Z artykułu dowiesz się:
- Jak protest 5 tysięcy osób pod Duomo przerodził się w bitwę.
- Poznasz bilans rannych i zatrzymanych w Mediolanie.
- Dlaczego we francuskim Limoges spłonął zabytkowy XIX-wieczny ratusz
- Jak zamieszki skomentowali Giorgia Meloni i Emmanuel Macron
Starcia pod Duomo. Petardy w zabytkowej galerii
Sobotni protest pod słynną mediolańską katedrą szybko wymknął się spod kontroli służb. Manifestanci zaatakowali kordony policji kamieniami oraz butelkami, a w pobliżu zabytku podpalono kawiarniane stoliki. Zdemolowano także policyjne radiowozy, co zmusiło funkcjonariuszy do natychmiastowego użycia gazu łzawiącego.Najbardziej agresywne grupy próbowały wedrzeć się do wnętrza historycznej Galerii Wiktora Emanuela II. Wewnątrz luksusowej galerii odpalono głośne petardy hukowe. Służby zdołały wypchnąć napastników na zewnątrz i podjęły decyzję o całkowitym zamknięciu obiektu. Dantejskie sceny wywołały panikę w sercu miasta.
Michał Gramatyka gościem podcastu Salon24 Algorytmy Władzy. Oglądaj podcast o kulisach rządu:
Okoliczne sklepy w pośpiechu opuściły metalowe rolety, a służby wyłączyły stację metra Duomo z ruchu. Turyści błyskawicznie uciekli z centrum, zaskoczeni gwałtownością ulicznych walk.
Włoski gniew na drożyznę
Organizatorzy zwołali demonstrację pod hasłem „Italia in Piazza”. Do centrum Mediolanu przyszło około 5 tysięcy osób, w większości bardzo młodych. Manifestanci głośno sprzeciwiali się drożyźnie, zapaści publicznej służby zdrowia oraz fatalnym warunkom w szkołach. Radykałowie przejęli spokojny z początku marsz.Bilans zamieszek okazał się wyjątkowo dotkliwy. Do szpitali trafiło 25 osób, a obrażenia odniosło od 10 do 15 funkcjonariuszy. Służby zatrzymały około 50 uczestników zadymy, w tym wielu nieletnich. Gorąco było także w Bolonii, gdzie również doszło do walk demonstrantów z policją.
Reakcja Meloni i spór o bezpieczeństwo
Gwałtowne wydarzenia w Mediolanie natychmiast wywołały ostrą reakcję rządu w Rzymie. Premier Giorgia Meloni opublikowała zdecydowany komentarz w mediach społecznościowych. - Demonstracja jest prawem. Zamienianie naszych miast w pola bitwy – nie – napisała na platformie X premier Włoch. W znacznie bardziej pojednawczym tonie wypowiedział się burmistrz Mediolanu Giuseppe Sala. Samorządowiec starał się oddzielić postulaty obywateli od chuligańskich wybryków.- Przyczyny protestów są zrozumiałe. Przemoc wobec organów ścigania i poważne szkody wyrządzone miastu są nieusprawiedliwione – ocenił Sala w oficjalnym oświadczeniu.
Ogień we Francji. Płonął zabytkowy ratusz
Wydarzenia we Włoszech to tylko część fali niepokojów, która przetacza się przez Europę. Tej samej soboty przez Francję przetoczyły się potężne demonstracje, w których według związku CGT uczestniczyło od 500 do 800 tysięcy osób. Agencja Reutera określiła te protesty jako jedne z najbardziej destrukcyjnych zamieszek nad Sekwaną od lat.Zamaskowani sprawcy doprowadzili do najgorszego incydentu w Limoges. Wdarli się tam do XIX-wiecznego ratusza wybudowanego w 1883 roku i podłożyli ogień. Pożar strawił dach oraz jedno ze skrzydeł zabytkowego gmachu. Premier Francji Sébastien Lecornu poinformował o aresztowaniu aż 1200 osób w całym kraju oraz obrażeniach u 150 policjantów i żandarmów. Szef rządu zaznaczył, że agresja była wymierzona w kluczowe instytucje, w tym Pałac Elizejski i Zgromadzenie Narodowe.
Na falę przemocy zareagował prezydent Emmanuel Macron, który we wpisie w serwisie X podkreślił krótko: „Nie ma miejsca na przemoc”. Z kolei francuski minister sprawiedliwości Gérald Darmanin polecił prokuratorom bezwzględne ściganie sprawców zamieszek.
Dlaczego młodzi buntują się na ulicach?
Młodzież we Francji i Włoszech wychodzi na ulice przede wszystkim z powodu kryzysu kosztów utrzymania oraz fatalnej sytuacji w edukacji i służbie zdrowia. Uczniowie i studenci protestują przeciwko niedofinansowaniu placówek oświatowych, brakom kadrowym wśród nauczycieli, przepełnionym klasom czy niebezpiecznym warunkom w budynkach.Narasta także sprzeciw wobec nierówności w systemie rekrutacji Parcoursup oraz wyczerpującym planom zajęć. Włoską młodzież zrzeszoną w ruchu „Italia in Piazza” napędzają te same problemy: drożyzna oraz zapaść publicznej ochrony zdrowia i szkół.
Do pokojowych z początku manifestacji dołączają jednak radykalne grupy, a narastająca frustracja społeczna sprawia, że protesty błyskawicznie przeradzają się w brutalne starcia z policją. Władze w Paryżu i Rzymie ostrzegają przed konsekwencjami przemocy, która staje się poważnym wyzwaniem dla przyszłości i stabilności obu państw.
Red.
Fot. Protesty włoskiej młodzieży w Bolonii/ East News




Komentarze
Pokaż komentarze (91)