W dzisiejszym Dzienniku jest rozmowa z Michałem Kamińskim o reklamówkach wyborczych. Zacytuję tylko fragment
---Czyli jest tak jak rok temu z reklamówką żywcem ściągniętą z kampanii Ronalda Reagana: "Możemy dać głowę, jakiekolwiek podobieństwo było czysto przypadkowe".
MK: A wtedy na łagodną reklamówkę o tym, że żyje się lepiej, Platforma zaatakowała nas ściągniętym ze Stanów Zjednoczonych spotem, w którym kobieta przełącza telewizor z programu, na którym krzyczy Jarosław Kaczyński, na spokojnego Donalda Tuska.
Tak było. Wtedy oba sztaby czerpały zza Oceanu, teraz tylko PiS?
MK: Nie, tym razem to naprawdę przypadek. Ja w 1988 roku miałem 16 lat.
Ale jak kandydował Reagan, to miał pan dwanaście, a mimo to spot był wierną kopią.
MK: Naprawdę to nie było ściągnięte. Przecież tak samo można porównać nasze konwencje z amerykańskimi i powiedzieć, że są skopiowane. Ten spot nie jest związany z Ameryką, tylko z tym, że PO do swoich spotów wzięła naszych aktorów i mówiła, że mają Pluszaka. To temu służy ta reklamówka.
---
Nigdy nie oglądałem “Tam gdzie rosną poziomki” Bergmana. W 1957 roku, gdy ten film powstał nie było mnie na świecie.
Kiedyś takie rzeczy nazywano bredniami i kłamstwem. Dziś jest to polityka.
Sugeruję by dzieci M. Kamińskiego (jeśli je posiada) zastosowały taką argumentację w szkole.
Tekst źródłowy: http://www.dziennik.pl/Default.aspx?TabId=14&ShowArticleId=62602


Komentarze
Pokaż komentarze (25)