Nasze drogie mieszkania

Budowa mieszkań. Fot. Pixabay
Budowa mieszkań. Fot. Pixabay
Lubicie kapitalizm? No to nie płaczcie, że ceny mieszkań rosną. Bo tak właśnie ten system działa. I to nie tylko w Polsce.

Tak rozumiany problem mieszkaniowy jest więc wpisany w samą naturę kapitalizmu. Im większe są nierówności tym bardziej się on nasila. I żeby to zobaczyć nie trzeba się nawet cofać do XIX-wiecznego Londynu czy weimarskich Niemiec. Starczy wziąć do ręki choćby najnowszy raport Międzynarodowego Funduszu Walutowego poświęcony właśnie kwestii mieszkaniowej. Można w nim przeczytać, że mieszkanie także dziś jest bardzo dużym i (stale rosnącym!) obciążeniem dla słabiej sytuowanych gospodarstw domowych. Jeśli spojrzeć, jaką część miesięcznego dochodu wydaje na mieszkanie dolny dochodowy kwintyl (czyli najsłabiej sytuowane 20 proc. mieszkańców) krajów zamożnych to wychodzi następujący obrazek. Oto w Wielkiej Brytanii idzie na ten cel ok. połowa zarobków tej dochodowej grupy. Zaś w Hiszpanii, Grecji, Norwegii czy Finlandii ponad 40 proc. Najlepiej jest zaś we Francji (ok. 30 proc.) oraz na Łotwie (10 proc.). Jednocześnie warto przypomnieć, że (zgodnie z powszechnie przyjętymi standardami) jeśli gospodarstwo domowe wydaje na mieszkanie więcej niż 40 proc. swojego dochodu, to sytuacja jest już niebezpieczna i społecznie bardzo niepożądana. Z przytoczonych powyżej liczb wyciągnąć można następujące wnioski. Oznacza to, że u rekordzistów (Wielka Brytania czy Finlandia ok. 60 proc. najsłabiej zarabiających żyje w stanie permanentnego przeciążenia wydatkami na mieszkanie. I tylko w Austrii, Francji oraz na Łotwie problem dotyczy mniej niż co trzeciego gospodarstwa domowego z tej dochodowej grupy.

Są tacy, co lubią sobie ułatwić życie i opowiadać nieprawdziwe historyjki, jakoby problem mieszkaniowy był tylko domeną krajów najbardziej wolnorynkowo nastawionych. Albo odwrotnie – twierdzić, że gdyby nie wszelkie państwowe reguły i ograniczenia nakładane na rynek mieszkaniowy to nieruchomości byłyby tanie. Bzdura. Celowo przytoczyłem dane MFW pokazujące, że drożyzna mieszkaniowa równie mocno dotyka Wielką Brytanię jak i Finlandię. Gdziekolwiek dziś spojrzeć, to temat mieszkaniowy wyłazi na wierzch jak wstydliwa choroba skóry, której nie da się już dużej pudrować. Nie dalej jak miesiąc temu w Szwecji właśnie z powodu tematu mieszkaniowego upadł rząd socjaldemokraty Stefana Lovfena. Pisałem o tym szerzej tu . „Hańba domowa XXI wieku” – głosił z kolei raport Brytyjczyków Adama Corletta i Lindsay Judge z Resolution Foundation z roku 2017. Porównali oni sytuację mieszkaniową różnych pokoleń mieszkańców Zjednoczonego Królestwa. Efekt? Mało pozytywny. Wyszło, że dziś na mieszkanie. Brytyjczycy muszą wydawać trzy razy większą część swojego dochodu niż pół wieku temu. O ile w połowie lat 60. tylko jakieś 10 proc. trzydziestolatków wynajmowało mieszkanie, o tyle dziś w tym samym wiekowym przedziale wynajmujących jest 40 proc. Oczywiście dlatego, że nie stać ich na kupno własnego. I tak dalej.

Berlin jak Londyn, Nowy Jork czy ... Warszawa

W Polsce często przywoływany jest przykład Niemiec jako panaceum na wszelkie zło. Model wynajmu (zamiast własności) ma tam rzekomo chronić ludzi przed wpadaniem w spirale zadłużenia hipotecznego. Ale i tu mamy znów do czynienia z powoływaniem się na mit, który już nie istnieje. Niemcy od paru lat zmagają się z rosnącymi w zawrotnym tempie cenami mieszkań w Berlinie – uchodzącym jeszcze dekadę temu za ostatnią europejską metropolię ze znośnymi cenami dla normalnych pracujących ludzi. https://www.tygodnikpowszechny.pl/aleja-karola-marksa-157181 W jakimś sensie sytuacja jest tam nawet trudniejsza. Niemieckie media (a czytam je regularnie) pełne są ostatnio historii ludzi, którzy przez lata korzystali długoterminowych kontraktów najmu mieszkań po cenach chronionych. Teraz jednak są w wyniku presji ze strony deweloperów z tych kontraktów wyjmowani. Czasem przekupstwem (dam ci okrągłą sumkę, jak się wyprowadzisz), czasem groźbą (nieznani sprawcy demolujący klatkę schodową), a czasem jawną przemocą (odcięcie ogrzewania zimą pod pozorem remontu). Oczywiście ci, co raz z systemu najmu chronionego wypadną mają (przy stagnacji ich dochodów) coraz mniejsze szanse na pozostanie w lepszych dzielnicach miasta. Tak gentryfikuje się Berlin, a historie stamtąd płynące jako żywo przypominają to, co działo się wcześniej w Londynie, Nowym Jorku, Monachium czy Warszawie (reprywatyzacja).

Warto pamiętać o tym wszystkim, by lepiej zrozumieć to, co dzieje się ze stale drożejącymi polskimi mieszkaniami. Dopiero, gdy zobaczymy, że problem jest dużo szerszy będziemy mogli zmierzyć się z zadaniem znalezienia recept na naszą polską mieszkaniową przyszłość. Co czego wkrótce w salonie24 wrócę. I do czego zachęcam również czytelników oraz naszych blogerów. Bo to jest temat szerszy niż rzecz na jeden tylko tekst czy jedno proste rozwiązanie.

Rafał Woś

Czytaj dalej:

Lubię to! Skomentuj67 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka