„Słuchaj, tu jeszcze pięć lat temu to roboty nie było. A teraz przychodzę do majstra żeby mi kafle ułożył to on może najszybciej w przyszłym roku. A też do tego czasu do Irlandii pojedzie. A ci co zostają to piją, kradną, wszystko gorzej od tych co wyjechali robią, a kasę chcą jak tamci. To ja mam w de takich fachowców, pojadę do Wrocławia i Ukraińców przywiozę.”
„Panie, teraz k**** robota jest, teraz jej k**** potąd, a przyjdzie to Euro to będzie jeszcze więcej. Ja też tera we Wrocławiu będę robił, bo tam nie tylko tera płacą, ale k**** te bilety na Euro tym co pracują dawać będą. Tam nawet im ludzi k**** brakuje, bo to taki zasiłek dostanie, pije k**** a robić mu się nie chce.”
Tyle lud Twardogóry, miasteczka ziemi wrocławskiej, w którym lenię się w długi weekend. Kto by pomyślał, że niewidzialna ręka rynku tak wstrząśnie polskimi miasteczkami. Rozejścia, bo chłopak z Anglii nie wraca, wyjazdy, i pełno wracających do Polski na długi weekend młodych ludzi, opowiadających ile to zarobili. Cierpkie uwagi, że w mieście z młodszego pokolenia zostają same tylko męty. Część do Wrocławia, część na Wyspy. Ale na Wyspy część dużo większa, a i tak Wrocław jest najszybciej rozwijającym się polskim miastem. Zaczyna ubywać talentów. Dla nich dobrze. Ale państwo i naród mają kłopoty.
W świadomości większości Polaków nie istnieje „ruski potop”. Wielki najazd tu ż przed potopem szwedzkim, który zajął prawie całe Wielkie Księstwo Litewskie, spalił Wilno itp. Nim Rosjan wypędzono, car i bojarzy schwytali wszystkich białoruskich rzemieślników i wywieźli do swoich majątków. Zostali tylko najgorsi partacze. Podobno „skutki tego schłopienia widoczne są do dziś”. A Polsce grozi takie samo schłopienie.
Kiedyś na blogu Rybitzk'iego dyskutowaliśmy na temat przyszłości Polski. Napisałem wtedy, że polskość trzeba będzie przechować za granicą. Bo o ile w naszej gospodarce nie zajdą szybkie, wolnorynkowe przemiany, nic nie zatrzyma elit narodu w kraju. I być może tacy jak Rybitzky czy Ziemkiewicz, którzy chcą tu zostać, coś tu zbudują razem z Ukraińcami. Ale to już nie będzie Polska. Bo ludzi, którzy mogą odczuwać patriotyzm, zabraknie.
I tak się skończą wysiłki zbudowania patriotyzmu. Bo nie liczba świąt państwowych, ale to, czy możemy być z Polski dumni, pobudza nasz patriotyzm.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)