Pandemie będą się często powtarzać? "Trzeba się z tym pogodzić i unikać lockdownu"

Gielerak: Trzeba unikać lockdownu!
Gielerak: Trzeba unikać lockdownu!
Z ryzykiem cyklicznego występowania epidemii trzeba się pogodzić i do tego przystosować. Niestety, pandemie będą się powtarzać – mówi Salonowi24 gen. Dyw. Prof. dr hab. Grzegorz Gielerak, rektor Wojskowego Instytutu Medycznego, dyrektor szpitala MON przy ulicy Szaserów w Warszawie.

 Niedawno wystąpił Pan na konferencji, na której przedstawiono raport Instytutu Jagiellońskiego. Zapowiadacie w nim Państwo kolejne pandemie, co kilka lat. Naprawdę tragedie takie, jak epidemia COVID-19 mogą się powtarzać i to cyklicznie?

Gen. Dyw. Prof. Dr hab. Grzegorz Gielerak: W gruncie rzeczy nie ujawniliśmy niczego nowego. Różne epidemie wybuchały i wcześniej – SARS, MERS, świńska grypa. Z tym, że wtedy doświadczaliśmy ich skutków co 10-15 lat. Z wysokim prawdopodobieństwem można przyjąć, że skróceniu ulegną cykle epidemii, których częstość jest obecnie szacowana na 6-8 lat. 

Wynika to z czynników takich jak globalizacja, ale też zwiększenie liczby ludności świata, czy ocieplenie klimatu. Tak więc z ryzykiem cyklicznego występowania epidemii trzeba się pogodzić i do tego przystosować. Przygotować społeczeństwo, państwo, w tym również ochronę zdrowia, na skutki pandemii. Należy zrobić wszystko: z wyprzedzeniem podjąć niezbędne działania organizacyjne, aby uniknąć powtarzalnego rujnowania gospodarki i życia społecznego – nieuchronnych, z punktu widzenia dzisiejszych doświadczeń, skutków „czarnego łabędzia” epidemicznego.

Czy doświadczenia COVID-19 sprawiają, że jesteśmy przygotowani lepiej, czy wzrost popularności ruchów antyszczepionkowych, czy wręcz wątpiących w pandemię sprawia, że będzie to trudniejsze?

Odpowiadając na pytanie, jako punkt odniesienia chciałbym wskazać nie tyle obecne zachowania naszego społeczeństwa, jakie reakcje Polaków obserwowaliśmy na początku pandemii, tj. podczas pierwszej narodowej kwarantanny. Wtedy byłem zbudowany postawą rodaków! Jednak potem wiele okoliczności spowodowały, że poziom zaufania do oficjalnych komunikatów i rekomendacji dotyczących oczekiwanych zachowań społecznych bardzo się obniżył.

Komunikowanie sytuacji kryzysowej musi być bowiem szczególnie dobrze zaplanowane, oparte na najlepszej wiedzy eksperckiej, spójne, odpowiedzialne i uczciwe. Kierowane do społeczeństwa treści dotyczące zaleceń stosowania zasad ograniczających ryzyko transmisji wirusa, czy też poprawiających potencjał zdrowotny społeczeństwa, powinny być odpowiednio zbalansowane zarówno w treści przekazu, jak i jego formie.

Podejmując tego rodzaju działania warto jednocześnie pamiętać, że nie każdy publicznie wyrażany sprzeciw jest w pełni uświadomiony – mający źródło w rzetelnej analizie faktów, dowodów naukowych. Doświadczenia początków terapii przeciwretrowirusowej chorych z HIV z połowy lat 90. udowodniły, że opór, na jaki najczęściej natrafiamy wdrażając nowoczesne, przełomowe terapie, wynika z faktu, że w takich sytuacjach mamy do czynienia nie tyle z działaniami zdroworozsądkowymi, ile skutkami dezorientacji ludzi o dobrych intencjach, walczących o zrozumienie swoich lęków.

Jest tu jednak kwestia sporna – jedna restauracja w Warszawie wprowadziła dla swoich klientów nakaz przedstawiania dowodu zaszczepienia. Wątpliwe jest to o tyle, że są osoby, które z jakichś powodów nie mogą się szczepić. Może więc lepiej byłoby wprowadzić zasadę, że są przeprowadzane testy, a zwolnione z nich są osoby zaszczepione oraz mające dowód przechorowania COVID-19?

Oczywiście, że tak. Jednak nie zapominajmy o kluczowym problemie jakim jest brak, póki co, odpowiednich regulacji prawnych pozwalających na takie działania. Tymczasem, jeśli z różnych przyczyn państwo wzbrania się przed wprowadzeniem regulacji odgórnych, to może należy dać wolną rękę przedsiębiorcom. Niech wyposażeni w podstawę prawną, w porozumieniu ze swoimi klientami, decydują o poziomie bezpieczeństwa epidemicznego jaki chcą wprowadzić w swoich lokalach.

Jestem przekonany, że bez przymusu po pewnym czasie właśnie te miejsca, które będą gwarantować najwyższy stopień pewności zachowania zdrowia będą mogły liczyć na większą liczbę klientów i w ślad za tym na zyski propagując przy okazji pożądany model zachowań społecznych podczas epidemii.

Wróćmy do sprawy przyszłych pandemii. Wątpiący kpili często z faktu, że procent ofiar śmiertelnych nie był tak duży. Czy paradoksalnie nie jest tak, że epidemia, która ma 1-2 proc. śmiertelności jest większym zagrożeniem, niż taka, która ma bardzo wysoką śmiertelność, bo przy mniejszej procentowo śmiertelności chorobą zaraża się więcej osób?

Na pewno tak – gdy mamy dużą, sięgającą np. 50 proc. śmiertelność, patogen, który szybko i skutecznie zabija osoby zakażone ogranicza tym samym możliwość swojej transmisji na kolejne ofiary. Poza tym, odmienna jest sytuacja, gdy mamy do czynienia z chorobą taką jak gorączka krwotoczna Ebola, gdzie śmiertelność jest bardzo wysoka, a ryzyko przeniesienia zakażenia następuje dopiero po wystąpieniu objawów klinicznych.

W przypadku COVID-19 najwyższa zakaźność ma natomiast miejsce tuż przed wystąpieniem pierwszych objawów, co jest typowe dla chorób – wirusowych infekcji sezonowych okresu jesienno-zimowego, które nie są obarczone aż tak wysoką śmiertelnością. W przypadku SARS-COV-2 zapewne stanie się tak, jak przewidują to epidemiolodzy.

Lubię to! Skomentuj41 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo