Majmurek: Stan wyjątkowy to bomba atomowa. Gdybym był posłem głosowałbym przeciw

Jakub Majmurek: Stan wyjątkowy to bomba atomowa. Fot. Pixabay
Jakub Majmurek: Stan wyjątkowy to bomba atomowa. Fot. Pixabay
Stan wyjątkowy to nie zabawka. To jedno z najpotężniejszych narzędzi, jakie konstytucja daje rządzącym, po które – co jest wyraźnie zapisane – sięga się jedynie w ostateczności. Co więcej, celem stanu wyjątkowego powinno być jak najszybsze przywrócenie normalnej sytuacji, gdy mogą obowiązywać normalne prawa. Ja mam wrażenie, że przesłanka stanu wyjątkowego jako ostatecznego środka, nie została wyczerpana. Ani miesiąc temu, gdy po raz pierwszy rząd poprosił o wprowadzenie stanu wyjątkowego, ani teraz, gdy poprosił o jego przedłużenie – mówi Salonowi24 Jakub Majmurek, publicysta, "Krytyka Polityczna".

Na granicy trwa potężny kryzys humanitarny, a rząd przedłużył właśnie stan wyjątkowy, decyzję zatwierdzili prezydent i Sejm. Czy Pana zdaniem rządzący mają rację, czy rację ma opozycja, która uważa, że to przesadzony krok, nieadekwatny do sytuacji?

Jakub Majmurek: Racje nie rozkładają się tak prosto „jedni lub drudzy”, ani nie jest to sprawa zero-jedynkowa. Osobiście skłaniałbym się bardziej do opinii, że stan wyjątkowy jest reakcją przesadną, nieadekwatną do sytuacji i nie powinien być wprowadzany.

Przeczytaj też:

Konwój z pomocą dla Białorusi w zabezpieczeniu potrzeb migrantów jest gotowy

Dlaczego?

Stan wyjątkowy to nie zabawka. To jedno z najpotężniejszych narzędzi, jakie konstytucja daje rządzącym, po które – co jest wyraźnie zapisane – sięga się jedynie w ostateczności. Co więcej, celem stanu wyjątkowego powinno być jak najszybsze przywrócenie normalnej sytuacji, gdy mogą obowiązywać normalne prawa. Ja mam wrażenie, że przesłanka stanu wyjątkowego jako ostatecznego środka, nie została wyczerpana. Ani miesiąc temu, gdy po raz pierwszy rząd poprosił o wprowadzenie stanu wyjątkowego, ani teraz, gdy poprosił o jego przedłużenie. Nie mam wrażenia, by zostały wyczerpane wszystkie środki, wcale niemałe, jakimi dysponuje rząd, by sytuację na granicy zabezpieczyć. Dlatego też, gdybym był posłem, to głosowałbym zarówno przeciwko wprowadzeniu stanu wyjątkowego miesiąc temu, jak i przeciwko jego przedłużeniu. Warto też pamiętać o jednej rzeczy.

Jakiej?

Stan wyjątkowy jest stanem nadzwyczajnym wprowadzanym w związku z zagrożeniem wewnętrznym, a nie zewnętrznym. Wprowadza się go wtedy, gdy zagrożony jest ustrój państwa, jego funkcjonowanie. Kryzys migracyjny, który ma miejsce, taką sytuacją nie jest. Poza tym nie jest to kryzys taki, jaki był chociażby w 2015 roku. Stan wyjątkowy to konstytucyjna broń atomowa. Nie widzę powodów, by miała być zastosowana.

Mówi pan o bombie atomowej. Ale w przypadku zagrożeń zewnętrznych tą bronią jest stan wojenny. Dużo bardziej poważny, jeśli stan wyjątkowy jest bronią atomową, to wojenny jest bombą cara, o największym polu rażenia. A przecież rząd oprócz kwestii humanitarnej, wskazuje na inne zagrożenie – manewry ZAPAD, które odbywały się także przy naszej granicy.

Ale te manewry ZAPAD odbywają się co roku. Nic jak dotąd się nie wydarzyło. Nie widzę powodu, by teraz miało być inaczej. Poza tym, manewry te już się zakończyły. A więc na pewno nie ma uzasadnienia dla przedłużania stanu wyjątkowego. Szczególnie oburzające jest, że po wprowadzeniu stanu wyjątkowego nie ma tam dostępu mediów. Tu nie chodzi tylko o kwestię naszych swobód, ale dostęp obywateli do informacji. Przez zakaz dostępu mediów w pewnym sensie skazani jesteśmy na propagandę reżimu Łukaszenki.

No nie, możemy otrzymywać informacje od rządu.

Tak, tylko, że w sytuacji tak wielkiej polaryzacji na naszej scenie politycznej, dla połowy aktywnej politycznie części społeczeństwa rząd nie jest wiarygodnym źródłem informacji. A więc Polacy skazani są na propagandę strony białoruskiej i informacje od rządu, w które połowa Polaków nie uwierzy. Obecność niezależnych dziennikarzy zapewniłaby dostęp do rzetelnej informacji.

Stan wyjątkowy jest przedłużony o 60 dni, po jego zakończeniu w zasadzie jedno co wiemy, to to, że nie odbędą się wcześniejsze wybory w ciągu 90 dni, choć i tu może być to sporne…

Nie, konstytucja mówi jasno – przez 90 dni nie mogą się odbyć żadne wybory.

Tak, ale kwestią sporną może być to, czy w ciągu 90 dni nie może się odbyć sam akt głosowania, czy może po 90 dniach może dopiero ruszyć cały proces wyborczy – zbieranie podpisów, rejestracja list itd. Znając polską politykę i temperaturę konfliktu, w razie, gdyby do wcześniejszych wyborów doszło, może być to kolejnym przedmiotem sporu?

Faktycznie, tu może być spór. Ale samo 90 dni jest terminem ściśle określonym.

Wybory wyborami, ale podstawowe pytanie – co po stanie wyjątkowym. Bo 60 dni to już maks, dalej nie da się go przedłużyć. A kryzys na granicy raczej nie zniknie…

No właśnie, to bardzo zasadne pytanie. I kolejnym powodem, dla którego będąc w Sejmie głosowałbym przeciwko stanowi wyjątkowemu jest ten, że rząd nie przedstawił żadnej mapy drogowej, żadnego pomysłu na to, jak wyjść z tego kryzysu, co stanie się po zakończeniu stanu wyjątkowego. Tego planu nie znamy.

Przeczytaj też:

Atysemickie napiisy na barakach w Auschwitz Birkenau. Jest reakcja Izraela

Platforma Obywatelska bez członka wspierającego. Tusk konsoliduje władzę w partii

Antysemicki skandal w Niemczech. Hotel nie przyjął piosenkarza przez gwiazdę Dawida

Lubię to! Skomentuj30 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka