Miałem sen. Śniło mi się, że obudził mnie mój brat z okrzykiem "Wisła wygrała!". Że kiedy podczas śniadania włączyłem radio, politycy toczyli debatę o stanie polskiej armii, a na paru innych stacjach leciały akurat piosenki krajowe, te, które stały się światowymi hitami. Śniło mi się, że kiedy poszedłem do księgarni, było mnie stać kupić te pozycje , które chciałem przeczytać, i że kumple przy półce z "Komandosem" i "Polską Zbrojną" rozmawiali o tym, jak fajnie dostać się na AON. Śniło mi się, że zaklepałem sobie pracę na wakacje na rynku, żeby zarobić na zagraniczne wyjazdy. Śniło mi się, że śmialiśmy się z kumplami z gościa, który zamiast zostać tu i pracować dla dobra swojego i ojczyzny, kuje języki obce i chce wyjechać za granice do tamtych ciołków.
Ale potem obudziłem się. Mój brat wciąż przeżywał mecz Barcelona-Liverpool, bo polskich klubów do kibicowania nie znajduje. Politycy w radiu bełkotali o wpompowywaniu kolejnych milionów w chory system ochrony zdrowia i o personalnych rozgrywkach. Poszedłem do księgrani i znów, przeglądając tytuły, uświadomiłem sobie, że po prostu nie stać mnie na książki. Kumple od militariów porównywali mizerne warunki w polskim wojsku z wspaniałymi w USA. Rozejrzałem się też za praca w Angli, bo inaczej niż do pracy na zachód nie pojadę. I wyśmialiśmy ze znajomy trepa, który nie chce wyjechać ani do Anglii, ani do Niemiec, ani do USA, tylko gnić tu, pośród idiotów i formularzy podatkowych.
Wszystko nawet jest dobrze. Tylko kiedy człowiek czyta Dicka po angielsku zamiast Lema po polsku, kiedy zamiast poznawać prawo i historią swojej ojczyzny wgryza sie w amerykańską konstytucję i przepisy imigracyjne, żeby kiedyś byc może zostać obywatelem USA, to tęskni z Polską, w której mógłby mieszkać i pracować, której mógłby służyć i z której mógłby być dumny.
Dawniej nasi przodkowie oddawali Polsce swoją "krew, pot, trud i łzy". Moje pokolenie, jeśli daje coś Polsce, to tylko łzy. Bo nasz trud będzie już dla innych krajów.


Komentarze
Pokaż komentarze