Zagrały dwie najlepsze drużyny mistrzostw. Fascynująca, olśniewająca i wspaniała Francja oraz odwiecznie genialna, znająca cierpienie Hiszpania. Dwie pozostałe się nie liczą. Argentyna wygra turniej, bo nie umie grać, ale wygrywa. Anglicy to dwóch gwiazdorów i fizyczni biegacze, główkacze, dośrodkujący.
Francja była wielka, a Hiszpania pokorna. Francja była niezwykła, a Hiszpania zacięta i zdecydowana. Francja miała błyszczące gwiazdy, a Hiszpania miała rewelacyjny zespół, mechanizm, organizm, drużynę.
Pierwsza bramka dla Hiszpanii.. no cóż. Yamal wskoczył przed obrońcę francuskiego w polu karnym. Ten chciał kopnąć piłkę, ale ponieważ pojawił się Yamal, a piłka spadała z góry, a patrzył na piłkę, to kopnął Yamala. Oyarzabal to taki fantastyczny i napastliwy zawodnik Hiszpanii. Nie umie specjalnie dryblować. Nie za bardzo rozgrywa. Ale taki właśnie jest napastliwy, bo to napastnik, no i prosty, konkretny, do rzeczy. Strzelania karnych mógłby uczyć Messiego i inne gwiazdy. Pełny spokój, pełna profeska. Podbiegł ze zwolnieniem w środku i... kropnął prosto i precyzyjnie w połowie wysokości bramki przy prawym (od strony zawodnika) słupku. Właśnie o to chodzi. Jeśli bramkarz będzie skakał czy się rzucał z centrum bramki to nie ma żadnych szans na wybicie takiej piłki. Ever. Oyarzabal ma skuteczność w karnych na poziomie 90%, Messi w mundialach ma taką skuteczność 50%. To, że dają mu Argentyńczycy strzelać te karne najlepiej świadczy o nich samych. To samobójcy.
Olśniewająco grał Dani Olmo. Zresztą wszyscy Hiszpanie. Chodzi o to, że nie "pękali" gdy dostawali piłkę, jak to czasem mamy okazję oglądać przy okazji występów drużyny PZPN - to taki polski koncern zarabiający pieniądze na piłce nożnej - nazwa skrócona "Janusze biznesu". Więc Hiszpanie nie pękali. Mając na karku ostro atakujących Francuzów rozgrywali inteligentnie piłkę. - Jak to? - zdawali się dziwić Francuzi - to tak można? Ano można i to jest największa umiejętność pokazująca wielkość piłkarską drużyny - zdolność rozegrania piłki pod presją.
To nie było tak, że zawsze podawali lub utrzymywali się, ale znaczącą większość razy, a wtedy - tu wielkość oceny - gdy rodziło to zbyt duże zagrożenie robili długie podanie, ale to rzadkość. Olmo przyjął piłkę tyłem odwrócony do bramki i obrońcy, który rżnął jego golenie i nie zrażony tym z deka intymnym kontaktem idealnie odegrał ją do wchodzącego w pole karne Porro. Ten... w sumie prosty zawodnik - czy wśród Hiszpanów są naprawdę prości zawodnicy? - spokojnie i skutecznie puścił piłkę po prawej stronie interweniującego bramkarza i było 2:0 albo 0:2 jak komu pasuje. Ale to Olmo wypracował tę sytuację, jak zresztą wiele razy, przejmując piłkę w środku potrafił się z nią poruszać, podawać, zostawiając Francuzów ze zdziwieniem, że tak można mimo presji. Ano można.
Dlaczego właściwie Hiszpanie wygrali a Francuzi przegrali? Dlatego, że ze strony Francji była sympatyczna grupa bardzo dobrych, czasem genialnych jak Mbape czy Olisee czy Dembele zawodników. Ze strony Hiszpanii natomiast był zespół - mechanizm - drużyna. Hiszpanie ze sobą bezbłędnie współpracowali, współdziałali, byli wobec Francuzów jak jeden organizm, jak jedenastoosobowa armia, hydra, czy bogini piłki nożnej. Byli jak kółka zębate maszyny, wzajemnie ze sobą spasowane i zespolone. Każdy Francuz miał do czynienia z całą maszyną, a nie tylko z pojedynczym zawodnikiem. Każde z nich dawało wszystko, co najlepsze. Nawet bramkarz dwukrotnie powstrzymał rajdy Mbape wybiegami daleko poza pole karne, raz o mało nie tracąc przez to bramki.
Francuzi przegrali w dzień swojego święta narodowego. Oni są bardzo wrażliwi na punkcie tego święta, a tu...
Didier Deschamps - trener reprezentacji Francji - żegna się po mistrzostwach. Najpewniej obejmie to stanowisko Zinedine Zidan. Czy potrafi stworzyć z Francji organiczną drużynę jak to się udało Hiszpanom? Myślę, że nie. Myślę, że nie, bo Hiszpanie potrafią cierpieć. Jest w nich jakiś cień, jakaś rana, coś co sprawia, że potrafią zaciskać zęby i być ponad wszystko razem. Może to jakaś pararela do cech Polaków? Może nie piłkarskich, bo... wiadomo, ale narodowych? Tak to odebrałem w trakcie spotkań i rozmów z Hiszpanami. Są niezrównani w zabawie, w ucztowaniu, w świętowaniu. Ale jest w nich ten cień, zawsze obecny. Może to echa wojny domowej? Sam nie wiem. Życzę im dobrze i mam do nich szacunek, choć Francję przecież kocham, po prostu.
Też 14 lipca ale 2015 roku, w owo święto narodowe, byłem właśnie we Francji. W maleńkim (500 mieszkańców) miasteczku w jej centrum, w Vezelay. Francja to nowoczesność, ale i przede wszystkim wielka historia. Owo Vezelay w tej historii odegrało swoją rolę, tam właśnie w obecności króla Ludwika VII Bernard z Clairvaux wygłosił kazanie rozpoczynające drugą wyprawę krzyżową. Tam w lipcu 1190 spotkali się król Francji Filip II August i król Anglii Ryszard Lwie Serce, tam się pojednali i wspólnie podjęli decyzję o rozpoczęciu trzeciej krucjaty.
W tej małej miejscowości znajduje się katedra. Położona na wzniesieniu, mieści w sobie relikwie kobiety. Marii Magdaleny. Tak, tej Marii Magdaleny. Więc gdy zszedłem na dół, to w podziemiach nie ma posadzki. Jest po prostu trochę zeszlifowana skała, na której stoi ta katedra. Zrobić zdjęcie. Cyk... Klęcząca przed relikwiarzem Francuzka z oburzeniem się podniosła i wyszła. Zostałem tam wtedy sam. Potem... ponieważ to był 14 lipca, to laickie władze miasta wspólnie z zakonnikami z katedry zaprosili też i mnie, na wspólne posiedzenie. I tak siedzieliśmy tam... w Vezelay, na trawie. Polak, Amerykanie, Francuzi, Belgowie. W ubraniach, habitach, w tym, co kto miał. Było jedzenie i wino. Francuskie najlepsze wino. Nie takie z marketu, tylko takie jakie na tą okazję plantatorzy specjalnie zaoferowali. Akcja toczyła się do późna poszedłem spać po 24. Więc Francję kocham, ale dopingowałem Hiszpanię, za ten cień, za tą jedność jaką się stali na boisku, za to, że są sobą, na ile ich stać.
Dziś jeszcze miecz Albionu z Argentyną. Jak zaczynałem oglądać mistrzostwa i dopingować Argentynę, to myślałem, że to będzie bardzo miłe i dostarczające fajnych wrażeń zajęcie. Łobuzy niestety przeczołgiwali się dosłownie przez kolejne mecze. Genialny Messi miał ponoć takie spotkania, gdzie bramkarze pokonywali większy dystans niż on. Ale co zrobić? Czy można coś zrobić? Czy oni mają jakiś dar? Przeznaczenie? Czy po prostu muszą wygrać te mistrzostwa? Będę trzymał za nich dzisiaj kciuki, choć w sporcie różnie bywa. Życzyłbym sobie, żeby Polska, kiedyś... No choćby do półfinału doszła. Że niepoważne? Że zejdźmy na ziemię? Że marzenia ściętej głowy?
A może zaniżyliśmy nasze aspiracje. Za bardzo nas przyzwyczajono do niskich oczekiwań, do braku wiary, że... możemy. A przecież 10 lipca 1982 roku nasza reprezentacja grała właśnie z Francją o 3 miejsce mistrzostw świata. I po kwadransie przegrywaliśmy 0:1. Ale... warto sobie przypomnieć. Zmienić perspektywę, przestać zaniżać oczekiwania. Bramka Szarmacha na 1:1 to był absolutny majstersztyk. Trzeba chcieć, pracować i już, bez oglądania się na to albo tamto. No. Dzisiaj drugi półfinał, potem jeszcze dwa mecze i... trzeba będzie czekać do mistrzostw Europy.
Polska Francja - mecz o 3 miejsce mistrzostw świata w piłce nożnej:
------------------------------------------------------------------
Więcej o mojej historii w Vezelay: {TUTAJ}


Komentarze
Pokaż komentarze (5)