Dziennik pisarza Karola Zielińskiego z Krakowa
15.10.2011 23:13
@Zygmunt Jan Prusiński
Pan zwariował! Ale rób Pan tak dalej, to jest pyszne! Czyżby Dulcynea od pierożków i placków ziemniaczanych? (Przepraszam Pani Jolu, niech się Pani bawi, może on coś zabawnego ukręci! A jaki napuszony! Stary kocur!) Słowo wstępne będzie! Tylko pisz Pan (tym razem) co Pan naprawdę czuje! Nie wstydź się Pan, bo nie ma czego, skoro ostatnie dzwonki wybiły!
Niezorientowanym czytelnikom można zawsze wytłumaczyć, że do Mar Pillado Panu przeszło, bo umarła, ale zawsze ją Pan będzie kochał, nieboszczkę i zdrady nie ma! No wie Pan, ale swoją drogą mistrzunio (żyd zresztą) Francesco Petrarka, nigdy by takiego numeru czytelnikom nie wyciął, żeby się przysięgać Laurze, że "tyś na zawsze w sercu mem" a palić się do kobiety z krwi i kości, jaką jest nasza wspólna ukochana (bo ja też ją kocham), pani Jolę. Przecież mówiłem, że Pan jesteś ambiwalentny, jeśli chodzi o zefirki, bździnki, i poranne zorze, to do wzdychania jest Mar Pillado, to morska zwodnica (na zdjęciu kiedy i ona tak siedzi na plaży, to pod tą kupą piasku jesteś Pan zakopany jako poetycki nieboszczyk), ale gdy się chce prawdziwych jędrnych nóg i cycków to do pani Joli (Jolusi). Oj, nie wiem, czy ona się na Panu nie pozna, na Pańskim przecherstwie! Czy by nie wolała (wbrew pozorom) takiego zimnego (wstrętnego) cool-seksowego Wstręta - co to mówi "rób i patrz": jakie to wstrętne i pociągające zarazem! No ale my tu żartujemy, a ja napisałem Panu notkę w poprzednim odcinku. Gratuluję, ale kto się na tym pozna! Z drugiej strony, to powinno mieć tysiące wielbicielek, kobiet rozumnych i wykształconych, które dość mają nowoczesnych poetyckich bełkotów, wprowadzających w rozstrój nerwowy, no ale, ale, czym innym są pobożne życzenia, czym innym rzeczywistość.
Potrzeba w Polsce takiego pisania jak "Chimera" albo "Zdrój". Trzeba by na to sto tysięcy rocznie dla redaktorów i drugie tyle dla poetów i trzy razy tyle dla reklamy, żeby sprzedać 20 tysięcy egzemplarzy estetkom i poetessom.
Panie Zygmuncie daj się Pan obrzezać, bo ja próbowałem rozmawiać z żydami sponsorami, ale okazało się, że to są dziady. Więc kto? Może wydadzą Pana Pruszyńscy, ale to też dziadowska spółka w rękach żydów. Czarno to widzę. Nie ma klasy ziemiańskiej, a Pan jest wyrazicielem tej klasy. Mógłby iść Pan z bohaterami "Bez dogmatu" na wódkę a potem do lwowskiego burdelu. Aha, i pozdrów Pan ode mnie Alfonsa. Podoba mi się.
Zygmunt Jan Prusiński Złap mój księżyc...



Komentarze
Pokaż komentarze