Blog
1789
Deżawi
14 obserwujących 158 notek 260001 odsłon
Deżawi, 29 kwietnia 2011 r.

Tajemnica góry Moria

 

Wielkanoc


Uśmiech Sary 

[ -- Józef Kardynał Ratzinger]

 


 

Aczkolwiek większość z nas Wielkanoc łączy z myślą o czymś jasnym i radosnym, to jednak wewnętrzna treść tego dnia jest dla nas o wiele trudniejsza do przyjęcia niż na przykład treść Bożego Narodzenia. Narodziny, dziecko, rodzina - to wszystko należy do naszego własnego świata przeżyć. Dlatego wzrusza nas bezpośrednio myśl, że Bóg stał się dzieckiem i w ten sposób to, co małe, uczynił wielkim, a to, co wielkie - ludzkim, bliskim i zrozumiałym. Według naszej wiary, Bóg - rodząc się w Betlejem - wszedł w świat, i to roztacza ślady światła aż do tych ludzi, którzy tego orędzia, jako takiego, nie potrafią przyjąć...


Z Wielkanocą rzecz ma się inaczej: tutaj Bóg nie wszedł w nasze bliskie życie, lecz przełamał granice w kierunku nowej przestrzeni po drugiej stronie śmierci. Nie idzie więc już za nami, lecz przed nami i niesie pochodnię w niezbadaną dal, aby przydać nam odwagi do naśladowania. Ale ponieważ znamy tylko to, co jest po tej stronie śmierci, nie możemy z tą wiadomością złączyć żadnych naszych doświadczeń. Żadna wyobraźnia nie może pomóc słowom: pozostaje więc "skok" w nieznane, przy którym boleśnie odczuwamy naszą krótkowzroczność i krótkość naszych kroków.


Mimo to orzeźwia nas myśl, że przynajmniej przez słowa tego, kto wie, doświadczymy czegoś, co dla nikogo nie może być rzeczą obojętną. Nieszmowita ciekawość, z jaką w ostatnich latach przyjmowane były opowieści tych, którzy przeszli przez śmierć kliniczną i jakoby mieli przeżyć rzeczy niedoświadczalne, opowiadając potem, co kryje się za ciemną bramą śmierci - ta ciekawość dowodzi przecież, jak gnębi nas wszystkich palący problem śmierci. Te wszystkie opowiadania pozostawiają w nas dalej jakiś niedosyt, bo przecież ci wszyscy świadkowie nie byli naprawdę umarłymi, tylko zakosztowali jedynie szczególnego przeżycia ekstremalnego stanu i świadomości. Nikt nie może powiedzieć, że jego doświadczenia potwierdziłyby się, gdyby rzeczywiście zmarł. Ten jednak - Jezus Chrystus - o którym mówi Wielkanoc, rzeczywiście "zstąpił w królestwo śmierci". Jezus rzeczywiście spełnił prośbę bogatego hulaki: poślij kogoś ze świata umarłych do tych żyjących, to uwierzą (por. Łk 16,27n.)! On, prawdziwy Łazarz, przyszedł do nas, abyśmy uwierzyli. Wierzymy rzeczywiście? On nie przyszedł "stamtąd" z jakimiś wyjawnionymi tajemnicami czy emocjonalnymi opowieściami. Ale powiedział nam, że "przygotowuje mieszkania" (J 14,2). Czy to nie jest najbardziej wzruszająca nowość historii, chociaż przekazana jest bez nerwowego podniecenia?


Wielkanoc mówi o sprawach niewyobrażalnych: jej wydarzenie dochodzi do nas najpierw przez słowo, nie przez zmysły. Trzeba nam się przeto poddać wielkości tego słowa. Ale ponieważ myślimy za pomocą zmysłów, wiara Kościoła przełożyła już dawno słowo wielkanocne na symbole, które pozwalają wyczuwać to, co w słowie niewypowiedzialne. Symbol światła (a znim ognia) odgrywa tu rolę szczególną; pochwała paschału, który w ciemnym kościele staje się znakiem życia, odnosi się przecież do Zwycięzcy śmierci. Wydarzenie z przeszłości zostaje więc przełożone w naszą teraźniejszość tak: gdzie światło zwycięża nad ciemnością, tam dzieje się coś ze zmartwychwstania. Poświęcenie wody wysuwa na pierwszy plan inny element stworzenia jako zmartwychwstania: woda może mieć w sobie coś groźnego, może być narzędziem śmierci. Ale żywa źródlana woda to urodzajność, uruchamiająca pośrodku pustyni oazy życia. Trzeci symbol jest innego rodzaju: śpiew Alleluja, uroczyste śpiewanie liturgii wielkanocnej ukazuje, że głos ludzki potrafi nie tylko krzyczeć, jęczeć, utyskiwać, lecz takze właśnie - śpiewać. A że człowiek ponadto potrafi zwołać głosy stworzenia i przemienić je w harmonię - czyż to w sposób cudowny nie pozwala nam przeczuwać, do jakich przemian - my sami i stworzenie - jesteśmy zdolni? Czyż jakiś cudowny znak nadziei nie leży w tym, że możemy przeczuwać rzeczy przyszłe, przyjmując je zarazem jako możliwość i jako teraźniejszość?


Nawiasem mówiąc, również pora roku, po której chodzi Wielkanoc, nie jest przypadkowa. Poprzez żydowską Paschę chrześcijańską Wielkanoc sięga głęboko w historię religii i w obszar tak zwanych religii naturalnych. Dla nas jest ciągle rzeczą fascynującą i godną zastanowienia, z jakim naciskiem mówi Jezus podczas swej drogi życiowej o swojej "godzinie" (por. np. Łk 13,31-35). W ten sposób wiąże On całkiem świadomie swoją misję z całą historią wiary ludzkości i ze znakami stworzenia. Spełnienie swojej misji łączy z tym świętem, a więc z pierwszą wiosenną pełnią Księżyca. Coś takiego może się jawić jako niezrozumienie i coś bez znaczenia tylko uczonym myślącym technicznie i historycznie. Ale Jezus myślał inaczej. Łącząc swoją godzinę z obrotami Księżyca i Ziemi, z rytmem natury, ustawia swoją śmierć w kosmicznym kontekście, a przez to też wiąże kosmos z człowiekiem. Podczas wielkich świąt kościelnych współświętuje całe stworzenie, albo odwrotnie: w czasie tych świąt wpisujemy się w rytm Ziemi i gwiazd i przyjmujemy ich wieści. Dlatego też nowy porządek natury, znaczony przez pierwszą wiosenną pełnię Księżyca, jest znakiem, który rzeczywiście należy do orędzia wielkanocnego: stworzenie mówi o nas i do nas; my rozumiemy samych siebie i Chrystusa tylko wtedy prawdziwie, gdy nauczymy się także słuchać głosu stworzenia.

Opublikowano: 29.04.2011 22:52.
Autor: Deżawi
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

www.jarkosfera.pl Licznik dni

Ostatnie notki

Ostatnie komentarze

  • @WOJCIECH SUMLINSKI Na panelu w UKSW 'miało być ładnie i przyjemnie'. - Tak na to...
  • @Wojciech Sumliński Pogubiłem się w cudzysłowach. W którym miejscu kończy się cytat z...
  • Pretensje synodu Kościołów Ewangelickich w Niemczech po papieskiej pielgrzymce Benedykta XVI...

Tematy w dziale