Pociągi jadą 20 km/h. Gigantyczne opóźnienia na kolei to nie przypadek

Redakcja Redakcja Protesty społeczne Obserwuj temat Obserwuj notkę 10
Od północy pociągi w całym kraju drastycznie zwalniają przed przejazdami kolejowo-drogowymi. Pasażerowie mierzą się z gigantycznymi utrudnieniami. Ogólnopolski protest maszynistów to bezpośrednia reakcja środowiska kolejowego na tragiczną śmierć pasażerki na Mazowszu. Opóźnienia na kolei potrwają do późnych godzin popołudniowych.

Z artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego protest maszynistów skrócono o połowę czasu
  • Skala utrudnień i aktualne opóźnienia pociągów
  • Jakie surowsze restrykcje zapowiada resort infrastruktury
  • Gdzie pasażerowie oddadzą bilety bez potrąceń

Dlaczego pociągi zwalniają? 

Zgodnie z wytycznymi Związku Zawodowego Maszynistów Kolejowych w Polsce kierujący składami mieli obowiązek zwalniać do maksymalnie 20 km/h przed każdym przejazdem drogowo-kolejowym. Ograniczenie obowiązywało bez względu na kategorię przejazdu oraz obecność rogatek czy sygnalizacji świetlnej. W efekcie podróż niemal każdym składem uległa znacznemu wydłużeniu.

Pasażerowie pociągu PKP Intercity "Koziołek” relacji Lublin - Szczecin nie mieli szans na reakcję, gdy w bok składu uderzyła betoniarka. Do katastrofy doszło w środę 9 września na przejeździe w miejscowości Sokolniki Suche. W wyniku zderzenia wagon wypadł z szyn, a życie straciła 39-letnia kobieta. To właśnie ta tragedia stała się impulsem do rozpoczęcia ogólnopolskiej akcji protestacyjnej. Prokuratura Okręgowa w Radomiu wszczęła śledztwo w sprawie katastrofy w Sokolnikach Suchych w kierunku nieumyślnego sprowadzenia katastrofy w ruchu lądowym i kolejowym ze skutkiem śmiertelnym. Śledczy zabezpieczyli dokumentację oraz elementy obu pojazdów.

Prezydent Związku Zawodowego Maszynistów Kolejowych w Polsce Leszek Miętek mówił o konieczności zwrócenia uwagi na dramatyczny stan bezpieczeństwa na polskich torach: - Została przekroczona czerwona linia. Kolejarze wskazują, że każda taka tragedia to dla maszynisty ogromna trauma. Można było jej uniknąć, gdyby nie brawura kierowców - wskazywał. 

Akcja na kolei miała trwać pełne 24 godziny. Jednak rano ogłoszono jej skrócenie do godziny 12 w południe. - W ukłonie do pasażerów, po rozmowach z Ministerstwem Infrastruktury, po uzyskaniu tych zapewnień i deklaracji, my ten apel skróciliśmy o 12 godzin - wyjaśnił wiceprezydent Związku Zawodowego Maszynistów Daniel Biernacik. 


Bilans utrudnień na torach

Piątkowy poranek przyniósł falę opóźnień na terenie całego państwa. Do godziny 8 rano opóźnionych zostało 271 pociągów, a więc około 15 proc. wszystkich zaplanowanych składów. Łączna suma opóźnień, według danych PKP PLK, przekroczyła już 5 tysięcy minut i wciąż rosła.

Według danych PLK do godziny 8 uruchomiono 1760 pociągów, z czego 270 było opóźnionych już na starcie, a pięć składów odwołano. Pasażerowie na największych dworcach musieli liczyć się z oczekiwaniem sięgającym od kilkunastu do nawet kilkudziesięciu minut.

Sytuacja uderzyła przede wszystkim w połączenia dalekobieżne oraz ruch aglomeracyjny. Sprawę na bieżąco relacjonują ogólnopolskie media. O skali problemów mówił na antenie TVN24 członek zarządu PKP Intercity Adam Wawrzyniak. - Ta skala opóźnień dotyczy mniej więcej 1/3 pociągów PKP Intercity, które są w tej chwili w trasie. Średnio pociąg opóźniony jest o 29 minut. Te opóźnienia rosną (...) i w nadchodzących godzinach należy się spodziewać, że skala opóźnienia będzie rosła - ostrzegał. 

Zgodnie z ustaleniami przewoźników i resortu infrastruktury, w piątek obowiązywało wzajemne honorowanie biletów u wszystkich kolejowych spółek pasażerskich. Wyjątek stanowiły jedynie pociągi PKP Intercity kategorii Express InterCity Premium (Pendolino). Pasażerowie, którzy zrezygnowali z podróży, mogli zwrócić bilety bez potrącania jakichkolwiek opłat.

Reakcja rządu i nowe kary dla kierowców

Tragiczne zdarzenie w Sokolnikach Suchych oraz natychmiastowa reakcja kolejarzy wymusiły zdecydowane kroki ze strony resortu infrastruktury. Rząd zapowiedział pilne zaostrzenie przepisów ruchu drogowego. Celem jest skuteczniejsze odstraszanie nieodpowiedzialnych kierowców wjeżdżających na tory.

Minister infrastruktury Dariusz Klimczak. Chce on wprowadzić przepisy pozwalające na obligatoryjne zatrzymanie prawa jazdy na trzy miesiące każdemu kierowcy, który wjedzie na przejazd kolejowo-drogowy przy czerwonym świetle. Resort chce wdrożyć nowe regulacje w trybie pilnym.

Rozmowy między przedstawicielami ministerstwa a związkowcami mają być kontynuowane w kolejnych dniach. Kolejarze domagają się podjęcia pilnych kroków w celu neutralizacji zagrożeń w ruchu kolejowym. Kolejne spotkania zapowiedziano już na przyszły tydzień.  


Red. 

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj10 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze (10)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo