94 obserwujących
1526 notek
3050k odsłon
  6191   0

Rolex: Plany naprawy zacznijmy od dołu

Druga część wywiadu z Rolexem - uznanym blogerem piszącym w Salonie 24 i w Niezależnej

 

Zygmunt Białas: To było dziwne i bulwersujące wydarzenie - Free Your Mind, znany bloger i autor książki "Czerwona strona Księżyca", niekwestionowany lider cieszący się autorytetem wśród tysięcy czytelników, podaje nieoczekiwanie 22 czerwca br. swe dane osobowe i enigmatycznie wspomina o swych problemach. Zmienia się odtąd jego postawa, a teksty wyrażają inne treści. Co się stało?

Rolex: Trzeba by to pytanie postawić samemu Pawłowi, ja mogę tylko domniemywać, a jeśli już miałbym to robić, to postawiłbym tezę, że była to próba pokazania, że istnieją granice konkursu insynuacji, za którymi już wszystko wolno. Paweł zaakceptował formułę konkursu, ujawniając przy tym swój dorobek i życiorys i „łojąc”, że ponownie użyję słownika młodzieży, a że ma temperament publicystyczny, to „poszło z Grubej Berty”.

Z perspektywy sądzę, że dobrze się stało, to znaczy zawsze drażniły mnie takie trochę niemęskie aluzyjne podszczypywania – moda „paniuś” z tramwaju, które mają w zwyczaju obwieszczać gromkim dyszkantem: „Niektórym się wydaje, że można tramwajami jeździć z wielką kraciastą walizą i psem!”. Za którymś razem obywatel z wielką kraciastą walizą i psem może się odwrócić i zapytać: „A co ci nie pasuje, głupia flądro, wywłoko nieparlamentarna, skoro tak jak i TY zapłaciłem bilet za siebie, walizę i psa?”.

Jeśli do akcji włączy się dodatkowo zachęcony słowami do działania pies, mamy „wielką kołomyję elementarną”. W tej sprawie, generalnie, w całym tym otoczeniu ludzi mających często, gęsto dobre intencje, ale przekonanych o własnej nieomylności i zaskakująco aroganckich, zalecałbym więcej dystansu.

Inna rzecz, że jednym z obszarów moich obserwacji jest reakcja na bodziec. Po staropolsku mówiło się „uderz w stół”. Jeśli jakieś hipotezy z dowolnej dziedziny uważam za niewarte zachodu, to je ignoruję. Jeśli jakieś hipotezy budzą wściekłość, to trzeba się zastanowić, dlaczego tak jest.

Strasznie na przykład zastanowiła mnie wściekłość ludzi w reakcji na założenie przeze mnie skrzynki e-mailowej i zamieszczenie informacji, jak bezpiecznie można na nią przesłać jakieś informacje. Powiedzmy, że byłaby to skrzynka e-mailowa, na którą chciałbym dostawać informacje o łapownictwie. Kto by się zdenerwował? Policjant? Prokurator? Czy też może ktoś, kto nie chciałby, żeby informacje o łapownictwie nie pozostawały poza jego kontrolą, bo mogą jego w jakimś tam zakresie dotyczyć? Nie mówię tutaj o krytyce mojego pomysłu, który poza wszystkim miał walor, mogąc na przykład wprowadzić niepewność wśród osób, które o Smoleńsku wiedzą więcej niż przeciętny Kowalski, a nawet zaskakująco dużo, mówię o zupełnie nieadekwatnej emocjonalnej reakcji na bodziec. Osobiście uważam, że nad tym wszystkim trzeba się zastanawiać.

ZB: Dokonując charakterystyki pracy Zespołu Parlamentarnego Antoniego Macierewicza oraz śledztwa blogerów współpracujących z Free, mówi Pan w pierwszej części wywiadu: "Słabością wszystkich hipotez jest niedocenienie faktu, że źródło żywotności naszych demonów leży w Polsce, nie w Rosji. I w Polsce należy szukać Smoleńska". Co to oznacza w praktyce?

Rolex:
Bez szerokiego zaplecza i przyzwolenia w Polsce nie byłoby Smoleńska, jakkolwiek nie wyglądał przebieg wydarzeń w dniu 10 kwietnia 2010 roku. Na każdym etapie „intrygi” można było zwyczajnie zwrócić się do NATO i sprawie ukręcić łeb. Rosjanie nie potrzebują tworzyć jakichś ad hoc lepionych środowisk kolaborantów; zagony Specnazu nie przeczesują polskich pól i miast. Całe rzesze artystów, pisarzy, dziennikarzy, ale również żołnierzy, pracowników służb żyje w cieniu sowieckiej okupacji, bo nigdy się z niej mentalnie nie wyzwoliła.

Miliony polskich rodzin żyją wspomnieniami „dobrego PRL-u”, nie ma się co oszukiwać. To oni na widok Ławrowa doznają zawilgocenia wzroku, a nie tylko pewna aktorka, której emeryturę zapewnił Władimir Putin. Są ludzie, również ludzie tak zwanej kultury wysokiej, którzy komunizmowi (i sojuszowi z bratnim Związkiem Rad) zawdzięczają wszystko; dla nich wszystko, co Zachodnie jest obce i wrogie, a USA zawsze będą zdolne do zrzucenia stonki.

Jak sobie wyobrażamy 10 kwietnia? Był zrzut skoczków Smiersza nad Polską? Opanowali i sparaliżowali główne punkty dowodzenia; zdezaktywowali systemy kontroli i obrony? Tkwią do dzisiaj zastraszając polskich pilotów, funkcjonariuszy BOR-u, prokuratorów, urzędników państwowych? Muszą się świetnie kamuflować. Ja nie wierzę w wersję udziału polskiego w charakterze wyłącznie uległego narzędzia. Co nam to da, że postawimy mocną, mityczną hipotezę wyłącznego sprawstwa Kremla? Tylko tyle, że odsuniemy podejrzenia od wewnętrznej, piątej kolumny. Zauważyłem, że takie stawianie sprawy mocno irytuje, a jak już wspomniałem lubię analizować reakcje na bodziec w celu weryfikacji stawianych tez.

ZB: Lewiatan to ogromny potwór morski o dziwnych kształtach, wspomniany kilkakrotnie w Piśmie Świętym. Używa Pan tego terminu, gdy opisuje świat współczesny. Czym jest dzisiaj Lewiatan? Dlaczego mamy się bronić przed nim? Zwrócę tu jeszcze uwagę na Pańskie słowa:"Lewiatan nie jest nasz, ale obcy, cudzy".

Rolex:Jest obcy, bo realizuje obce interesy, ale można sobie wyobrazić „naszego” Lewiatana, to znaczy Lewiatana, który będzie realizował interes państwa polskiego kosztem narodu i kosztem obywatela. To jest możliwe, w klasycznej już myśli historiozoficznej nazywamy to bizantynizmem. Żyjemy w czasach „lewiatanizacji”, w których różnego rodzaju instytucje nie reprezentujące żadnego elementu sfery duchowej, zagarniają coraz to większe obszary ludzkiego życia dla celu samego w sobie.

To zjawisko znane nie tylko z naszej części Europy; to zjawisko globalne. Pojawiły się nieznane wcześniej narzędzia kontroli i manipulacji, a więc możliwości. Pojawiło się z jednej strony zjawisko pacyfizmu, z drugiej coraz większa specjalizacja armii i różnych służb specjalnych. Upraszczając – dwieście lat temu można się było skutecznie przeciwstawić uciskowi szabli kłonicą, dzisiaj trudno pomyśleć o skutecznym przeciwstawianiu się dronom czy inwigilacji.

Generalnie mam złe przeczucia. Jeśli spojrzymy na pewne procesy cywilizacyjne w dłuższej perspektywie, to centrum świata przesunęło się z Europu Zachodniej gdzie indziej. Mają prawdopodobnie rację analitycy Stratfor’a, kiedy piszą o nadchodzącej erze USA. Pytanie zasadnicze jest jednak takie: o co oparta będzie ta nowa dominacja, o jakie wzorce? Oczywiście, że stając przed wyborem pomiędzy światem dzisiejszej Rosji, a światem Zachodu, wybieram świat Zachodu, ale zawsze jest to jednak wybór mniejszego zła. Pole do dyskusji zawęża się również na Zachodzie.

Całkiem niedawno przed jednym z wysokich sądów brytyjskich rozpoczęła się rozprawa, podczas której charytatywna organizacja katolicka wniosła o... niezmuszanie jej do lokowania sierot w związkach gejowskich (sic!). Czekam, aż organizacja muzułmanów zaapeluje o przyznanie jej prawa do nie zmuszania uwzględniania aplikacji pochodzących od rodzin żydowskich i odwrotnie, w końcu w takich przypadkach może być jeszcze więcej wątpliwości, niż w opisanym w pierwszej kolejności. Zarząd wspomnianej przeze mnie organizacji sprawę postawił pryncypialnie i słusznie: albo będzie wybierał dla sierot rodziny, które uznaje za związki o kształcie zgodnym z wyznawanym przez fundatorów systemem wartości, albo po prostu zaprzestanie działalności. Sprawa niebagatelna, bo praktyczni Anglosasi sprytnie wyliczyli, że owa organizacja oszczędzała rocznie 10 milionów wydatków z budżetu państwa.

Zobaczymy, jak to się skończy, ale z komentarzy wnoszę, że fetysz idiotycznej polit-poprawności spowoduje zanikanie rożnego rodzaju form dobroczynności dotąd prowadzonej przez związki wyznaniowe. Powstała nieco komiczna (gdyby nie była poważna) sytuacja, w której po zadeklarowaniu przez zachodnich polityków fiaska polityki tak zwanej „multi-culti” powstała pustka, bo jeśli multi-culti się nie sprawdziła w praktyce, to znaczy, że cała idea jakiegoś uniwersalnego systemu wartości nieopartego o tradycję legła w gruzach. Więc jaki jest, że zapytam, system wartości, w oparciu o który budujemy wspólnoty? W oparciu o zbiory puste?

Można się pogodzić z myślą, że Europa się zdechrystianizuje, a centrum chrześcijaństwa przesunie się gdzie indziej; można się pogodzić z myślą, że będziemy żyć w coraz to mniejszej enklawie, niemniej jeśli się na coś gwałtownie nie zgadzam, to na usunięcie z przestrzeni publicznej nie tylko religii, ale i zdrowego rozsądku.

Jeśli o rodzaju i typie związku ma decydować wolna wola dorosłych ludzi, to dlaczego prawo karne w nowoczesnych państwach Zachodu karze za bigamię? Ano dlatego, że nawet najbardziej lewicujący myśliciel przeczuwa, że relacje międzyludzkie, tkanka na której zbudowane są większe zrzeszenia jest realna; ma związek z wolnością, i są granice, poza którymi rozpoczyna się odwrót od wolności, a zaczyna się powrót do niewolnictwa. Tyle, że ci sami lewicujący myśliciele nie widzą związku przyczynowo-skutkowego, i tego, że trwanie i rozwój społeczeństw to proces rozłożony na wieki. Zepsuć łatwo, a procesów rozpadu może się nie dać tak łatwo zatrzymać. Zresztą, to truizmy.

Czy jest z drugiej strony nadzieja? Rozmawiałem ostatnio z pewnym anglikaninem, który oświadczył mi, że już jest za późno, że przegapili ten istotny moment, kiedy bardzo wąskiej grupie zawodowych i zacietrzewionych anty-chrześcijan udało się wyrugować wartości z życia publicznego, pozostawiając kościół państwowy w formie zaplecza instytucjonalnego i reprezentacyjnego korony, z dodatkiem dobroczynności. To jak gdyby nie moja do końca sprawa, ale warto takie opinie brać pod uwagę.

Jeśli w grupie sześciu młodych uczniów szkoły państwowej, pięcioro nie zna modlitwy Ojcze Nasz, to jakiś wojujący ateista mógłby powiedzieć, że to fajnie; ale ja mu odpowiem, że dzieci nie słyszały o Ojcze Nasz, ale również nie słyszały o Homerze, Fidiaszu, Platonie, Arystotelesie i Kodeksie Justyniana. To są po prostu filary naszej kultury, bez nich będzie inna. Jaka? No cóż, znamy cywilizacje inne niż rzymska, grecka, chrześcijańska, czy nawet żydowska, wypada odświeżyć sobie o nich wiedzę.

Czym było greckie przeciwstawienie cywilizacji barbarzyństwu, albo wysiłek Rzymu, by zniszczyć Kartaginę? Czym była Kartagina dla Rzymianina? Konkurencyjną cywilizacją? Nie, była odrażającym tworem, w ramach którego dokonywano masowego składania ofiar z dzieci opiekuńczemu bóstwu. Trzeba zapytać, gdzie my dzisiaj żyjemy? Czy jeszcze bardziej w Republikańskim Rzymie, czy już w Kartaginie? Czym jest dzisiejsza polityka proaborcyjna, jeśli nie składaniem masowej ofiary na ołtarzu bożka egoizmu?

Ludziom, wśród których mieszkam, zdarza się czasami narzekać na proces gwałtownych zmian, w obliczu których zaczynają czuć się obco we własnym kraju. „Przyjeżdżają do nas setki tysięcy cudzoziemców rocznie”. Odpowiadam: „dajcie najpierw urodzić się tym dwustu tysiącom rodaków, a potem przemyślcie zasady welfare state”.

Przecież kombinacja tych dwóch czynników jest po prostu idealnym podglebiem dla wyludniania z jednej, i zaludniania z drugiej. Najpierw nie ma komu pracować przy wykopkach, więc się sprowadza a to Azjatów, a to Polaków, a potem się publiczność dziwi, że drugie pokolenie zamiast dalej pokornie zginać kark na polu z pewnością siebie wykorzystuje nieszczelny system pomocy społecznej. To jakie jest wyjście? Albo – albo.

Lubię to! Skomentuj414 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale