Kilkanaście dni temu przeczytałem powyższe zdanie w komentarzu
na patriotycznym portalu...
Na początku myślałem , że to jakiś żart...
Ale to było na poważnie...
Zdumiało mnie , że można wyżej stawiać rzecz polską
nad człowieka polskiego ...
I dodatkowo obdarzać ją jakimś mistycznym zaufaniem...
Czymże jest ta wiara w Polskę bez Polaków i bez śniadań dla polskich dzieci ???
Kultem segregatorów ze zbiorami papierowych dokumentów? Lojalnością klienteli grup trzymających władzę? Zachwytem nad przemianą kłamstwa w urzędową prawdę? Może wszystkim wymienionym... powiększonym
o niewymienione patologie?
Tresura, dokonywana wcześniej przez kler i szlachtę z bożej łaski, a następnie przez kler i sekretarzy bez bożej łaski, że państwo to ołtarz , na którym składamy ofiarę życia - najlepiej w formie pieniądza-, uniemożliwia wielu, ciągle zbyt wielu, Polakom potraktowanie rzeczy polskiej jako narzędzia, którego jedyną racją istnienia jest :
POMAGAĆ nam spokojniej żyć...
O narzędzie należy dbać, ale czynienie z niego przedmiotu bałwochwalczego kultu poprawności politycznej jest, moim zdaniem, przegięciem... Przypomnijmy sobie zachowanie elity państwowej we wrześniu 1939 roku... Wcześniej bardzo mocno agitowała POLSKA, POLSKA, POLSKA.
Ha, żyła z tej POLSKI...i zwiała z tej Polski (podobno z ciężkim sercem ) , nim rzesze podatników zorientowały się , że WÓDZ, PREZYDENT, PRYMAS nie mają zamiaru dla tej POLSKI przelewać osobistej krwi..., nie zapominając o wezwaniach , aby reszta Polaków dała z siebie ofiarę życia....
Kpi się z Francuzów, ale ich rząd nie zwiał, poddał się , podpisał kapitulację , ale nie zwiał korzystając z podwójnych obywatelstw...Francuzi przeżyli banksterską ustawkę, zwaną II wojną światową... i maszerowali w Pardzie Zwycięstwa.
Polacy? Zaczęli emigrację , bo elity polityczne i duchowe nie wiedziały , że to ustawka??? Wolne żarty...
A dzisiaj....Nieodpowiedzialność urzędników-"celebransów" , partii-"zakonów",
służb specjalnych-rządowych"jezuitów" zadziwia, paraliżuje, zatruwa , zobojętnia, na końcu zabija myśl , że państwo polskie jest moje i dla mnie...
Słyszę, Polska się będzie rozwijać, będzie silna, PKB wzrośnie, przemysł, rolnictwo, energetyka, dotacje, obligacje, negocjacje...
A konkretny Polak ???
Jakie dobre nowiny dla niego wynikają z tej politycznej ewangelii ???
Wzrost PKB o szacunek dochodów z prostytucji, handlu narkotykami
i nielegalnego hazardu...? To jest ta wiara w Polskę ?
Niebezpieczeństwo, jakie ze sobą niesie kult rzeczy polskiej bez Polaków, trafnie ujmuje anegdota opowiedziana przez kardynała Martiniego, arcybiskupa Mediolanu. Mimo, że dotyczy wydarzenia związanego wprost z religią katolicką, bez trudu można dostrzec związek z tytułową wiarą polityczną.
"...Włoska para zawierała związek małżeński. Umówili się z proboszczem parafii, że urządzą małe przyjęcie na dziedzińcu, poza kościołem. Ponieważ padał deszcz, poprosili, by ksiądz zgodził się na przeniesienie tej uroczystości do kościoła. Ojciec wielebny nie był tym zbytnio
zachwycony, ale argumentowali w ten sposób: - Zjemy trochę ciasta, pośpiewamy chwilę, wypijemy kieliszek wina i pójdziemy do domu. Po namyśle ojciec wielebny uległ. A że byli to kochający życie Włosi, wypili trochę wina, pośpiewali, potem wypili trochę więcej wina i zaśpiewali trochę więcej pieśni, tak, iż w ciągu pół godziny mała uroczystość przerodziła się w wielkie wesele. Wszyscy bawili się świetnie, wesoło i swawolnie. Ojciec wielebny chodził cały spięty tam i z powrotem po zakrystii, bardzo niezadowolony z powstałego rabanu i hałasu. W pewnym momencie wchodzi zakrystianin i stwierdza: - Widzę ojcze, że jesteś zdenerwowany. - Oczywiście, że jestem. Proszę posłuchać, jaki harmider robią w Domu Bożym. Na miłość boską! - Masz rację, ojcze, ale oni naprawdę nie mieli gdzie pójść.
- Wiem o tym. Ale czy muszą być tacy głośni? - Nie zapominajmy, że Jezus także obecny był kiedyś na weselu. Na to ojciec wielebny: - Wiem, że Jezus był na weselu. Nie musisz mi tego przypominać! Ale, oni tam nie mieli Najświętszego Sakramentu.
Tak już czasami bywa, że Przenajświętszy Sakrament staje się ważniejszy niż sam
Jezus Chrystus. Religijność staje się ważniejsza od miłości. Kościół ważniejszy od życia,
ważniejszy od sąsiada. (A.de Mello)..."
Tak bywa, tak to jest, że państwo stało się ważniejsze od ludzi, przepis ważniejszy
od rozumu, a pensje i odprawy dla funkcjonariuszy ważniejsze od potrzeb suwerena...
Wierzysz w rzecz polską ??? Ja rzeczom nie wierzę, ufam moim sąsiadom.
Choć, niestety , tylko niektórym , może nawet pojedyńczym...
XXX
Zapraszam zbigniewjacniacki-zyciemojeinasze.blogspot.com/





Komentarze
Pokaż komentarze (3)