Mało wiem o komórkach macierzystych. Wiem jednak, że ten cudowny lek można pobierać z krwi pępowinowej, martwych embrionów (tak jak od zmarłych organy do przeszczepów – na to zezwala prezydencki projekt ustawy) a nawet od ludzi dorosłych – choć nie są one tej samej jakości i trudniej je hodować. Ale czemu w takim razie nie doskonalić metod hodowli, do czego zmusza amerykańskie prawo? Coś mało ambitne wydaje mi się podejście świata naukowego. Czy za chwilę, zamiast doskonalić metody transfuzji czy przeszczepiania organów, zaczną się domagać zabijania dużej liczby zdrowych osób, bo będzie im łatwiej?
Rozumiem rozpacz ludzi z urazami kręgosłupa, nerwów itp., widzących, że na wyciągnięcie ręki jest lek, który może im pomóc odzyskać władzę nad ciałem. Ale ktoś mógłby im cynicznie powiedzieć – źle wam, to się zastrzelcie! Nie żyjcie już dłużej! Co by zrobiono w mediach z takim człowiekiem?
Ale on byłby o wiele mniej obrzydliwy od tych, którzy chcą pobierania komórek macierzystych od żywych embrionów. Bo człowiek sparaliżowany zdążył już trochę zazwyczaj pożyć - nienarodzone dziecko nie. Czemu mamy mu odebrać do tego prawo? Czy ono ma być magazynem części zamiennych dla swoich starszych braci? Człowiek sparaliżowany ma być ważniejszy niż nienarodzony? Bo co? Bo cierpi? Moja matka całe życie na swoja chorobę cierpi i słowa nie rzekła! I, abstrahując od tematu, nie wyskrobała mnie i mojego brata, chociaż opiekując się nami, o mało nie umarła! To jest wzór! Tak należy znosić cierpienie! A nie starać się leczyć kosztem życia innych! Bo to jest kanibalizm.
A poza tym, komórki macierzyste to także eliksir młodości dla chorych na np. Alzheimera. Historia zna piękności kąpiące się we krwi niemowląt, która miała odmładzać. Ja tutaj różnicy nie widzę. Zabija się po prostu ludzi młodszych o kilka miesięcy.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)