Blog
Uzgodniony zestaw kłamstw, czyli o historii słów kilka
Przemysław Mandela
Przemysław Mandela Były już student i miłośnik historii
0 obserwujących 123 notki 108057 odsłon
Przemysław Mandela, 12 września 2009 r.

Wojna a stan wojny

858 9 0 A A A

 

Najprostszą drogą do sławy jest szeroko pojęta kontrowersyjność. To fakt powszechnie znany i wsparty przez nieskończoną ilość świetnych przykładów z niemal każdej dziedziny życia publicznego. Wyróżnij się lub zgiń. Szokuj, niszcz wszelkie stereotypy, wywołuj sensację – to niezawodna recepta na blask reflektorów.

Co ciekawe praca historyka również może szokować, niszczyć wszelkie stereotypy, wywoływać sensację. Tak było w przypadku profesora Wieczorkiewicza, któremu kilkukrotnie zarzucano wspieranie nazizmu czy jego zwyczajne wybielanie tylko ze względu, iż zwracał uwagę na pozornie oczywiste fakty.

O tym jakie emocje może wywoływać historia, autor przekonał się dobitnie po lekturze komentarzy pod poprzednim wpisem, zatytułowanym  Zbrodnia wojenna bez zbrodni. Nie ma i nie było w nim co mogłoby wywołać kontrowersję czy szokować. Był i jest za to realnie postawiony problem, nad którym od wielu lat dyskutują polscy historycy. Nie przeszkodziło to jednak w krótkim czasie oślepić autora błyskiem fleszy i chwilową sławą.

Oto redaktor Krzysztof Leski jako pierwszy zarzucił autorowi powtarzanie tez sowieckiej propagandy tylko i wyłącznie, aby dowalić  wicemarszałkowi Niesiołowskiemu. Zaraz później pojawiła się również nominacja do Wodzianna Trophy, a na autora posypały się wyzwiska i przykłady zachowania nacechowanego zwyczajną impertynencją i chamstwem. Przedstawiono go jako koronny przykład fatalnej kondycji rodzimego szkolnictwa. Zarzucano brak podstawowej wiedzy i zwykłą głupotę. Poza nielicznymi wyjątkami dyskusje bądź to kończyły się błyskawicznie albo zamieniały się w zwykłą pyskówkę.

Zabrakło (także ze strony autora) należycie szczegółowego rozeznania tematu sporu, co należy w chwili obecnej bezwzględnie naprawić, sprecyzować co jest przedmiotem debaty oraz uzasadnić stanowisko autora.

Zacznijmy od rozróżnienia dwóch podstawowych pojęć: stan wojny i wojna, gdyż wbrew pozorom nie są to pojęcia o identycznym znaczeniu.

Stan wojny to instytucja prawna uregulowana w konwencji haskiej z 1907 roku. Przewiduje wypowiedzenie wojny i określone skutki w stosunku do państw obcych, a także (poprzez instytucję stanu wojennego) skutki w stosunkach wewnętrznych państwa. Co bardzo ważne stan wojny nie jest równoznaczny z prowadzeniem walki zbrojnej.

Wynika, więc z tego jednoznacznie, iż stan wojny ma się nijak do wojny czy agresji. Czym innym jest wojna a czym innym jest stan wojny będący aktem prawnym, a nie działaniem zbrojnym. Prowadząc wojnę można mieć przedstawicieli dyplomatycznych w zwaśnionych państwach, po wypowiedzeniu wojny czy wprowadzając stan wojny takich dyplomatów się wycofuje. Stan prawny a stan faktyczny to są odrębne sytuacje. Równie ważnym jest fakt, iż wypowiedzenie wojny nie jest równoznaczne ze stanem wojny.

Przykładów tego typu historia zna wiele. Oprócz podanej już w poprzedniej dyskusji sytuacji na pograniczu radziecko-japońskim w latach 1938/39 przez konflikt Stanów Zjednoczonych z Wietnamem Północnym, konflikt jordańsko-syryjski 1970 roku czy izraelsko-libański (1982 i 2006 roku). W tych wypadkach niewątpliwie trwała regularna wojna, lecz żadna ze stron oficjalnie nie uznała, iż znajduje się w stanie wojny. Analogicznym przykładem jest tutaj w ocenie autora (i nie tylko o czym za chwilę) sytuacja na Kresach Wschodnich po 17 września 1939 roku.

Istotne jest również, aby rozwiać wątpliwości co do przytoczonej w dyskusji Konwencji Londyńskiej z 1933 roku. Rzeczywiście definiuje ona agresora (pkt 2 art. 2), lecz ani słowem nie wspomina o stanie wojny. To, że w jej ramach Związek Radziecki we wrześniu 1939 roku był agresorem jest oczywiste i nikt nie ma zamiaru tego negować. Jednakże nie wyjaśnia ona jednoznacznie, czy między Polską a Związkiem Radzieckim faktycznie zaistniał stan wojny.

Prawdziwym przedmiotem dyskusji nie jest więc pytanie czy toczona była wojna (bo, że była jest oczywiste), lecz czy zaistniał stan wojny, który rząd Rzeczpospolitej mógł ogłosić w dniu 17 września stosownym aktem prawnym. Nie uczynił tego. Niezależnie od późniejszych wypowiedzi emigracyjnych polityków, czy samego generała Sikorskiego. Co więcej dalszy rozwój wypadków, u którego kresu leży porozumienie Sikorski-Majski potwierdza, iż stanu wojny pomiędzy obydwoma państwami nie było. Próżno bowiem szukać w tym dokumencie jakichkolwiek informacji o jego zakończeniu czy zawieszeniu.

Tak jak próżno jest szukać państwa na świecie, które uznało  na arenie międzynarodowej fakt stanu wojny pomiędzy Polską a Związkiem Radzieckim.

W niezwykle ciekawej dyskusji, użytkownik lestat  słusznie zwrócił uwagę, iż za stosowny akt prawny, stwierdzający fakt zaistnienia stanu wojny może być uznane Orędzie do Narodu Prezydenta Rzeczpospolitej z 17 września 1939. Co prawda pada tam słowo wojna  (dokładnie: prowadzić wojnę), lecz nie stan wojny. Poza tym co najważniejsze w tym orędziu nie został dokładnie sprecyzowany nieprzyjaciel przeciwko któremu prowadzimy wojnę! Znajdziemy w nim jedynie ogólniki o Naszym wschodnim sąsiedzie  czy nawałnicy ze wschodu. Czy tego typu dokument, nie precyzujący poza wszelką wątpliwość agresora z nazwy można uznać za akt prawny uznający stan wojny?

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Bogowie, dajcie mi cierpliwość, bym pogodził się z tym, czego zmienić nie jestem w stanie. Dajcie mi siłę, bym zmieniał to co zmienić mogę. I dajcie mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego. - Marek Aureliusz

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Ostatnie komentarze

  • @MR.SPOCK Zobaczymy na jak długo. To jest największy kryzys polityczny w regionie od 1991...
  • @GABRIEL Powinniśmy z naszego "sprawdzam" uczynić jeden z punktów ciężkości kampanii...
  • @MR.SPOCK "UE (w porozumieniu z Rosją) ustami ministrów państw Trójkąta Weimarskiego...

Tematy w dziale Kultura