez Kiszczaka w czasie, gdy szefował on wywiadowi wojskowemu (1973-1979). Pewnie cenniejsze było w oczach ministra obrony narodowej skuteczne usunięcie ze ściśle tajnego archiwum WSW wszelkich śladów po niegdysiejszym tajnym informatorze «Wolskim», co mogło nastąpić w latach 1979-1981, gdy Kiszczak był szefem całej WSW (po usunięciu z niej niechętnego Jaruzelskiemu wieloletniego szefa, gen. Teodora Kufla) i mógł już robić z jej archiwami, co mu się tylko żywnie podobało. Można się domyślać, że i druga strona układu nie pozostała niewdzięczna. Gdy w 1971 r. w Głównym Zarządzie Politycznym WP oraz KC PZPR pojawiła się skarga na płk. Kiszczaka - zarzucająca mu, że będąc szefem Zarządu WSW ŚOW we Wrocławiu, nielegalnie, za 80 tys. zł przejął na nazwisko swojej żony Marii willę przy ul. Saperów 30, którą, po wyremontowaniu na koszt wojska, wynajmował zakładom "Hutmen" za 3,3 tys. zł miesięcznie, a następnie sprzedał prof. Tadeuszowi Gabryszewskiemu z Politechniki Wrocławskiej za co najmniej 400 tys. zł - to sprawa ta dziwnym trafem pozostała zupełnie bez echa, zarówno na forum wojskowym, jak i partyjnym. Pikanterii dodawał fakt, że aby płk Kiszczak jako szef dolnośląskiej WSW mógł zamieszkać w owej willi, wcześniej przymusowo wykwaterowano z niej dwie rodziny wojskowe.

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura