Ks. Isakowicz-Zaleski: Kardynał Wyszyński jest wyrzutem sumienia dla księży biskupów

Fot. Autor nieznany, Domena Publiczna
Fot. Autor nieznany, Domena Publiczna
Kardynał Stefan Wyszyński jest dziś wyrzutem sumienia dla niektórych księży biskupów. Nikt w ostatnich latach nie zabiegał za bardzo o to, by postać prymasa przypomnieć. Teraz jest na to ogromna szansa, poprzez beatyfikację. Ale jest też pytanie, czy gdyby dziś żył Prymas Tysiąclecia, postępowałby tak samo, jak obecny Episkopat. Myślę, że jego działanie byłoby zupełnie inne – mówi Salonowi24 Ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski, kapłan krakowskiej Solidarności w okresie PRL. Prezes Fundacji św. Brata Alberta.

Jest długo oczekiwana beatyfikacja Prymasa Tysiąclecia, kardynała Stefana Wyszyńskiego. Jakie jest znaczenie tego wydarzenia?

Ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski: Bez wątpienia jest to niezwykle ważna postać w historii Polski i polskiego, a także powszechnego Kościoła. Jako prymas nazywany był interrexem – co było nawiązaniem do I Rzeczpospolitej, gdy to Prymas Polski pełnił funkcję wicekróla w czasie bezkrólewia, gdy po śmierci monarchy należało wybrać następcę. I faktycznie Stefan Wyszyński był przywódcą duchowym narodu. Przeprowadził Polskę przez czas komunizmu. Gdy został prymasem, postawił się władzom stalinowskim, powiedział słynne słowa non possumus. I został uwięziony na trzy lata, bez kontaktu ze współpracownikami. W tym czasie napisał Śluby Jasnogórskie i plan millenium, czyli tysiąclecia Chrztu Polski.

Przeczytaj też:

Symbol ery Merkel. "Jedna ręka ratuje opozycjonistów, druga wspiera reżim, który zabija"

Dziś jednak mamy kilka skrajnych postaw. Z jednej strony środowiska lewicowe oburzają się o upamiętnienie Prymasa Tysiąclecia. Z drugiej te środowiska kościelne, które chcą traktować Kościół jako oblężoną twierdzę, mówią, że na przykład piętnowanie pedofilii, czy nagłaśnianie współpracy części duchownych ze Służbą Bezpieczeństwa, jest atakiem na „Kościół Prymasa”. No i jest trzeci nurt, wykorzystujący prymasa do współczesnych sporów ideologicznych….

Myślę, że wszystkie te narracje są fałszywe. Nie ma co przejmować się tym, co o prymasie Wyszyńskim mówi skrajna lewica. Czy też co o nim myślą ludzie, niechcący oczyszczenia Kościoła. Podobnie nie da się prymasa wtłoczyć w ramy obecnego sporu. Wydaje mi się, że receptą jest uczciwe pokazanie tej postaci. Stefan Wyszyński to człowiek, który swoją działalność społeczną i duszpasterską prowadził już w okresie międzywojennym. W czasie wojny był kapelanem Armii Krajowej w Powstaniu Warszawskim. Wszędzie, gdzie Pan Bóg go postawił, wypełniał swoje powołanie. Był gorliwym duszpasterzem, uczciwym kapłanem. Pamiętajmy też, że po 1945 roku znalazł się w sytuacji niezwykle trudnej. Był czas stalinowski, a on musiał podejmować decyzje w czasie, gdy inni od nich uciekali. I brał to na siebie. W roku 1950 by zapobiec dalszemu rozlewowi krwi podpisał porozumienie z władzami komunistycznymi. Ale trzy lata później wypowiedział słynne non possumus. I został uwięziony. Umiał reagować, dostosowywać działanie do okoliczności, w myśl ewangelicznego wskazania „bądź zimny bądź gorący”. Oczywiście, że prymas popełniał błędy. Był trudny w bezpośrednim kontakcie. Zarządzał w sposób autorytatywny. Niektórzy zarzucali mu zbytni konserwatyzm. Ale patrząc na całokształt to prymas przeprowadził Polskę przez to przysłowiowe Morze Czerwone. Bez Wyszyńskiego inaczej potoczyłyby się losy Kościoła i Polski. Ta dzisiejsza krytyka to małość środowisk, które nie bardzo rozumieją o co w tym wszystkim chodziło.

Tylko, że tak – tradycja Interrexa, I Rzeczpospolitej jest piękna. Ale czy dziś, gdy Kościół idzie w stronę raczej decentralizacji, zróżnicowania, to jedna osoba już raczej wspólnoty nie pociągnie. Osobną sprawą, czy są tacy ludzie, którzy mogą dziś udźwignąć zadanie naprawy polskiego Kościoła?

Po kolei. Przede wszystkim nie ma konieczności takiego zcentralizowanego zarządzania polskim Kościołem. Przypomnę, że Prymas Wyszyński był nie tylko prymasem i kardynałem, ale też ordynariuszem diecezji gnieźnieńskiej, ordynariuszem archidiecezji warszawskiej, nie było wtedy wydzielonej diecezji warszawsko-praskiej, jej teren wchodził w skład archidiecezji warszawskiej. Prymas stał też na czele Episkopatu Polski. Dziś kto inny jest prymasem i metropolitą gnieźnieńskim, kto inny metropolitą warszawskim, wydzielona jest diecezja na Pradze, a Episkopatem Polski kieruje wybierany przewodniczący. Dziś jest nim metropolita poznański. Decentralizacja w Kościele jest faktem. A więc takie centralne zarządzanie Kościołem nie byłoby dziś możliwe. Ale nie ma też takiej potrzeby. To było bardzo cenne, ale w okresie komunizmu, gdy Kościół musiał zmagać się naprawdę z poważnym zagrożeniem. Dziś brakuje czegoś innego – jednolitego stanowiska polskich biskupów w ważnych sprawach. Episkopat jest instytucją skostniałą, która nie jest aktywna w wielu działaniach społecznych. Jej komunikaty są bardzo oschłe i czasem oderwane od rzeczywistości. Natomiast co do beatyfikacji – myślę, że niesie ona za sobą ogromną szansę. Ale też obawiałbym się jednej rzeczy.

Jakiej?

Sytuacji takiej, jak w przypadku świętego Jana Pawła II. Tam to poszło w stronę kremówek, anegdot, pomników. W samym Krakowie są 23 pomniki papieża-Polaka. A tymczasem nie chodzi o to, ile będzie upamiętnień takiej postaci. Nie chodzi o to, co papież jadł na śniadanie, jak jeździł na nartach. Ale o pokazanie dorobku postaci. Boję się, by nie stało się to samo z prymasem Wyszyńskim. Że będą konferencje, pomniki, pompatyczne msze święte, uroczystości, ale nie będzie przekazu dla wiernych co możemy dostrzec w życiu tej postaci. Jaki jest jej dorobek. I co możemy z niej czerpać w obecnej sytuacji.

Lubię to! Skomentuj39 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo