Już za chwileczkę się zacznie. Podobno.
Za naruszenie ciszy wyborczej grożą grzywny.
Ale jak to będzie się miało do sieci? To nowa jakość w polskiej polityce. Znaczenie internetu w agitacji wyborczej było widoczne już przy poprzednich wyborach, w obecnych poszło jeszcze dalej. Można oczekiwać, że w przyszłości ta tendencja będzie postępowała.
I co wtedy?
Czy spoty reklamowe - i amatorskie, i profesjonalnie tworzone przez sztaby wyborcze - udostępniane na serwerach polskich i niepolskich to agitacja?
Według prawa "istniejące materiały" mogą istnieć nadal, nie mogą się pojawiać nowe. A co jeśli przestawię czas w komputerze i już dziś wyślę na jakąś listę usenetową post z datą 21.10.2007? Albo wcześniejszą w dniu wyborów?
Czy komentarze internautów na forach dyskusyjnych, listach usenetowych, blogach i gdzie tylko się da, w których ktoś powie "głosuj na XYZ" to agitacja zagrożona grzywną? I jak egzekwować potencjalne łamanie prawa?
Czy może będziemy świadkami niesłychanie profesjonalnie prowadzonej agitacji właśnie w tym medium, które w zasadzie nie poddaje się kontroli, przez sztaby wyborcze, zgodnie z kolejnym przesuwaniem granic w życiu publicznym?
Czy salon24 zostanie zamknięty? No może z wyjątkiem działu "Kultura, podróże, Inne" ?


Komentarze
Pokaż komentarze (18)