Zeznania Pawła Szopy
Paweł Szopa, twórca marki Red is Bad, po ekstradycji do Polski z Dominikany poszedł na współpracę ze śledczymi. Jak ustaliła Telewizja Republika, ujawnił swoją wersję współpracy z Rządową Agencją Rezerw Strategicznych. Miał zgromadzić ponad 3 miliony złotych z zamiarem przekazania ich jako łapówki, jednak – jak twierdzi – nigdy tego nie zrobił. Pieniądze trzymał na swoim firmowym koncie bankowym.
Zatrzymany na Dominikanie pod koniec października 2024 r. Paweł Szopa został sprowadzony do Polski w związku z postępowaniem dotyczącym nieprawidłowości w Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych (RARS). Już dzień po ekstradycji złożył obszerne wyjaśnienia i zapowiedział współpracę ze śledczymi.
Miliony na łapówki, których nigdy nie wręczył
Według informacji, do których dotarła Telewizja Republika, Szopa miał przyznać, że przez kilka lat odkładał pieniądze z myślą o przekazaniu ich konkretnym osobom powiązanym z RARS. Zgodnie z jego relacją, w imieniu ówczesnego szefa agencji, Michała Kuczmierowskiego, miał się z nim kontaktować Paweł K. – znajomy Kuczmierowskiego z harcerstwa.
Mechanizm – jak opisał Szopa – był prosty: od każdego zamówienia należało „odłożyć” jeden grosz za każdą sztukę towaru. Ponieważ w grę wchodziły miliony sztuk produktów dostarczanych w czasie pandemii COVID-19, zgromadzona kwota szybko urosła do około 3 milionów złotych.
- Uważałem, że moje produkty były konkurencyjne, ale obawiałem się, że w razie braku współpracy mogą robić problemy - wyjaśniał prokuraturze.
Szopa twierdzi, że mimo wielu pomysłów przekazania pieniędzy – od gotówki po rzekome wspólne inwestycje – nigdy nie zdecydował się na faktyczne wręczenie łapówki. Uznał, że byłoby to zbyt ryzykowne. – K. przychodził z różnymi pomysłami przekazania tych pieniędzy np. w formie gotówki, czy biznesu. (…) Ja nie czułem się bezpiecznie z tymi pomysłami – mówił. Dodał, że cała kwota była przetrzymywana na firmowym koncie i dziś znajduje się w majątku zablokowanym przez prokuraturę.
Kuczmierowski: To byłaby najgłupsza łapówka
Kuczmierowski w Republice - bo o nim mówił śledczym Szopa - odniósł się do wersji biznesmena. - Taka sytuacja nie miała miejsca. Z resztą byłaby to najgłupsza i najdziwniejsza łapówka, której nigdy nie wręczono, od której uzależniano kolejne zamówienia. Mimo tego, że nie została przekazana, kolejne zamówienia były składane - ocenił były szef RARS.
- Paweł Szopa był bardzo dobrym dostawcą, to trzeba powiedzieć wprost. Miał produkty, których często brakowało na rynku i właśnie w tych momentach zwracaliśmy się jako agencja z prośbą o przedstawienie oferty. Były to głównie produkty pochodzące z Azji - z Chin. Jego współpracownicy i spółki miały wyjątkową rzetelność, jeżeli chodzi o ogarnięcie logistyki - wymieniał.
Red.





Komentarze
Pokaż komentarze (137)