Same kredyty, a przede wszystkim ten oferowany przez biuro maklerskie IDM S.A. prawdopodobnie części inwestorów pozwoliły wejść do "jądra ciemności" świata finansów.
Biuro to oferowało kredyty w wysokości 99 razy większej, niż wkład własny inwestora, przy czym minimalnie musiał on wynieść 50 000 PLN. Krótko mówiąc posiadając 50 000 PLN dysponowaliśmy siłą nabywczą w wysokości 4 950 000 PLN.
Oczywiście kredyt kosztuje. W tym przypadku koszt wynosił około 11 650 zł (4950 prowizja od kredytu i 6700 odsetki).
Naturalnie wszyscy zapisujący się w ten sposób znali matematykę i wiedzieli, że muszą zarobić przynajmniej 11 tysięcy złotych, żeby wyjść na swoje - to raptem 23 procent własnych pieniędzy. Cóż to jest, skoro w głowie kłębią się znacznie większe procenty.
Zwrócę jeszcze uwagę, że przy tej redukcji zamawiający otrzymywał akcji, za około 100 000 PLN, czyli dwa razy więcej. Zupełnie teoretycznie wystarczyłby zysk w wysokości 11%, by pokryć koszty związane z kredytem.
Na rynku nie ma rzeczy pewnych. Ci wszyscy, którzy liczyli, że "na pewno nie stracą na debiucie" srogo się przeliczyli. Akcje zadebiutowały po cenie nieznacznie wyższej niż były sprzedawane w ofercie, a do końca sesji spadły o blisko 7 procent. Ci, którzy nie zdecydowali się sprzedać na początku sesji stracili kolejne 7 000 PLN (+ odsetki).
.....
całość tekstu na futures.pl


Komentarze
Pokaż komentarze (11)