Tak się złożyło że obejrzałem pogrom Napoli dokonany nogami i głowami FC Porto. Nie oglądam na bieżąco rozgrywek LM więc pogrom obejrzałem zapewne po czasie, ale powyższe skłoniło mnie do obejrzenia na żywo dwóch polskich rodzynków w LE. Oczywiście wiedziałem z przekazów, że nędznie przędą, ale co tam, chciałem. Pierwszy mecz, ten Jagiellonii, mnie poraził. Gra przypominała kopaninę z podstawówki, i to z obu stron. Odszedłem więc od ekranu, mimo że do patrzenia zagrzewali mnie nasi komentatorzy. Lewski Spartak strzela ostatecznie Jagiellonii wymęczoną bramkę w końcówce meczu. Polski zespół ponownie schodzi z boiska bez punktu. Jeszcze gorzej wypadł Lech, to że przegra widać było od pierwszej minuty. Wyłączyłem pudło w siódmej minucie kiedy to po raz pierwszy Lech wyjmował piłkę z siatki.
Czy tak musi być? Musi i będzie, bo choć pięknieją nam stadiony, przybywa widzów, rosną przychody, to jest to nadal te same toporne szkoleniowo- menadżerskie gie, tyle że ładniej opakowane. Jeśli dziennikarze podniecają się transferem wysokości 3 mln euro, lub sprowadzeniem szrotu zawodniczego to o czym tu dalej pisać?
Marzy mi się więc aby UEFA wprowadziła kiedyś takie zasady i przepisy, które po prostu uniemożliwią polskim klubom start w europejskich pucharach. Niech postawią im warunki zaporowe, może wówczas właściciele polskich klubów wreszcie pojmą wraz z trenerskim grajdołkiem że degenerują swoimi nastawionymi wyłącznie na kasę pomysłami polską piłkę. Przynoszą w ten sposób wstyd Polsce, bo piłka nożna to niezwykle skuteczny w świecie ambasador. Tyle.



Komentarze
Pokaż komentarze (6)