Patrzę i patrzę na różne notki w s[prawie Güntera Grassa i w sumie oczom nie wierzę.
Były żołnierz wermachtu który ten fakt ukrywał bardzo długo okłamując wszystkich na około że jest bezstronnym głosem w sprawie holokaustu i niemieckich poczynań w trakcie WW2. Człowiek który ma wiadome socjalistyczne przekonania, jak nie wręcz wprost lewackie nagle poczuł się zobowiązany skrytykować w swojej twórczości Izrael, który podejmuje różnego typu kroki (na dyplomatycznych zaczynając, a na innych kończąc) przeciwko ństwu które ma w konstytucji zapisaną walkę z Izraelem.
W tym wszystkim nie powyższe jest i tak dziwne. Dziwny jest poziom zainteresowania mediów tą sprawą.
Otóż jak zajrzeć na:
Widać tu kilka rzeczy:
1) Zainteresowanie wybrykami Grassa w Polsce jest większe niż w Izraelu
2) Oprócz Niemiec i satelitów w zasadzie temat nie istnieje. Ilość publikacji w języku polskim o Grassie jest większa niż w języku angielskim (szczególnie za oceanem widać że temat nie istnieje).
3) W Polsce pojawiła się fala artykułów osób o korzeniach żydowskich.
Wniosków może być kilka:
1) jeżeli przyjąć że Grass ma spore wsparcie środowisk lewicowych i że są one także silne w Polsce obecna fala "zainteresowania" Grassem to element szerszej gry międzynarodówki lewicowej która ma nadreprezentację w Polsce (w porównaniu do tego co reprezetuje sobą cała polulacja Polaków).
2) Z racji tego, że o Grassie w Polsce wypowiadają się masowo środowisko żydowskie i w tym samym czasie nie podejmuje się tematów ważnych/ważniejszych dla Polaków na tej podstawie można sformułować tezę o nadreprezentacji osób o korzeniach żydowskich w polskich mediach.
Wystarczy zadać sobie pytanie: dlaczego to niby Polacy mają być aż tak mocno zainteresowani tym że lewacki "poeta/pisarz" i do tego noblista który nie zauważa że staje po stronie państwa mającego w konstytucji wpisana agresję na inne państwo ma być tematem aż tak ważnym w Polsce?


Komentarze
Pokaż komentarze (9)