Wygrać i przegrać jednocześnie. Oto wyniki wyborów 2023

Wybory już w tym roku. fot. Lukasz2 - Own work, CC BY-SA 3.0/ Edycja: Salon24.pl
Wybory już w tym roku. fot. Lukasz2 - Own work, CC BY-SA 3.0/ Edycja: Salon24.pl
Chyba trzeba się powoli przyzwyczajać do myśli, że jesienią władzę przejmie w Polsce bardzo szeroka i jeszcze bardziej egzotyczna koalicja, której nie łączy absolutnie nic. Poza wojującym antyPiSizmem.

Wybory 2023. Hat-trick PiS

Z wyborami roku 2023 będzie z grubsza tak… Wygra je PiS. Dostaje jakieś 30-32 proc. Przekłada się to na ok. 200 mandatów sejmowych. Może ciut więcej - zależy od dynamiki wydarzeń w nadchodzących tygodniach. Partia Kaczyńskiego dokona tu oczywiście historycznego osiągnięcia, bo nikomu w historii III RP nie udało się dotąd wygrać trzy razy z rzędu wyborów parlamentarnych. Ale z partyjnego punktu widzenia te 30 proc. to jednak o jakieś 30 mandatów za mało, by mieć samodzielną większość. Pięciu, siedmiu posłów może by się jeszcze PiS-owi udało jakoś - tu i ówdzie - wyłuskać. Ale nie trzydziestu. To za dużo. Nawet Kaczyński nie da rady. 

Opozycja ma ostatnią szansę

Zwłaszcza, że po stronie opozycji będziemy mieli mobilizację wokół hasła „teraz albo nigdy”. To w sumie dość racjonalne. Większość liderów nie ma już czasu, by czekać na kolejne wybory. Tusk i Czarzasty młodziakami nie są. Na dodatek wiedzą, że muszą coś wreszcie swoim ludziom dać. „Coś” to znaczy posmak władzy i stanowisk. Nie ma się z resztą czego wstydzić. Polityka to jest sztuka robienia rzeczy. A nie tylko gadania o tym, „co by się zrobiło gdyby”. Bez wzięcia władzy jesienią 2023 w KO i na Lewicy zaczną się bunty. Zaś ani Tusk, ani Czarzasty tych buntów politycznie nie przetrwają. Szymon Hołownia ma jeszcze trudniejsze zadanie. Jego partia to efemeryda. Bez realnego kroku naprzód jego ruch rozmyje się na amen. Tak jak rozmyła się Nowoczesna Ryszarda Petru albo Inicjatywa Polska Barbary Nowackiej. Wszyscy wiedzą więc, że trzeba brać byka za rogi. Tu i teraz. 

Ale, ale. Z głosami wciąż trochę krótko. Koalicja Obywatelska dostaje w wyborach jakieś 25 proc. W przeliczeniu na mandaty koło 140 posłów. Polska 2050 Szymona Hołowni ma koło 10 proc. To ok. 40 mandatów. Lewica dostaje 8 proc. Kolejne 35 mandatów. Razem jest tych mandatów ponad 200. Ale sporo mniej niż 231. Większości brak. To się do jesieni nie zmieni. 

Jest jeszcze PSL. To nadzieja opozycji. Ale i problem. Bo partia Kosiniaka-Kamysza balansuje na granicy progu. Starczy, że skończy na poziomie 4,9 i widoki na władzę się oddalają. Ale załóżmy, że ludowcy jednak wchodzą. To jednak jest partia z dużymi tradycjami i ze strukturami w terenie. Umieją dowozić wynik. Robili to już w przeszłości. PSL dodaje więc tych kilkanaście mandatów. Opozycja sumuje nerwowo. 140 plus 40 plus 35 plus kilkanaście. Jest na styk. Ale może też nie być. Może jednak zabraknąć kilku głosów. Co wtedy? 

"Balcerowicz musi zostać" - oglądaj najnowszy odcinek "Lewego z Bicepsem"


Determinacja opozycji jest oczywiście wielka. Pamietajmy, że obóz antyPiSowski od ośmiu lat żyje głównie antyPiSizmem. W tych warunkach wizja odsunięcia Kaczyńskiego od władzy jest już czymś w rodzaju arcyprzykazania. Karcianego atu bijącego wszystko inne i ważniejszego od wszelkich pomysłów na zmiany instytucjonalne czy reformy polityk publicznych. Będzie w tym wszystkim oczywiście wiele z ducha „Nocnej Zmiany” - czyli z atmosfery odsunięciu rządu Jana Olszewskiego od władzy w roku 1992 dokonanego przez szeroką koalicję stworzoną ad hoc właśnie do tego celu przez Lecha Wałesę i Unię Demokratyczną. „Oni nie mogą jutro wejść do gabinetów” - mówi rozgorączkowany Wałęsa w słynnym filmie dokumentalnym o tamtych wydarzeniach. Tym razem nie dokona się to już tak gwałtownie. Ale determinacja będzie podobna. A cel uświęci wszelkie środki w drodze do antyPiSowskiego nieba.

Pakt z diabłem

W tym konkretnym przypadku szeroka koalicja pójdzie więc „choćby i do samego diabła”. Czyli w tym wypadku do Konfederacji. Konfa ma w nowym Sejmie swoje mocne 7-8 proc. Powiedzmy ok. 25 posłów. Dla opozycji to jest być albo nie być. W zapomnienie pójdą więc wszystkie te fochy, anse i dąse, jakie wobec środowisk narodowych oraz libertariańskich miały w poprzednich latach liberalne salony. Mentzen zaczyna być „rozsądnym ekonomistą” i ulubieńcem TOK FM. Bosak ze złowrogiego kryptofaszysty staje się sympatycznym propaństwowcem. Mało to mieliśmy takich przypadków w historii? Pamiętamy jak Stefan Niesiołowski z ZChNowskiego taliba stał się mężem stanu? Pamiętamy. Pamiętamy, że kiedyś „Gazeta Wyborcza” straszyła dzieci Romanem Giertychem? Pamiętamy. No, to tu będzie podobnie.

Koniec końców dostaniemy więc nowy rząd. Libertariańsko-lewicowo-konserwatywno-postępowy-ludowo-miejski-narodowo-kosmopolityczny-proeuropejsko-suwerennościowy-radykalnie-zachowawczy-antypopulistyczno-propopulistyczny-antykatolicko-chadecki gabinet KO-PL2050-Lewicy-PSL-Konfederacji. 

Magia antyPiSizmu będzie ów rząd napędzać i uskrzydlać w znalezieniu wstępnego kompromisu. Paliwa tego starczy na jakieś pół roku. Tyle będą pewnie potrzebowali czasu, by dokonać dzieła usunięcia ludzi PiS z ministerstw, urzędów czy spółek. To będzie ich miesiąc miodowy.   

Lubię to! Skomentuj166 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka