Już kilkadziesiąt minut po katastrofie w Smoleńsku był Jarosław Kaczyński poinformowany o tragedii przez Radosława Sikorskiego. Minister MSZ podał też prawdopodobne przyczyny wypadku, i były to mgła oraz błędy załogi. Niedługo później insynuowano naciski prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
Wielka tragedia narodowa stała się równocześnie dla niektórych polityków okazją do pojednania polsko - rosyjskiego, w ramach którego oddano badania przyczyn wypadku i śledztwo w ręce rosyjskie. Premier Donald Tusk nie podjął zdecydowanych kroków, by udział polskich ekspertów i prokuratorów był równorzędny, i by w ten sposób zapewnić wiarygodność wyników badań i śledztwa.
Nie przyszłoby mi wcześniej nigdy do głowy, że po takim tragicznym wydarzeniu będą mieć miejsce tak gorszące i hańbiące ekscesy. Dziennikarze "Gazety Wyborczej" oraz reżyser Andrzej Wajda awanturowali się o miejsce pochówku pary prezydenckiej na Wawelu, zapominając przy tym, że dysponentem tego miejsca jest Kościół katolicki.
Ówczesny poseł Platformy J. Palikot przekroczył wszelkie granice przyzwoitości, obrażając w wulgarny sposób nieżyjące osoby oraz ich rodziny. Wtórowali mu politycy i uznani artyści, którzy przez to pozbawili mnie szansy, by słuchać, oglądać lub czytać ich utwory czy wypowiedzi.
Dezawuowanie osiągnięć i znaczenia prezydenta Lecha Kaczyńskiego oraz innych osób, które zginęły w katastrofie pod Smoleńskiem wiąże się z brakiem rzetelnych informacji dotyczących badania przyczyn wypadku oraz z nadmiarem dezinformacji, których źródeł możemy się czasem domyślać, a czasem nie.
W drugiej części tej notki spróbuję podać aktualne przykłady na różne formy dezinformowania społeczeństwa o tragedii smoleńskiej. Wspomnę też o działaniach osób, dla których pamięć i prawda są znaczącymi wartościami w ich życiu.



Komentarze
Pokaż komentarze (5)