Tyle sucha informacja w gazecie Parkiet. Tymczasem przypadek ten, mimo iż od tego wydarzenia minęło 10 lat (!!!) zasługuje na kilka słów więcej.
W 1997 r. portfele akcji zarządzane przez BRE Brokers dały 28, 6 proc. zysku, co było jednym z najlepszych wyników na rynku (indeks WIG zyskał 2.3 proc). Rok później przestano chwalić się wynikami portfeli. Straty nie zasługują na upublicznianie. Okazało się, że wynikom działu zarządzania pomogło dwóch doradców, o których pisze Parkiet.
Obaj skazani doradcy pracowali w dziale zarządzania aktywami BRE Brokers, czyli zarządzali pieniędzmi klientów na zlecenie. Ich pomysł na biznes był prosty – kupujemy na rachunek instytucji, w której pracujemy akcje spółek o małej płynności, a później te same akcje kupujemy na rachunki klientów naszego biura.
Dzięki temu można doprowadzić do wzrostu cen akcji. Technika ta ma niestety jedną słabość – mało płynne spółki fantastycznie się pompuje, wystarczy angażować kilka-kilkanaście tysięcy złotych – jednak gdy trzeba się pozbyć akcji (i zrealizować zyski) mała płynność jest zabójcza. Tak jak przedtem szybko kurs rósł, później szybko spada.
Przedmiotem zainteresowania doradców z BRE Brokers był m.in. Pozmeat, którego kurs od października 1997 wzrósł z ok. 30 PLN do 65 PLN w kwietniu 1998.
Później rozpoczęło się powolne osuwanie, zaś gdy sprawa zaczęła wychodzić na jaw, kurs w ciągu miesiąca spadł z powrotem do 30 PLN.
W październiku 1998 BRE posiadało wciąż blisko 100 000 akcji Pozmeatu. Obroty wynosiły wtedy 2-5 tys. sztuk. Naprawdę trudno jest wyjść z takiej inwestycji (dociekliwym polecam dalszą historie Pozmeatu, jest również ciekawa).
Doradcy zostali wyrzuceni z roboty (ale nie dyscyplinarnie), biuro umyło ręce i nie pokryło strat inwestorów (choć chodziły słuchy, że w pełni pokryto straty paru "znanym nazwiskom" oraz „chłopakom z miasta”). Wśród klientów znalazła się giełdowa Krakchemia, która dzięki inwestycjom BRE musiała obniżać prognozy zysków
Dlaczego o tym warto pisać? Pompowanie akcji spółek to proceder stary jak rynki akcji. Na naszym rynku to chyba pierwszy przypadek skazania winnych manipulacji kursem.
Podejrzewam, że podczas ostatniej hossy sporo – mało płynnych spółek jest „wyciąganych” w nie do końca legalny sposób. Tym razem jednak na rynku są większe pieniądze i większe możliwości. Dopóki jest hossa i chętni do odkupienia od manipulatorów akcji po wysokich cenach (taki jest zresztą cel – sprzedać „frajerom”) wszystko jest fantastycznie. Do czasu...
Później podnoszenie się z upadku trwa bardzo długo. Dłużej niż myślą inwestorzy, którzy znają wyłącznie hossę i myślą: „na pewno kiedyś odbije”
Pamiętam, gdy przy okazji ujawniania innej manipulacji związanej ze sprawą tzw. „poznańskiej WIRR-ówki” (WIRR to dawna nazwa indeksu małych spółek) nagle gwałtownie spadły ceny akcji kilka innych spółek, niż tylko tych, które zostały wymienione w artykułach prasowych. Spółek, o których na obrzeżach rynku szeptało się, że „są rysowane”.
Teraz jest bardzo podobnie.
***********
Pozmeat na giełdzie:

******
Fragment pisma dyrektora zarzadzajacego BRE Brokers (Andrzej Podgórski) z dnia 21. 10. 1998 w sprawie odszkodowania, o które wystąpiła jedna klientka (straciła ponad 60 proc)
"wyniki kontroli potwierdziły, iż Wydział Zarządzania BRE Brokers (...) kierował się najlepszą swoją wiedzą oraz doświadczeniem, a czynił to z najwyższą starannością wymaganą od profesjonalisty.[...] Dobór spółek do poprzedzony został wnikliwą analizą zarówno techniczną, jak i fundamentalną. Spółki, które znalazły się w tym portfelu, posiadały mocne fundamenty oraz potencjał wzrostowy. Brak było natomiast jakichkolwiek sygnałów o ich słabej kondycji i możliwości gwałtownej ich deprecjacji".
źródło: Rzeczpospolita


Komentarze
Pokaż komentarze (6)