”Zdaję sobie sprawę, iż musimy być ostrożni w deklarowaniu, że Bóg jest po naszej stronie… jednocześnie wydaje mi się, że dobrze jest Go pytać czy to my znajdujemy się po Jego stronie.” Ronald Reagan
Nie tak dawno w me ręce trafiła nietypowa, ale jednak biografia moim zdaniem jednego z najlepszych amerykańskich prezydentów – Ronalda Reagana. Nietypowa gdyż nosi podtytuł „duchowa biografia”. Autor pisze wiele o czymś, co zazwyczaj jest jedynie wzmianką w biografiach wielkich mężów a więc o wierze prezydenta. W przypadku Ronalda Reagana jest to jednak bardzo trafiony pomysł. Jego wiara napędzała całe jego życie a w czasie prezydentury była czymś, co dawało mu siły do walki z „imperium zła” jak określał (słusznie zresztą) Związek Radziecki. Choć wybitna postać Reagana zasługuje na osobną notkę na blogu to chciałbym krótko napisać o czymś innym.
Cytat, którym rozpoczynam ten wpis jest cytatem, który znaleźć możemy na obwolucie duchowej biografii Ronalda Regana. Jest, więc niejako mottem przewodnim książki. Jeśli zna się, choć trochę historię prezydenta jasne się staje, że kierował się on tym przekonaniem, które zawarte jest w tych jego słowach przez całe swoje życie.
To niebywale pokrzepiające, że postawę tą przyjmuje ktoś o tak znaczącym wpływie na świat jak prezydent Stanów Zjednoczonych (smutną refleksją niech będzie namysł nad tym czy obecny prezydent USA również tak czyni). Ale nie dotyczy to tylko wybitnych jednostek. Potrzeba nieustannego korygowania własnych planów, założeń czy działań w odniesieniu do Boga jest czymś, co powinno wyróżniać każdego chrześcijanina. Każdy z nas, mieniący się osobą wierzącą zanim zacznie deklarować, że Bóg jest w jego działaniu obecny, sprzyja mu i z pewnością pochwala jego czyny powinien zadać sobie to samo pytanie, które stawia w powyższym cytacie Ronald Reagan. Czy my jesteśmy po stronie Pana? Czy zamiast deklarować, że mamy racje i nie podejmiemy z nikim dialogu dopóki ów ktoś nie przekona się do niej nie warto było by spojrzeć na Ewangelię i uczynić to, co Jezus Chrystus – pokochać każdego. I dopiero na tej miłości budować. Być po stronie Boga to kochać drugiego człowieka niezależnie od jego grzechu. Zawsze walczyć z grzechem – nigdy z człowiekiem. Zamiast otaczać się murem dogmatów i narosłych przez wieki obyczajów – zburzyć go i wyciągnąć dłoń do każdego, kto jej potrzebuje. Być po stronie Boga to głosić Ewangelię – dobrą nowinę o zbawieniu każdego człowieka. Także a może szczególnie tego, którego najtrudniej nam kochać. Nie można stać po stronie Boga a jednocześnie mieć w nienawiści kogokolwiek. A czy Reagan nie nienawidził komunistycznych komisarzy? Reagan nienawidził systemu, który zniewalał miliony ludzkich istnień. Bóg także nienawidzi każdego zniewolenia i gotów jest walczyć z każdym grzechem, który pozbawia człowieka jego godności. Trudno w to uwierzyć. Ale czy to, że wszechmogący Bóg stał się zwykłym dzieckiem, Emmanuelem – Bogiem z każdym z nas – z miłości i tylko z niej nie jest najlepszym tego dowodem? Czegóż chcieć więcej.
Reagan obejmując urząd prezydenta Stanów Zjednoczonych miał powiedzieć do swoich współpracowników:
„Róbmy tylko to, co moralnie słuszne, wtedy nigdy nie popełnimy błędu”.
I my róbmy tylko to, co moralnie słuszne – nie przekonujmy sami siebie, że Bóg jest z nami i to zapewnia nam nieomylność. To my stańmy po Jego stronie. Wtedy na pewno nie popełnimy błędu.
tekst ukazał się na stronie 10milionow.pl





Komentarze
Pokaż komentarze (2)