Kredyt drożeje. I to nie jest dobrze

Europejski Bank Centralny zapowiedział podniesienie stóp procentowych. Amerykański bank centralny idzie tą drogą już od pewnego czasu. Fot. Pixabay/Canva
Europejski Bank Centralny zapowiedział podniesienie stóp procentowych. Amerykański bank centralny idzie tą drogą już od pewnego czasu. Fot. Pixabay/Canva
W strefie euro i w Ameryce zaczynają panikować z powodu inflacji. Dobrze to światu nie wróży.

Stopy procentowe idą w górę

Europejski Bank Centralny zapowiedział podniesienie stóp procentowych. Nie będzie to wielka podwyżka, bo na początek tylko o 0.25 punktu procentowego. Jednocześnie jest to jednak pierwsza podwyżka stóp w eurozonie od 12 lat. A przewidywania są takie, że na jednym ruchu się nie skończy. W efekcie po wakacjach będziemy mieli ostateczny kres zbliżonych do zera stóp procentowych w strefie euro. I to jest jednak duża zmiana, bo w Unii kredyt był tani przez większą część ubiegłej dekady. Gdzie EBC skończy z podwyżkami? Bóg jeden wie.

Polecamy:

Kłopoty Piotra Kraśki z fiskusem. Dziennikarz tłumaczy: Zapłaciłem podatki pięć lat temu

Jastrzębowski wyciska. Śpiewak dosadnie o Trzaskowskim, Wojewódzkim i Gronkiewicz-Waltz

Amerykański bank centralny czyli Fed idzie tą drogą już od pewnego czasu. Tempo podnoszenia jest tam dużo mocniejsze. A z sygnałów wysyłanych przez przewodniczącego Rezerwy Federalnej wynika, że łącznie stopy urosną tam w ciągu całego 2022 o 1.75 punktu procentowego. 

Oznacza to tyle, że najpotężniejsze banki centralne idą już tą samą ścieżka, którą podążają już banki centralne naszego regionu. W tym Narodowy Bank Polski, który podwyższył stopy z nieco ponad 0 do 6 procent w ciągu 9 miesięcy. Jeszcze wcześniej (bo latem 2021 roku) zaczęli to robić Czesi i Węgrzy.

Będą problemy ze wzrostem gospodarczym

Z takiego ruchu dużych graczy wynikają trzy rzeczy. Po pierwsze, im wyższe stopy tym słabiej będzie na świecie ze wzrostem gospodarczym. Ze wzrostem, z którym i tak nie jest od lat na Zachodzie najlepiej. Z wizją mocnego pocovidowego odbicia możemy się więc chyba pożegnać.

Po drugie, dalsze wzmacnianie euro i dolara (a to też będzie efekt wyższych stóp) będzie groziło niewypłacalnością, wielu krajom świata, które są zadłużone w głównych światowych walutach. Gdy chodzi o Polskę to na szczęście jesteśmy bezpieczni, bo nasze zadłużenie w walucie obcej w ostatnich latach znacząco spadło. Ale wiele krajów może wpaść w poważne tarapaty.

Po trzecie wreszcie, powrócą stare demony w strefie euro. Bo wiele krajów południa od lat rolowało swoje zadłużenie dzięki antykryzysowej polityce skupywania papierów dłużnych przez EBC. Ale teraz Frankfurt będzie od tej polityki odchodził. Na horyzoncie więc już widać nowe problemy Grecji, Hiszpanii czy Włoch. A więc i ostre tarcia w samej Unii.

To nie jest dobra droga

Ktoś powie, że stopy EBC na poziomie 2 albo i 3 czy nawet 4 procent to żaden problem. Bo przecież półtorej czy dwie dekady temu to była absolutna normalność. To nie do końca tak. Wielu ekonomistów wskazuje że tzw. neutralna (optymalna) stopa procentowa dla krajów rozwiniętych powinna być dziś trwale niższa. Bardziej zbliżona do zera. I to z trzech powodów.

Po pierwsze, bo od lat stagnuje na Zachodzie produktywność. Po drugie, bo panują tu pesymistyczne trendy demograficzne. Po trzecie, bo rośnie w rozwiniętych gospodarkach zapotrzebowanie na bezpieczne aktywa. A wszystko to oznacza, że dla zachowania przyzwoitego tempa wzrostu gospodarczego i dla zachowania wysokiego poziomu życia potrzeba by system był stale zaopatrywany w tani kredyt. A ten cel osiąga się właśnie poprzez niskie stopy procentowe. 

To oznacza z kolei, że podwyżki stóp, które widzimy teraz to nie jest dobra droga. Inflacji - która ma raczej charakter podażowy (to znaczy związany ze wzrostem cen surowców po pandemii i z powodu wojny) mogą nie pokonać. A napytają światu wielu kłopotów. 

Rafał Woś

Lubię to! Skomentuj36 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka