Od 1995r. Mariusz Pilis kręci filmy dla telewizji europejskich i amerykańskich. Kilka dni temu holenderscy widzowie mogli zobaczyć jego dokumentalny obraz "List z Polski" odnoszący się do tragedii smoleńskiej.
Właściwie to dotyczy film skutków wynikających z tej - przypadkowej lub nie - katastrofy. Opowiada o tym reżyser w wywiadzie zamieszczonym w świątecznym "Naszym Dzienniku".
Konsekwencje dla Polski, zarówno wewnątrz jak i na zewnątrz, są olbrzymie. Już dziś widać, gdzie tracimy pole - mówi twórca. - Chodzi o nasz prestiż, stabilność, bezpieczeństwo i pozycję, jaką zajmujemy w naszym regionie. I to nie nastraja optymistycznie. Gdy obserwujemy, co dzieje się wokół Polski, zwłaszcza u naszych wschodnich sąsiadów, to zrozumiałe jest, iż możemy być pełni obaw.
Dzisiaj możemy już pytać, w jaki sposób Rosja zamierza zbudować swą wiarygodność w tym śledztwie. Podobne pytanie kieruje reżyser do rządu polskiego, który niemal całkowicie przekazał kompetencje stronie rosyjskiej.
Mariusz Pilis pragnie, by Polacy zrozumieli, przed jaką tragedią stoją, i by się nie dzielili. Wygląda dziś niestety na to, że tak nie będzie. Wyłania się następne pytanie, tym razem skierowane do Polaków: CZY BĘDZIEMY UMIELI ZAREAGOWAĆ, JEŚLI PRAWDA O TEJ TRAGEDII OKAŻE SIĘ TRUDNIEJSZA NIŻ SIĘ DO TEJ PORY MÓWI ?
Film dokumentalny "List z Polski" można obejrzeć w internecie, gdzie liczba wyświetleń rośnie lawinowo. Reżyser Mariusz Pilis cieszy się, że nie musi rozmawiać z polską telewizją na temat emisji swego utworu. Dzięki sieci mają Polacy do niego prawie nieograniczony dostęp.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)