Z dużym dystansem śledzę ostatnio wydarzenia na naszej scenie politycznej. Postrzegam je jako chocholi taniec ludzi pozbawionych skrupułów i zasad, wśród których kilku porządnych błąka się jak dzieci we mgle, bojąc się własnego cienia. Gdy wyrazisz się krytycznie o rządzących jesteś pisowskim fanatykiem, albo lewicowym planktonem, jak o PiS krytycznie się wypowiesz, automatycznie w poczet bezmózgich lemingów zniewolonych propagandą łże mediów zaliczony zostajesz.
Dlatego nie oczekując za wiele, spodziewając się samych małości i propagandowych wydmuszek ze strony bezwglednie walczących o władze i rządy dusz polityków i dziennikarzy, przeglądam z przyzwyczajenia bieżące informacje z różnych środowisk medialnych płynące. Zniesmaczony z reguły, czasem rozbawiony, czasem zaś ewidentnie obrzydzony.
Jednak to, co zrobił ostatnio tygodnik "W sieci" zamieszczając na okładce artykułu "Kłamstwo katyńskie" obraz przedstawiający funkcjonariuszy NKWD zabijających strzałem w tył głowy żołnierza Wojska Polskiego... To że żołnierz ten posiada ewidentne rysy twarzy Jarosława Kaczyńckiego, a bestalskim enkawudzistą jest bez dwóch zdań Donald Tusk, to szanowni Państwo jest dla mnie sk...syństwem strasznym.
Jak można w tak cyniczny sposób brukać pamięć o wymordowanych oficerach Wojska Polskiego, jak można wykorzystywać takie sprawy do bieżącej brudnej polityki? Jakim trzeba być szują i małym człowiekiem, żeby w imię słupków i najbardziej prymitywnej propagandy deptać pamięć ludzi, któych rodziny jeszcze żyją?
Nie ma możliwości, żeby tą godną pogardy postawę tłumaczyć i relatywizować. Że niby oni też nie przebierają w środkach, że to, że tamto. W tym przypadku tłumaczyć nie można. Walczmy na rózne sposoby, czasem brutalnie i bezwględnie jeżeli uznamy że jest to konieczne, ale szanujmy te nieliczne wspólne wartości i symbole, które jeszcze nam zostały w tym biednym kraju, w którym człowiek człowiekowi wilkiem.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)