Zbliża się koniec roku, zostały dwa dni i rodzice zostali postawieni niemal pod ścianą, ponieważ - nie bójmy się tego słowa – idiotyczny pomysł ministra edukacji narodowej (celowo małymi literami) właśnie jest wdrażany.
Owo wdrażanie polegało na:
Ustaleniu jaka kwota ma być przeznaczona na mundurki
W szkole mojego dziecka stanęło na 150 PLN
Mundurki wybrał samorząd. Po wielu bojach (łącznie z pomysłem – jakiegoś zamożniejszego rodzica, żeby na każdy dzień był inny kolor).
Właściwie nie są to już mundurki.
Stanęło na koszuli, krawacie i bluzce.
Po 2 sztuki.
Czyli będziemy mieli brudasów.
Mundurki, muszą być zakupione przed końcem roku.
Firma, którą wybrano chce opłaty w ciemno.
Fantastycznie jest robić biznes na frajerach, którzy muszą.
Właśnie szykuję się do rozmowy z nauczycielem i dyrekcją, że sorry ale nie.
Poczekam do końca wakacji.
Po pierwsze dlatego, ze mój nastolatek przyrasta obecnie w tempie kosmicznym.
Po drugie dlatego, że chce zobaczyć ten „twór” w fazie wyjściowej (w końcu to ja płacę)
Po trzecie, może ten minister w ciągu wakacji przestanie być ministrem
Po czwarte – to jakaś paranoja. Nauczyciele się boją, rodzice się boją, dzieciaki mają generalnie wszystko gdzieś – pewnie znajdą sposoby na buntowanie się w ramach „jednolitości”
A tak w ogóle, ciekawe która szkoła jako pierwsza wpadnie na pomysł by ubrać swoich uczniów w glany, czarne spodnie i czarne koszule. To mogłoby być wyjątkowo dobrze widziane.


Komentarze
Pokaż komentarze (39)