Bardzo dobry tekst z pewnymi uwagami.
Bezpośrednio po II wojnie światowej, powiedzmy 20-25 lat, przeciętny poziom życia przeciętnej amerykańskiej rodziny w zakresie dóbr materialnych jakimi dysponowała był wyższy niż a) w Europie, b) w RWPG ale to naturalne.
Stąd "American Dream" ma zakodowane podstawy. Pracujący ojciec rodziny, rodzina ma dom i samochód, żona i matka zajmuje się dbaniem o ten dom i o tą rodzinę. Co prawda w Anglii ale The Beatles zaśpiewali "It's been a hard days night", po części oddając ów model.
Po tym wzmocniono procesy tanienia siły roboczej, np. poprzez przenoszenie pań z domu do pracy w imię ich "wyzwolenia". Całość procesu zainicjowała i nadała mu pęd pewna agencja rządowa, która najpierw wytrenowała za pieniądze pewną panią, a potem opłaciła stworzenie ogólno-amerykańskiego czasopisma feministycznego Ms.
Ameryka żyje tym American Dream często w odniesieniu do cudzoziemców o wyjątkowych kwalifikacjach. To TAM zrobił i robi karierę Jakub Pachocki, gdy u nas to byłaby lipa, przeciętność, zakalapućkanie w jakiejś niszy i to tylko wtedy, jak się jest grzecznym wobec "towarzystwa", bo jak nie to system cię zdołuje. W tym zakresie American Dream jest prawdziwy.
Jednak ostatecznym obiektywnym kryterium, za pomocą którego sprawdza się prawdziwość takich haseł w odniesieniu do ogromnej większości populacji jest moblilność społeczna międzypokoleniowa, a więc miara jak wielu ludzi zajmuje lepszą społecznie i ekonomicznie pozycję niż ich rodzice. Jeśli ta mobilność jest mała, to jak się urodziłeś w biednej rodzinie, to zostaje biedny, a jak w bogatej to bogaty. Jak ta mobilność rośnie, to ludzie z biednych rodzin częściej wybijają się w górę.
Otóż mobilność społeczna międzypokoleniowa jest w Stanach mniejsza niż Europie. I to kończy wszelkie rozważania, na temat "szans" w USA. American Dream dla znakomitej większości Amerykanów faktycznie jest na dzisiaj fikcją, bajką, "środkiem psychotropowym". Nieliczne przypadki awansu są naświetlane, a masy ludzi bez wyjścia są całkowicie niezauważane. Teraz doszło podrażnienie i skłócenie społeczeństwa.
Jednak prezydent Trump zrobił wiele dobrych rzeczy i jednostronne pokazywanie go w złym świetle z domieszkami pogardy jest nieuzasadnione. Jego administracja np. Lutnick mówi po raz pierwszy od wielu wielu lat ludzkim głosem w Davos. Ogólnie problem jest stary jak świat, bogaci chcą władzy, kontroli i jeszcze większego bogactwa. Biedni są wykorzystywani - patrz tekst Polaka, Mikołaja Reja "Krótka rozprawa między trzema osobami, Panem, Wójtem a Plebanem" z 1543 roku. Ta trzecia osoba z tej fraszki to było tak 85% narodu.
American Dream jest wartością i powinien istnieć jak pragnienie, by o pozycji jednostki decydowały praca, talent, inteligencja i zdolności merytoryczne. Wbrew pozorom korzyść z tego nie tylko dla jednostki, tylko jeśli taki mechanizm awansu w społeczeństwie istnieje, to rośnie i wzmacnia się całe społeczeństwo. U nas? Czy u nas, to są podstawy awansu społecznego? Nie żartujmy...
Inne tematy w dziale Społeczeństwo