„Historia finansowych „nieprawidłowości” spowodowanych przez nieudane spekulacje na giełdzie to jeden z najposępniejszych rozdziałow naszych wspólczesnych dziejów” James Medbery, 1870
Tam gdzie są pieniądze, zdarzają się również oszustwa. To banał. Rynek giełdowy pod tym względem jest o tyle ciekawy, że przyciąga do siebie mnóstwo osób skuszonych możliwością łatwych zysków. W czasie hossy wydaje się, że to nic trudnego. W końcu wystarczy kupić akcje niemal dowolnej spółki i już...Później tylko wystarczy obserwować jak puchnie rachunek.
Tymczasem rzeczywistość jest o wiele bardziej brutalna. Zamiast portfela częściej puchnie głowa od stresu wywołanego stratami. Stratami, które są nieodłączną częścią gry giełdowej. Stratami, które trzeba nauczyć się kontrolować i nimi zarządzać. Niestety większość graczy tego nie potrafi – gdy tracą, zachowują się jak sparaliżowania, podejmując coraz gorsze decyzje.
Jeśli robią to dla siebie problem nie jest tak wielki, gorzej gdy zaczynają zarządzać cudzymi pieniędzmi. W pewnym momencie pojawia się pokusa, by klientowi trochę „podbarwić” wynik licząc na to, że zła passa minie. Zwykle gra się coraz większymi stawkami (czyli coraz więcej ryzykuje) i coraz szybciej traci. W skrajnych przypadkach prowadzi to do bankructwa podmiotu (fałszowanie ksiąg przez N. Leesona w Barings Bank), w innych ogromnymi stratami klientów.
Co jakiś czas słychać głównie z USA, że zarządzający jakimś prywatnym funduszem (tzw. funduszem hedge) zdefraufdował pieniądze klientów. Tych informacji nie ma wiele, jednak się pojawiają. Nikt – a zwłaszcza amerykański nadzór - ich nie próbuje ukrywać. Próbuje się doprowadzić do skazania oszusta i odzyskania choć części pieniędzy.
Przez lata obserwowałem na naszym rynku odwrotną zależność. Nadzór (czyli dawniej Komisja Papierów Wartościowych i Giełd, obecna nazwa - Komisja Nadzoru Finansowego) powtarzał do znudzenia, jakie mamy restrykcyjne prawo. Tymczasem od czasu do czasu pieniądze ginęły.
Największą dotychczasową wpadką był casus Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej, która mimo uzyskania licencji straciła kilkaset milionów złotych klientów (trwa wyjaśnianie, czy fałszowano księgi w wyniku poniesionych strat na inwestycjach). Prawdopodobnie proceder trwał przed uzyskaniem licencji.
Poza tym nie od dziś wiadomo, że istnieje ogromna szara strefa usług inwestycyjnych. Tam gdzie są nadmierne regulacje pojawia się czarny rynek.
Dziś w mediach mówi się o zatrzymaniu trzech prezesów firmy przez CBŚ. Firma zajmowała się inwestowaniem pieniędzy prywatnych osób. Nie interesuje mnie to, czy to była lewica, prawica czy cokolwiek bądź. O wiele bardziej istotne jest coś innego. Firma zarejestrowana została w KRS-ie 11 grudnia 2003 roku. Jej główna działalność to ”Działalność maklerska i zarządzanie funduszami” – jest to ten rodzaj aktywności, do którego wykonywania należy uzyskać zgodę KNF. Przez ponad trzy lata inwestowano pieniądze prywatnych osób w podmiocie, który działał bez zezwolenia. Czyli złamał prawo już na samym początku.
Firma pewnie pozyskiwała pieniądze od osób, które mniej lub bardziej orientowała się w prawie. Tymczasem nikt się nie zainteresował, na jakiej podstawie działają. Krótko mówiąc klienci okazali się naiwniakami.
Pamiętam jedną z moich rozmów z poprzednim szefem KPWiG. Upierał się on przy stanowisku, że regulacje w Polsce są tak restrykcyjne, że trzeba chronić klientów zwłaszcza indywidualnych, by nie tracili swoich własnych pieniędzy w inwestycje, których nie rozumieją.
Nigdy nie rozumiałem takiej „opiekuńczości”. Znacznie bliższe jest mi stanowisko amerykańskiego nadzoru, który na swoich stronach internetowych ma poradniki jak unikać oszustw na rynkach finansowych. Pozwolę sobie przytoczyć początek materiału o unikaniu oszustw:
„Jesteśmy inwestorami. Kupujemy akcje i obligacje, uczestniczymy w planach oszczędnościowych, posiadamy nieruchomości, tworzymy rynki terminowe i opcyjne, dostarczamy kapitału dla nowych przedsięwzięć biznesowych. Siła naszej gospodarki jest w przeważającej mierze pochodną wszystkich naszych inwestycji.
Prawdopodobnie, bardziej niż jakikolwiek naród na świecie czerpiemy przyjemność z ciągłego pojawiania się nowych możliwości inwestycyjnych i wolności w podejmowaniu wyboru co do nich. To są nasze pieniądze i możemy je inwestować, tak jak chcemy.
Niestety czasem pojawiają się ludzie wykorzystujący wolność inwestowania do niegodziwych celów oferując produkty lub inwestycje, których szansa powodzenia (dla ich klientów) jest zerowa. Osoby te oferują nierealne zyski z inwestycji i nie mają zamiaru wywiązać się ze swoich obietnic.”**
Dalej następowały wskazówki o co pytać potencjalnych oferujących usługi inwestycyjne. Tylko tyle i aż tyle. Skuteczniejsze jest ostrzeganie, niż złudzenie nadzoru.
PS. Ciekawy wątek zauwazył KatHay na forum futures.pl. Jeden z zlozycieli firmy jest powiazany również z WGI
**tłumaczenie publikuję za zgodą National Futures Association
Reprinted with permission from National Futures Association
© National Futures Association 2001


Komentarze
Pokaż komentarze (7)