Wyobraźcie sobie wielkie mocarstwo z powieści fantasy. Jest stosunkowo młode - dzięki korzystnym warunkom geogfraficznym było w stanie oderwać się od macierzystego królestwa i rozwinąć się we względnym spokoju, budując zaplecze przyszłych zwycięstw. Kiedy królestwa Dawnego Świata wikłały się w bratobójcze wojny, ono spokojnie mnożyło swoje bogactwa i podbijało słabo zaludnione ziemie barbarzyńców. Ponieważ zaś była to ziemia wolności, bogata i rządzona sprawiedliwie, uchodźcy, biedacy czy idealiści Dawnego Świata masowo osiedlali się w niej, budując potęgę mocarstwa. Mocarstwo nasze przeżyło wprawdzie wojnę domową i kilka innych, ale wyszło z nich tylko wzmocnione.
Nadeszła jednak era chaosu. Fałszywi prorocy powstali, żeby burzyć Ład, jednocześnie zaś władcy Dawnego Świata znowu skoczyli sobie do gardeł. Nasze mocarstwo odegrało w niej decydującą rolę, ale świata stał się gorszy.
Sto lat chaos pustoszył ziemię. Kilka narodów zostało wymordowanych przez inne; Wschód poznał smak władzy hołoty, która obaliwszy Stary Porządek, mordować zaczęła wszystkich, którzy jej się nie podobali, łącznie z samą sobą; prorocy Chaosu, Wyuzdania, Bezboznictwa, Rozdawnictwa i Hołotokracji pojawili się tez w naszym mocarstwie. Tymczasem barbarzyńcy jęli roić o zniszczeniu Mocarstw; przeniknęli do nich, by żyjąc w luksusie, zapewnionym przez rozdawnictwo, czekać sposobnej chwili, aby przejąć władzę. Inni uderzyli w szlaki handlowei podróznych, a jeszcze inni jęli krew niewinnych rozlewać na ulicach. Nie było ich jednak dużo; wciąż walczono na rubieżach, i to z rzadka, lecz chmury zbierały się nad Krajem Wolnych.
Sztuka, nauka, filozofia, religia uległy rozkładowi, uniwersytety stały się siedzibami głupców, poczęto uderzać podatkami w możnych i przedsiębiorczych, a jednocześnie łechtać plebs; rozpusta i sodomia urosły do rangi religii, pogaństwo zajrzało w granice.
Lecz świat nie był lepszy. Masy barbarzyńców, korzystającye ze zdobyczy technicznych i ekonomicznych, mordowały sie na wzajem, a włdcy starych królestw po całej ziemi byli albo tyrzanami, albo Prorokami Rozdawnictwa, co najczęściej szło w parze.
A Wolny Kraj miał wybrać nowego przywódcę. Wszystko wskazywało na to, że zostanie nim ponury barbarzyńca, potomek niewolników, udrapowany w piękne szaty Prorok Hołotokracji, albo, co jeszcze bardziej prawdopodobne, Kobieta-Żmija, Główna Żona Głównego i Popularnego Proroka Rozdawnictwa, który, będąc przywódca, podłamał ekonomie mocarstwa i przegrał wiele bitew.
Zła bajka, co? Ale niestety nie można po prostu odłożyć książki. Demokrata jest faworytem wyborów 2008. A kandydować będą Barack Hussein Obama i Hilary Clinton. I nie będzie gdzie uciec.


Komentarze
Pokaż komentarze