pisanie na puszczy
"Nie. To nie koniec podróży. Śmierć to tylko kolejna ścieżka, którą wszyscy musimy podążyć. Znika szara, deszczowa zasłona tego świata i wszystko spowija srebrzysty blask." J.R.R. Tolkien "End? No, the journey doesn't end here. Death is just another path
21 obserwujących
286 notek
182k odsłony
  226   6

Małyj Atłas Mira

z Mordoru
z Mordoru
'mir' po rosyjsku to zarówno 'świat' jak i 'pokój'

Wygrałem go w jednej z podstawówek, do których przyszło mi uczęszczać, w konkursie geograficznym.


Od wielu lat korzystam z niego, bo ma mocno rozbudowane mapy byłego imperium, czyli CCCP. Daje możliwość zwizualizowania sobie, gdzie toczą się konflikty. Czeczenia, Osetia, Inguszetia, Dagestan, Abchazja, Nagornyj Karabach. Można znaleźć miejsca, miasta o których głośno w sprawozdaniach wojennych korespondentów. Sylabizuję sobie dłuższe nazwy, wracam do bukw, których uczono wtedy w szkołach.


Ostatnio przyjrzałem mu się z innej strony. Jego początkowe karty to nie obraz świata w postaci map fizycznych, ilustracji takich zjawisk jak klimat, prądy morskie, gęstość zaludnienia. Nawet bogactwa naturalne pokazuje on z rzadka. Pierwszą mapą jest mapa polityczna świata. Politiczeskaja Karta Mira. Centrum świata jest wielka jednolita plama różu – CCCP, do niej na przyczepkę tulą się kraiki Europy, na południu Indie to raptem mały cypel, Ameryki znikają na peryferiach mapy po obu stronach. Aż trudno uwierzyć w realne istnienie czegoś, co jest równocześnie na lewej i prawej stronie Karty Mira, majaczy tam ledwo acz złowróżbnie. Widać krzywdę w postaci podstępnie odkupionej Alaski.


Kwestia optyki: u Kapuścińskiego w „Imperium”, passus o starszych kobietach, co wychodziły z kolejki po chleb, by dołączyć do protestu: „Nie oddamy wysp Kurylskich”.


Kiedyś służył mi ten atlas do poznawania zjawisk mało geograficznych. Archipelagu, który nie składał się z wysp na morzu. Morza cierpień i śmierci, kar strasznych. Tras budowanych za cenę ludzkich istnień. Kołyma, kanał Białomorsko-Bałtycki. Zatajanych lokalizacji masowych grobów. Nie takiej geografii chciałem się uczyć, gdy wygrywałem geograficzny konkurs.
Przeglądałem go wiele razy. Lecz choćbym nie wiem jak natężył uwagę, nie znajdę tam miejsc, w których na zawsze pozostał dziadek w sile wieku, gdzie rozłożyło się młode ciało wujka.


Od ponad miesiąca znów pobieram z tego atlasu swoiste lekcje geografii. Tym razem na mapie przedstawiającej ówczesną Ukraińską Socjalistyczną Republikę Radziecką. Znajduję nazwy miast, które płoną miast kwitnąć, z których ludzie uciekają z jedną reklamówką. Uczę się okolic Kijowa, zajmowanych i rujnowanych w drodze do celu, jakim jest to miasto, miejsc, które dosięgły pociski, których przodków dumnie prezentowano na pierwszomajowych paradach.


Na tej mapie jest Iłowajsk i Berdiańsk, są Sumy i Browary. Jest Charków i Chersoń. Nie ma Mariupola. Jest Żdanow.  

Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka