0 obserwujących
123 notki
113k odsłon
  423   0

Kto nie nauczył Was myśleć?

Historię można fałszować w różny sposób. Można celowo wyolbrzymiać pewne aspekty kosztem innych, przemyślnie marginalizowanych, można dzielić się współodpowiedzialnością za popełnione zbrodnie z ofiarami, można wreszcie ordynarnie zakłamywać oczywiste fakty. Lecz można także – i jest to fałszerstwo dużo bardziej eleganckie, choć tak samo podłe – na podstawie powszechnie znanych informacji wyciągać całkowicie irracjonalne wnioski.

Autor niniejszego bloga właśnie w ten sposób potraktował wpis Agaty Czarnackiej na stornie lewica24, o wiele mówiącym tytule: Kto nas nauczył nienawidzić Polski? Oczywiście poważniejsi badacze historii mogą uznać to przewrażliwienie, a być może nawet chęć zaspokojenia jakiś ambicji autora, by włączyć się w nurt politycznej debaty w kraju, skupiającej dużo większą uwagę aniżeli wpisy historyczne. Jako, że tłumaczy się z zasady winny, autor tłumaczyć się nie będzie. Zwróci jedynie uwagę na fakt, iż to właśnie historia najnowsza podlega ostatnio największym zafałszowaniom ze względu na związki przyczynowo-skutkowe z dniem dzisiejszym. Także za sprawą takich wpisów jak ten Agaty Czarnackiej, choć trudno – po lekturze tekstu – posądzić ją o celowe działanie.

Dlaczego, więc środowiska lewicowe nienawidzą Polski? I dlaczego w końcu zdecydowały się nazwać to zjawisko po imieniu?

Aby odpowiedzieć sobie na te pytania trzeba najpierw przebrnąć przez sentymentalny wstęp, w którym Agata Czarnacka zarysowuje przed czytelnikiem w jaki sposób zapamiętała końcówkę lat 80, bezpośrednio poprzedzającą dziejowe zwycięstwo Polaków jak później zostały okrzyknięte postanowienia Okrągłego Stołu przez środowisko Gazety Wyborczej.

Mamy więc wspomnienia dotyczące ciągłych przeprowadzek, regałów z książkami w pokoju gościnnym (Biblioteka Klasyków Filozofii, seria Ceramowska, Klasyka Literatury wzorowana na francuskich Plejadach), jak nazywa to sama autorka: dekoracyjne wizytówki inteligenckiej przeszłości. Mamy szczery żal, że w wyniku chaosu i głodu ery terapii szokowej, książki stały się dobrem luksusowym, by kilka akapitów później z zaskoczeniem przeczytać, że:

Patrzyliśmy na to, my, młodzi, patrzyliśmy na kurzące się, coraz bardziej niepotrzebne książki – dobitne świadectwo prowincjonalności naszego skomplikowanego języka, który trzeba było zapomnieć, żeby go jak najszybciej zastąpić angielskim.

W zasadzie na tym można by zaprzestać lektury tekstu Agaty Czarnackiej, bowiem odpowiedzi na postawione przez siebie w tytule pytanie udzieliła już sama. Ba! Można nawet posunąć się do twierdzenia, że odpowiedziała już ona na pytania autora niniejszego bloga. Jeżeli bowiem ktoś kto mieni się inteligentem patrząc na swoją bibliotekę widzi tam jedynie dobitne świadectwo prowincjonalności naszego skomplikowanego języka to trudno wymagać, by zapałał on zainteresowaniem do historii prowincjonalnej ojczyzny tego prowincjonalnego i skomplikowanego języka. Zwłaszcza , że na przełomie lat 80 i 90 nabrała ona wyraźnego tempa, które sama Agata jak i dziesiątki Jej podobnych dekoracyjnych inteligentów najwyraźniej przeoczyli, skupieni by możliwie najszybciej opanować podstawy języka angielskiego.

Konsekwencje tego zaniedbania widać dopiero dobitnie w dalszych akapitach tekstu.

 W moim liceum chyba wszyscy uważaliśmy, że emigracja – to kariera, a nie porażka. Patriotyzm to była misja dla kamikadze. Budowanie kraju, o którym tylko czerwona baroneria nie myślała w kategoriach nieudanej dezynsekcji, to nie była żadna ambicja. (…)

Zohydzenie Polską oznaczało dla nas „naturalną” emigrację. Wejście Polski do Unii dla większości z nas było świętem właśnie ze względu na łatwość, z jaką mieliśmy wreszcie znajdować pracę w wymarzonych zawodach zagranicą. Nasz angielski akcent nie był dobry, ale nie był też zły. Nasz niemiecki rokował. Nasz francuski – znacznie mniej, ale przecież tam szukali głównie hydraulików.

Naprawdę trudno autorowi wyjść z podziwu, że w końcu ktoś ze środowiska lewicowego nazwał wszystkie te rzeczy po imieniu w sposób, który zaskoczyłby nawet takiego prawicowego oszołoma jak Rafał Ziemkiewicz. Emigracja to kariera, patriotyzm to kamikaze, zostać w kraju to żadna ambicja, a Polska napawa jedynie zohydzeniem. Chociażby dla tej szczerości ze strony Agaty, autor zdecydował się podjąć z nią polemikę.

No dobrze, powie Szanowny Czytelnik, ale gdzie tutaj przyczyny takiego stanu rzeczy? Dlaczego Polska, która dla jednych stała się obiektem patriotycznego uczucia pomimo wszelkich ułomności u innych przedstawicieli tego pokolenia wywoływała jedynie zohydzenie? Co się takiego stało, bo przecież permanentny kryzys czasu transformacji nie mógł być tego jedyną przyczyną.

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura