19 października Ryszard C. wtargnął do siedziby PiS w Łodzi i zaatakował znajdujące się tam osoby. Zastrzelił Marka Rosiaka i ranił nożem Pawła Kowalskiego. Krzyczał przy tym, iż chciał zabić Jarosława Kaczyńskiego i powystrzelać PiS-owców.
27 października trafił do tygodnika "Angora" anonimowy list z następującym zdaniem: "Jeśli prezes PiS przyjdzie do Łodzi na pogrzeb Marka Rosiaka, to czeka go śmierć". Także wczoraj otrzymano anonim, tym razem w biurze poselskim PiS w Będzinie, o planowanym zamachu na J. Kaczyńskiego.
W dniu zabójstwa w Łodzi nadany został list z niemieckiego serwisu na adres biura poselskiego wiceprezes PiS Beaty Szydło. W liście tym, prócz obelg, znajdowały się zdania: "Zaczęli was zabijać, mam nadzieję, że was wszystkich wybiją. (...) Ty się przestań pokazywać w mediach, bo możesz przez przypadek też trafić na celownik".
Jest coraz więcej podobnych zdarzeń - obelg i ataków, skierowanych w osoby związane z PiS-em. Przypomnijmy wcześniejsze wydarzenia wokół krzyża na Krakowskim Przedmieściu, niszczenie znaków pamięci związanych z prezydentem Lechem Kaczyńskim. Dołóżmy do tego skandaliczną nagonkę medialną na J. Kaczyńskiego.
Premier Donald Tusk uspokaja nas jednak. Ma przekonanie - tak twierdzi, - że w Polsce przesadnie dramatyzujemy, jeśli chodzi o ocenę emocji i kultury politycznej. Polska wyróżnia się wśród innych krajów europejskich pod względem małej ilości tragicznych zdarzeń, zamachów, przemocy, a także pod względem kultury bycia w parlamencie.
"W Polsce nie ma żadnego koszmaru". Co miałby powiedzieć przewodniczący Rady Europejskiej Herman van Rompuy, gdy usłyszał od brytyjskiego eurosceptyka, że ma "charyzmę mopa i wygląd urzędniczyny z banku". Sam premier Tusk przez miesiąc nie usłyszał więcej obelżywych słów wypowiedzianych przez J. Kaczyńskiego.
Tak mówi premier. Jest dobrze. Spodziewajmy się, że będzie lepiej.



Komentarze
Pokaż komentarze (45)