100 obserwujących
1413 notek
1082k odsłony
  2682   4

Pożeganie pani Bogny Janke

Chciałbym jakoś, pewnie niezdarnie, dołączyć, do tej fali podziękowań, podsumowań, jaka wiąże się z odejściem pani Bogny Janke z pozycji właścicielki i zarządzającego Salon24.pl. Nie załapałem się na wodospad pod notką pani Bogny. Czynię to teraz. Indywidualnie. Bo tak mam. Bo chodzę ścieżkami, które sam wydeptuję. Bo marsz w tłumie jednomyślnych, zawsze mnie jakoś...

Pani Bogno. Nie dziękuję Pani, za to, że miałem możliwość publikowania notatek tutaj. A przecież ta możliwość wiązała się z całym szeregiem, pozytywnych w sumie doświadczeń. Z rosnącą umiejętnością własnej wypowiedzi. Z poznaniem nowych ludzi. Owszem niefizycznym, ale to nic nie szkodzi. Zdumiewającym doświadczeniem z salonu24.pl jest doświadczenie tego, czym są ludzie, czym jest ludzka zbiorowość. Z jednej strony miałem na jej temat przekonania dziecięce, te bardzo pozytywne, że wystarczy wolność, że wtedy ludzie sami i będzie cudownie. Z drugiej wiek dojrzały, nauczył mnie głębokiego sceptycyzmu i wahadło przekonań wychyliło się w drugą stronę, i zacząłem postrzegać ludzi jako tłum, w którym zwycięża głupota, rozkład, chamstwo.

Pospolite ruszenie - salon24.pl - nauczył mnie, że obie tezy są prawdziwe. Że owszem, większość zachowań jest dość prosta i bywa negatywna, tu niestety lub stety nasz polski modus-operandi. Jednak o dziwo. Nie sterowani, nie zmuszani ludzie, stopniowo sami zaczynają się przekonywać, co jest wartością, co jest prawdą. Jakby była w każdym z nas jakaś busola. Która owszem słaba jest. Igła drży próbując pokazać właściwy kierunek. Często ludzie tą busolę gdzieś wsadzą w zagracone rejony swojego wnętrza i kierują się czymś zupełnie innym.

A jednak w warunkach wolnej, nieskrępowanej komunikacji, stopniowo pojawiają się i konstytuują, rzeczy wartościowe, relacje. Na plan pierwszy potrafią się wysuwać cenniejsze, niźli prymitywne, treści. Jakby sami z siebie, ludzie potrafili generować wartości, zaś antywartości musiały być stymulowane, jak w komunizmie.

Pisać teksty typu blog zacząłem dawno. Już nie pamiętam kiedy. To był portal Wirtualna Polska, który wprowadził taką możliwość. Wtedy to było - pewnie jak na początku Salonu24, ale chyba wcześniej. Jak grom z jasnego nieba. Jak coś nowego i fascynującego, bo oto w palecie dostępnych wszystkim treści "profesjonalnych" pojawiły się na stronie WP treści "blogerskie" i okazywały się lepsze, po prostu lepsze, niż "profesjonalne". Głębsze, ciekawiej pisane, przemawiające.

Wirtualna Polska zachowała się wówczas normalnie. Zaczęła - uwaga... - płacić blogerom, za współtworzenie serwisu. To były jakieś grosze zupełne, ale były. Dla najlepszych. Nikt wtedy nie myślał o "zarządzaniu treściami blogerów". Chodziło o poziom tekstu, o jego zawartość i wartość. Ale... to się dość szybko skończyło. Właściciel odkrył, że może mieć to samo za darmo, bo może. Bo dla człowieka wartością było to, że może się  podzielić swoją refleksją z większą liczbą osób, niż na co dzień. Więc się zmieniło. Potem... te blogi zaczęły być wycofywane. "Profesjonalne" treści zastąpiły treści ludzi. Blogi - chyba całkiem zamknięto. W sumie ciekawe z jakiego powodu.

Salon24 to też jakaś przygoda. I tutaj miałem swoje sukcesy. Jakoś nie kojarzę jak to było z pozycjonowaniem, za czasów salonu Igora i Radka, ale za czasów pani, moje notki trafiały momentami na najwyższe podium. Oczywiście znacznie rzadziej niż niechętni mi blogerzy czy blogerki sugerują. Ale czy to ma znaczenie? Jak dla mnie - wystarczająco często. Nawet dostałem kiedyś od salonu24 nagrodę. Przyszedł pocztą, w białej kopercie. To był taki mały pen-drvie, nagrody dla najlepszych blogerów. Ten pendrive był zepsuty i nie działał, ale... wcale nie to było najważniejsze. Widać było, że blogerzy są zauważani.

Moja obserwacja tego, czym jest pisanie amatorskich tekstów prowadzi do kilku pytań i kilku spostrzeżeń.

Po pierwsze czy to jest zasługa właściciela platformy blogerskiej, że umożliwił on zamieszczanie na niej tekstów osobie postronnej, tzw. blogerowi. Otóż wydaje mi się, że nie. To jest w tym sensie zasługa, w jakim jest zasługą właściciela Żabki to, że mogę w dzień świąteczny kupić u niego coś, czego właśnie w domu zabrakło albo właściciela marketu, że generalnie jest towar i dość tani.

To jest po prostu biznes. Jeszcze raz. To jest biznes. Na użytek klientów, tworzy się - trochę jak w politycy czy pr - obraz, że to jakaś platforma obywatelska, że właściciele robią to "dla nas", ze względu "na nas", Że to my jesteśmy wartością i podmiotem w tym wszystkim. To... nieprawda. Mimo sztafażu i słownej warstwy, wprost lub pośrednio formułowanej.

Kasjerka może być uprzejma, z urzędniczką czasem da się zagadać, a i mechanik od samochodu potrafi być spoko. Ale oni wszyscy nie robią tego, czego robią, ze względu na nas. Robią to ze względu na siebie. I dobrze. I to normalne. Normalne jest to, że chcą czegoś dla siebie. Że aby to dostać robią coś dla innych. Jeśli to robiąc, dodają coś osobistego i od siebie tym lepiej. Ale nie mieszajmy porządków. To jest biznes, a my nie jesteśmy w nim podmiotem. Jesteśmy przedmiotem, tak jak markecie, który pieprzy swoimi megafonami "ze względu na dobro naszych klientów...". Ich naprawdę - i tu proszę panią Bognę o pominięcie zdania - gówno obchodzi dobro klientów. Klient jest wsadem, tak jak wsadem jesteśmy my, dla biznesowych platform internetowych.

Lubię to! Skomentuj74 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura