na zdjęciu: Mariusz Kamiński w drodze na spotkanie w siedzibie PiS przy ul. Nowogrodzkiej w Warszawie. fot. PAP/Wojciech Olkuśnik
na zdjęciu: Mariusz Kamiński w drodze na spotkanie w siedzibie PiS przy ul. Nowogrodzkiej w Warszawie. fot. PAP/Wojciech Olkuśnik

Winę ponoszą nie tylko politycy. Krzysztof Brejza o porażających faktach ws. Pegasusa

Redakcja Redakcja Afera podsłuchowa Obserwuj temat Obserwuj notkę 100
Nie może być tak, że sędziowie są zupełnie bezkarni. Że nie ponoszą żadnej odpowiedzialności. Ja chciałbym się pochylić nad przypadkami zatwierdzania zgód na użycie Pegasusa, żeby odpowiedzieć również na pytanie, dlaczego ten bezpiecznik w postaci zgody sądu, nie zadziałał. Sędzia w tej sprawie badając mój wniosek, nie zweryfikowała materiałów. Dlaczego jej się nie chciało po nie sięgnąć? Bo jakby musiała odmówić zgody na użycie Pegasusa, musiałaby napisać postanowienie. I piątkowe popołudnie miałaby zajęte. A być może zaczynała właśnie długi weekend. To są także pytania o sprawy zwykłych ludzi – mówi Salonowi 24 Krzysztof Brejza, eurodeputowany Koalicji Obywatelskiej.

Sprawa Pegasusa jest w toku, w ostatnich tygodniach sensację wzbudziły doniesienia, że za pomocą programu słuchano nie tylko polityków ówczesnej opozycji, ale i najważniejszych liderów Prawa i Sprawiedliwości. Przeciwnicy PiS twierdzą, że to dowód na opresyjne i nielegalne działania poprzedniego rządu, zwolennicy, że fakt, iż podsłuchiwano swoich, dowodzi, iż nie było świętych krów. Jak ocenia Pan te ostatnie doniesienia?

Krzysztof Brejza
: Informacje te oceniam jako ostateczne ukazanie intencji zakupu i użytkowania tej cyberbroni. Dowód, że nie była ona przeznaczona do walki ze szpiegostwem, terroryzmem, zorganizowaną przestępczością. Została zakupiona i była używana do brutalnej walki politycznej, kontroli opozycji, ale również kontroli frakcji wewnątrz PiS. Przecież wiceprezes tej partii, Mariusz Kamiński, był koordynatorem służb specjalnych. I on siedząc na komitecie politycznym PiS, rozmawiając z Jarosławem Kaczyńskim, prawdopodobnie był osobą, która mogła mieć wiedzę pozyskiwaną z tego na temat partyjnych kolegów. Czyli Pegasus był w mojej ocenie narzędziem, które ówcześnie rządzący wykorzystywali do zbierania haków, kompromatów, rzeczy, które można dziś wykorzystać w walce politycznej. Przypominam sobie taką dziwną sytuację z wyciekiem zdjęć kompromitujących jedną z tych osób. Zdjęć roznegliżowanej kobiety, które się zaczęły pokazywać na profilu jednej z tych osób. Uważam, że komisja Pegasusa powinna zbadać nie tylko inwigilację nas, jako działaczy opozycji, ale również kulisy inwigilacji wewnątrz PiS.

Pan się dość kategorycznie wypowiedział, że o sprawie musiał też wiedzieć Jarosław Kaczyński. Są jednak opinie przeciwne, że tak naprawdę politycy PiS nie byli podsłuchiwani, a jedynie rozmawiali z kimś, kto znajdował się na podsłuchu. Jest też teoria, że chodziło o budowę jakiejś frakcji wewnątrz PiS, wymierzonej w osobę samego prezesa?

Tak naprawdę wszystkie warianty są możliwe, dlatego sprawę musi zbadać komisja śledcza. Z jednej strony podtrzymuję, że nic nie mogło dziać się w partii bez zgody i wiedzy prezesa, Jarosława Kaczyńskiego. On jednak na komisji śledczej ujawnił, że wiedział o zakupie, mimo że nie pełnił wtedy żadnej funkcji, znał sprawę nabycia tej cyberbroni. Moim zdaniem Jarosław Kaczyński musiał mieć dużą wiedzę i nie mówił też pełnej prawdy w trakcie komisji ws. Pegasusa. Jednak wątek, że chodziło też o budowę jakiejś konkurencyjnej frakcji wewnątrz PiS, jest też bardzo ciekawy i powinna zbadać go komisja śledcza. To konieczne dla dobra sceny politycznej, dla dobra demokracji. Tu nie chodzi bowiem o to, żeby teraz skupiać się na jakimś heheszkowaniu ze sprawy Suskiego, Terleckiego, nabijaniu się z tego, kto na kogo zbierał haki. Tu chodzi o rzecz bardzo poważną, czyli o fundamenty demokracji. W żadnej partii politycznej, w żadnym systemie, nie może istnieć tak nikczemny mechanizm podsłuchiwania i zbierania haków nie tylko na konkurentów politycznych, ale na kogokolwiek.

Tutaj pada zawsze argument, że Pegasus można krytykować, ale przecież na jego użycie zawsze zgodę musiał wydać sąd. I wśród sędziów, którzy te zgody wydawali byli też ci protestujący przeciwko reformie sądów w wydaniu PIS. Dlaczego te zgody wydawali?

To bardzo ważne pytanie, dlaczego ten bezpiecznik nie zadziałał. Mogły być oczywiście robione fałszywe podkładki dla sędziów. Ja jednak mam zastrzeżenie do pani sędzi, która podjęła decyzję w mojej sprawie. Zrobiła to w piątek po południu i moim zdaniem po prostu nie chciało jej się przeczytać wniosku. Nie podjęła trudu sięgnięcia po akta. Wiem na 100 proc., że tego nie zrobiła. Bo gdyby sięgnęła po akta, przeczytała je, wiedziałaby, że podkładka jest fałszywa, a to, co napisały służby to zwykłe kłamstwa. One zresztą nie potwierdziły się potem w toku kontroli. Pierwsza agentka operacyjna, która to robiła, zrezygnowała z prowadzenia tej sprawy. Natomiast już rozwijając ten wątek, to jest taka linia PiS-u, by zrzucać odpowiedzialność na kogoś innego. Największą zbrodnię tu popełnił, można powiedzieć, pan Bogdan Święczkowski z Grzegorzem Ocieczkiem. Ci ludzie, którzy szyli tę fałszywą podkładkę na mnie, fałszywy, zafałszowany wniosek, to te same osoby, które polowały przed laty na Barbarę Blidę. Także to bardzo ciekawa sprawa i bardzo chciałbym wyświetlenia mechanizmu, jaki w niej zadziałał. Po to, żeby nikomu więcej taka historia się nie przytrafiła.

Na jakim etapie jest dziś postępowanie w Pana sprawie?

Od trzech lat mam w śledztwie status pokrzywdzonego. W najbliższych dniach znów stawię się w prokuraturze. Dostałem pismo o użyciu Pegasusa i wezwaniu mnie w związku z tym na przesłuchanie. Dążę do egzekwowania zwykłej ludzkiej sprawiedliwości, która jest zapisana w prawie. Ludzie, którzy bezprawnie włamali mi się do telefonu, okradli mnie, bezprawnie przejęli materiały z mojego życia i manipulowali nimi, w celu przykrycia farmy trolli w Ministerstwie Sprawiedliwości użyli tych materiałów, powinni ponieść odpowiedzialność. Ten kontekst pana Szmydta, który czmychnął na Białoruś, jest też w mojej sprawie bardzo istotny. Bo Pegasus został użyty właśnie w celu przykrycia sprawy Szmydta i Piebiaka. 19 sierpnia 2019 roku media ujawniły funkcjonowanie farmy trolli i hejterskiej grupy w Ministerstwie Sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry. A po kilku dniach Samuel Pereira i TV PiS zaczęli publikować zafałszowane materiały na mój temat, wykradzione Pegasusem. Robili to dla przykrycia sprawy farmy trolli i farmy hejterskiej Szmydta i Piebiaka. I to jest paradoks, że Pegasus został użyty do przykrycia sprawy Szmydta – hejtera, a nie do wykrycia Szmydta – człowieka, który uciekł na Białoruś. Najprawdopodobniej szpiona białorusko-rosyjskiego. A więc można powiedzieć, że poprzednia władza, zamiast przy pomocy Pegasusa agentów ścigać, użyła go jako medialnej osłony dla tego typu ludzi.

Sędzia Szmydt jest kojarzony z aferą hejterską, ale potem kreował się na ofiarę dobrej zmiany. Obecny wiceszef MON Paweł Zalewski w rozmowie z redaktorem Sławomirem Jastrzębowskim mówił, że przeraziło go, że sędziowie nie przechodzą żadnej weryfikacji, jeśli chodzi o dostęp do informacji niejawnej. Czy to nie jest też tak, że rzeczywiście ta reforma sądów, którą krytykujecie, była potrzebna, tylko należało ją przeprowadzić inaczej?

Oczywiście to, że cofamy fatalne decyzje ministerstwa pod kierownictwem Zbigniewa Ziobry, nie oznacza powrotu do wymiaru sprawiedliwości działającego dokładnie tak, jak przed rokiem 2015. Jestem przekonany, że minister Adam Bodnar z wiceministrem Arkadiuszem Myrchą też mają taką świadomość, że trzeba wprowadzić w wymiarze sprawiedliwości mnóstwo niezbędnych zmian, choćby po to, żeby sądy pracowały szybciej. Nie może być tak, że obywatel wpada na lata do wymiaru sprawiedliwości. I też nie może być tak, że sędziowie są zupełnie bezkarni. Że nie ponoszą żadnej odpowiedzialności. Ja chciałbym się pochylić nad przypadkami właśnie zatwierdzania zgód na użycie Pegasusa, żeby odpowiedzieć również na pytanie, dlaczego ten bezpiecznik w postaci zgody sądu, nie zadziałał. Sędzia w tej sprawie badając mój wniosek, nie zweryfikowała materiałów. Dlaczego jej się nie chciało po nie sięgnąć? Bo jakby musiała odmówić zgody na użycie Pegasusa, musiałaby napisać postanowienie. I piątkowe popołudnie miałaby zajęte. A być może zaczynała właśnie długi weekend. To są także pytania o sprawy zwykłych ludzi. Bo w wymiarze sprawiedliwości faktycznie przez lata nie działo się dobrze. I uważam, że ta reforma musi być całościowa, holistyczna, przede wszystkim powinna uwzględniać interes obywateli. W sądach musi nastąpić digitalizacja, cyfryzacja procedur, akt. Tak, żeby sądy działały w sposób niezależny od polityków, fachowy i sprawny.

Rozmawiał Przemysław Harczuk

na zdjęciu: Mariusz Kamiński w drodze na spotkanie w siedzibie PiS przy ul. Nowogrodzkiej w Warszawie. fot. PAP/Wojciech Olkuśnik

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka