W polskiej edycji tygodnika „Newsweek” poinformowano o kolejnej aferze taśmowej. Chodzi o upublicznienie nagrań, z których może wynikać, iż po raz kolejny mamy w Polsce do czynienia z korupcją polityczną.
Ze względu na to, iż nadal trwają próby ustalenia tego, co się tak naprawdę wydarzyło, nie będę odnosił się do szczegółów tego nagrania. Albowiem uważam, iż o wiele ważniejsze od tego co, kto, komu i za co proponował, są płynące z tego „słuchowiska” wstępne wnioski w skali makro.
Po pierwsze, okazuje się, że zjawisko nagrywania prywatnych spotkań stało się nieodłącznym elementem polskiej polityki. Albowiem nie są to pierwsze w tym roku nagrania prywatnych rozmów, z którymi mamy do czynienia. Przypomnę, iż przed drugą turą wyborów na prezydenta Elbląga, pojawiły się nagrania prywatnej rozmowy - wtedy jeszcze kandydata na prezydenta tego miasta - Jerzego Wilka. Z kolei w sierpniu zostało upublicznione nagranie ze spotkania Donalda Tuska z działaczami dolnośląskiej Platformy Obywatelskiej.
Ale zjawisko upubliczniania nagrań z prywatnych rozmów nie jest w Polsce niczym nowym. W przeszłości zostały bowiem upublicznione nagrania rozmów posłanki Renaty Beger z Adamem Lipińskim czy też tej samej posłanki z Wojciechem Mojzesowiczem, ówczesnym parlamentarzystą Prawa i Sprawiedliwości.
Jednak można odnieść wrażenie, iż w polskiej przestrzeni politycznej nasila się zjawisko nagrywania i upubliczniania przebiegu prywatnych spotkań. Czy zatem nagrania zastąpią z czasem debatę programową w rywalizacji politycznej? Czy w wyścigu politycznym debata programowa zostanie zastąpiona przez strategię haków?
Po drugie, należy pamiętać, iż nagrania wykazujące „niekonwencjonalne” czy też nieetyczne propozycje, nie dotyczą jedynie Platformy Obywatelskiej. Wszakże w przeszłości mieliśmy do czynienia z aferą Lwa Rywina, którą również zapoczątkowało upublicznienie nagrania prywatnej rozmowy. Następnie pojawiły się z kolei – wspomniane powyżej - nagrania rozmów posłanki Beger z Adamem Lipińskim, jednym z ówczesnych głównych liderów Prawa i Sprawiedliwości oraz nagrania z rozmów tej samej posłanki z byłym posłem PiS-u Mojzesowiczem. Tymczasem w ubiegłym roku mieliśmy okazję zapoznać się z tak zwanymi nagraniami Serafina. Tak więc zjawisko nagrań i dwuznacznych propozycji, należy rozpatrywać w kontekście całej polskiej sceny politycznej.
Po trzecie, można zaryzykować stwierdzenie, iż w polskiej polityce nadal panują bardzo niskie standardy etyczne. Ostatnie dziesięć lat i wszystkie afery taśmowe, które miały miejsce w tym czasie, ujawniały bowiem przypadki wykorzystywania argumentów nieetycznych dla pozyskania ekonomicznego - czy też politycznego - efektu. Można więc zastanawiać się nad ideowym zaangażowaniem uczestników polskiej polityki w działalność publiczną. Czy w polskiej polityce względy materialne przeważają nad względami ideowymi?
Po czwarte, afera taśmowa w dolnośląskiej Platformie Obywatelskiej uświadamia nam, jak bardzo partia rządząca jest - w skali całego kraju - podzielona. Okazuje się, że w batalii tej użyty został oręż największego kalibru. Zaś uczestnicy tej walki używają politycznej broni masowego rażenia. Wszak upublicznienie nagrań z prywatnych rozmów może być uznane właśnie za taką broń.
W związku z tym nasuwa się szereg pytań: czy Platformę Obywatelską czeka jakiś poważniejszy kryzys, który mógłby doprowadzić do jej rozpadu? Czy jedna strona tego konfliktu znajduje się na przegranej pozycji i - doprowadzona do ostateczności - w akcie desperacji, niczym oddział kamikaze, postanowiła upublicznić nagrania, stawiające w złym świetle całą partię rządząca oraz jej liderów?
Na tę chwilę trudno powiedzieć czy wybory przewodniczącego dolnośląskiej Platformy Obywatelskiej zostaną powtórzone, czy nie. Jednak osobą, która miałaby najwięcej do stracenia w przypadku ich powtórzenia byłby Grzegorz Schetyna, który – przypomnę - jednego dnia dwa razy przegrał z Jackiem Protasiewiczem.
Wyborcza klęska Schetyny nie była spowodowana jakimiś zakulisowymi działaniami jego przeciwników, nawet jeśli takowe miały miejsce. Były marszałek Sejmu, kiedy postanowił nie brać udziału w wyścigu o stanowisko krajowego przewodniczącego Platformy Obywatelskiej, sam się bowiem wyautował. Zrezygnował wówczas ze statusu lidera wewnątrzpartyjnej opozycji wobec Donalda Tuska. Jego przegrana w wyborach, które wyłoniły nowego przewodniczącego dolnośląskiej Platformy Obywatelskiej jest tylko efektem wcześniejszego „samowyautowania” się Schetyny.
Być może dojdzie do powtórzenia wyborów w dolnośląskiej Platformie. Jednak jeśli Grzegorz Schetyna przegra je po raz kolejny, to może to oznaczać jego polityczny koniec. Albowiem dla Schetyny powtórkę dolnośląskich wyborów w Platformie należałoby rozpatrywać w kategoriach wszystko albo nic, ze wskazaniem na nic.
* * *
Niepublikowane na portalu Salon24 teksty mojego autorstwa znajdą Państwo na moim blogu, pod adresem:
http://www.zbigniew-stefanik.blog.pl/
oraz w serwisie informacyjnym Wiadomości24, na stronie:
http://www.wiadomosci24.pl/autor/zbigniew_stefanik,362608,an,aid.html
Zapraszam Państwa do ich lektury i merytorycznej dyskusji.



Komentarze
Pokaż komentarze (18)