47 obserwujących
762 notki
977k odsłon
  809   3

Za co można dziś cenić PiS?

Blogerka Madonna proponując mi temat notek, w jednym z punktów napisała: Za co można dziś cenić PiS, a dokładniej, chodziło o to, za co ja sam dzisiaj cenię Prawo i Sprawiedliwość. Wykorzystam jej pytanie jako temat kolejnej notki.

Przyznam szczerze, że nigdy się zbytnio nad tym nie zastanawiałem, z naciskiem "dzisiaj", bo od razu rzuca się mi myśl, że nie ma za co cenić tej partii, skoro zabawiła się z państwem polskim w wystawne wesele.

Jako stary wyborca Porozumienia Centrum, a później Prawawa i Sprawiedliwości przez wiele lat ceniłem i  oddawałem na partię Jarosława Kaczyńskiego swój głos za swego rodzaju bezkompromisowość i dalekosiężne plany mające podźwignąć Polskę z zastoju jaki na Kraj sprowadzili ludzie spod znaku sierpa i młota w 1944. Dodajmy do tego fakt, że partia odwoływała się również do naszej historii, do lat świetności II RP, kiedy to mimo sporów wewnętrznych, w krótkim czasie, bo w niespełna 20 lat zdołaliśmy zbudować w miarę nowoczesne państwo, które dzięki wspólnej ciężkiej pracy osiągnęło większy rozwój, niż niektóre kraje Europy Zachodniej w tamtym okresie.

Jednoczyła nas więc bieda i wiara w przyszłość. Jednoczyło nas 120 lat zaborów oraz wynikające z tego  pewne mimo wszystko zyski. Ludzie zmuszeni byli np. studiować na uczelniach zagranicznych, których poziom nie należał do niskich, a to wymagało nie tylko lotnego umysłu, ale także i biegłej znajomości języka w jakim prowadzono wykłady. I tutaj taki rodzinny wtręt.

Dziadek mojej żony studiował wpierw medycynę w Sankt Petersburgu a później prawo i chemię w Alma Mater Dopartensis w Estonii (wtedy pod zaborem rosyjskim) obecnie Uniwersytet w Tartu, która to uczelnia była wręcz kuźnią polskich elit dla odrodzonej II RP. Po ukończeniu studiów został wykładowcą w prywatnej szkole Rontalera, a także u Wawelbegra i Rotwanda w Warszawie. Tej ostatniej  absolwentem był mój śp. teść. Natomiast rodzony brat dziadka żony absolwent Oxfordu uczył języka angielskiego studentów w przedwojennej Państwowej Szkole Morskiej w Gdyni.

To tylko taki przecinek z wielu opowiadający o wielkości i zdolności polskiego narodu, który wraz z odzyskaniem niepodległości garnął się z każdego zakątku świata do Ojczyzny. Na tej bazie łatwo było zbudować jedność.

Z tego skorzystał w swojej walce o władzę PiS. Swoją drogą tak wtedy, tak i teraz ludzie chcieli żyć na swoim we własnym Kraju, dlatego nikt nie doszukiwał się plam, że ukochany przez miliony Marszałek był okultystą, że zamach majowy został zaaranżowany przez masonów którzy za dalekosiężny cel obrali sobie  zabicie w Polsce  wiarę w Boga, którzy w przedwojennych rządach zajmowali również sporą część ministerstw i drenowali państwo po swojemu za co spotkała ich na krótko przed wojną z ręki prezydenta Mościckiego kara. Patrzono przy tym przez palce na pobłażliwą politykę Marszałka wobec mniejszości narodowch, co zaowocowało przykrymi doświadczeniami podczas okupacji niemieckiej, ale ceniono go za pogromcę bloszewików oraz tępienie ideii komunizmu. Oficjalnie na komuznizm w II RP miejsca nie było, chociaż ten plenił się po kątach jak perz. Czy dzisiaj nie jest podobnie?

Mając takie dziedzictwo w przysłowiowej karcie dań trudno było PiS-owi  nie wygrać, skoro się do potęgi Marszałka odwoływał czyniąc się przy tym  jego politycznym spadkobiercą. Mimo to, już pierwsza wygrana PiS  w wyborach powinna błysnąć niepokojącymi czerwonymi lampkami w narodzie, że jest prowadzony nie ku wolności, lecz na manowce, ale jak to mówią, ten się ogląda za siebie co kto zgubił.

My nie zgubiliśmy przecież wtedy nic, dlatego rozmowy koalicyjne z antypolską  pro berlińską PO pozostawały na aucie podejrzeń, niezauważonym przez wielu pierwszym ostrzeżeniem. Sojusz z Platformą spalił na panewce, dopiero wtedy, kiedy będący na usługach Berlina Donald Tusk i jego partia chcieli zbyt wiele dla siebie i swojej partii ze zwycięskiego tortu PiS. Na placu boju pozostała więc narodowa (?) Liga Polskich Rodzin z Romanem Giertychem oraz Samoobrona z Andrzejem Lepperem, o którym chodziły słuchy że wcześniej nazywał się Löpper, a  wszystko to pod przewodem premiera Yes-Yes Marcinkiewicza, który po rozpadzie koalicji natychmiast zwiał do PO. PiS jednak wszedł w ten las. Wówczas powinna się zapalić kolejna czerwona lampka. Nie zapaliła się jednak, bo mówiono: tak trzeba, nie było innego wyjścia. No i koalicja z trzaskiem upadła, a zdruzgotany PiS powrócił w okopy dawnej narracji, że jak wróci do władzy to stworzy Polskę wielką, bogatą, od morza do morza. 

Nie przymierzając, że Polska pod rządami PiS będzie w swoim rozkwicie taka rwąca do przodu, jak w pierwszych latach swego życia II RP. To wchodziło w umysły wyborcom, tym bardziej że Platforma Obywatelska pod dowództwem Donalda Tuska dokonywała na Polsce i Polakach w czasie swoich rządów szalonych eksperymentów gospodarczych godnych niemieckiego zbrodniarza i gubernatora Hansa Franka.

Lubię to! Skomentuj64 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka