W piątek informowały niektóre media, że do Polski przybędzie szefowa MAK Tatiana Anodina. Nieco później rzeczniczka MSWiA zdementowała tę wiadomość. Do Warszawy przyleciał natomiast minister transportu Rosji Igor Lewitin, by spotkać się z ministrem infrastruktury Cezarym Grabarczykiem. Lewitin nadzoruje transport lotniczy w Rosji i w tym zakresie współpracuje z MAK.
Poinformowano następnie, że rosyjski gość spotka się także z ministrem MSWiA Jerzym Millerem, przewodniczącym polskiej komisji badającej przyczyny katastrofy w Smoleńsku. Komisja Millera przygotowała właśnie szkic opinii do projektu raportu MAK, więc rodzi się pytanie, czy nie będzie jakichś "konsultacji".
Moglibyśmy więc być (prawie) spokojni. Nie było i nie będzie z Rosją i z międzypaństwową komisją ustaleń dotyczących polskich uwag zawartych w opinii, tym bardziej, iż Anodina nie przybyła do Polski. A jednak...
W piątkowym onet.pl premier Donald Tusk informuje, że nie spotka się z przedstawicielami MAK podczas ich wizyty w Polsce. Mówi potem: "Oceniam wizytę przedstawicieli MAK-u jako próbę zrozumienia polskiej argumentacji tak, aby końcowy raport odpowiadał naszym wyobrażeniom, jak wygląda rzetelnie przeprowadzone dochodzenie. Sądzę, ze taką intencję mają Rosjanie przyjeżdżając do Warszawy".
Polski premier pręży swe muskuły, gdy mówi: "Jeśli wskazane nieścisłości albo zaniechania, braki w tym projekcie raportu nie zostaną naprawione tak, jak na to wskazują uwagi polskiej strony, to trudno będzie polskiej stronie uznać ten raport za wystarczający".
W tym prężeniu muskuł wspomaga go onet.pl, tytułując artykuł "Polska odrzuci raport ws. katastrofy TU-154?" Tak na marginesie: Szkoda, że premier nie sprężył się tak mocno (w czynach, nie w słowach) 10 kwietnia i w dniach następnych, gdy bezwolnie oddał całe właściwie śledztwo w ręce rosyjskie.



Komentarze
Pokaż komentarze (6)