Minęło już 10 lat od czasu, gdy Alinka odeszła od nas na zawsze. Chyba nie mam prawa nazywać Jej swoją przyjaciółką ani nawet dobrą znajomą. Jednak tak się do niej zwykle zwracałem – Alinko.
Bowiem nasza znajomość ograniczała się do kontaktów związanych z działalnością związkową i spotkań na zjazdach delegatów Sekretariatu Ochrony Zdrowia NSZZ „Solidarność” na szczeblu krajowym i regionalnym. Ona Gdańsk – ja Warszawa. Alinka pomagała nam, warszawiakom, organizować naszą mazowiecką sekcję w trudnych czasach. Udawało mi się też nieraz zamienić z Nią kilka słów podczas licznych w tamtych czasach demonstracji i akcji protestacyjnych. Kilkanaście razy miałem zaszczyt konfrontować z Nią swoje poglądy, ot tak : o polityce, przyszłości związku, kierunku reform w ochronie zdrowia, ale i też sprawach prywatnych… Te chwile, w których dane mi było z Nią rozmawiać, snuć różne plany na przyszłość, oceniać aktualną sytuację polityczną i rolę związków zawodowych w nowej rzeczywistości, jaką dały nam obrady przy okrągłym stole ( w których nie brała udziału) pozostaną na zawsze w mojej pamięci. Często mieliśmy odmienne opinie, jednak klimat rozmów i ich koleżeńska atmosfera „niwelowały” różnice polityczne. Ja, członek KPN, byłem w tych dyskusjach bardziej radykalny. Ona, zawsze spokojna i uśmiechnięta przedstawiała mi swoje racje… Jej rola w procesie w procesie walki z komuną była ogromna. Potrafiła zjednać sobie ludzi, potrafiła przekonywać i przekonać, potrafiła uśmiechać się do ludzi mających inne poglądy. Jej wielką zasługą była organizacja prężnie działającego Sekretariatu Ochrony Zdrowia, któremu przewodniczyła przez wiele lat. Swoim życiem udowodniła, że warto poświęcać się dla dobra wspólnego i wykazała olbrzymią determinację w realizacji zamierzonych celów. Nie przeszkodziły Jej w tym wielokrotne zatrzymania przez SB, internowanie i inne szykany ówczesnych komunistycznych władz. Była senatorem, radną, Honorowym Obywatelem Miasta Gdańska… Była Nadzwyczajna!
„Dla pacjentów lekarz czy pielęgniarka zawsze są czymś więcej niż tylko specjalistami od technicznego rozwiązywania problemu zdrowotnego. Każdy chory oczekuje od nich nadziei. Oni mogą ją dawać, albo nie, ale chory oczekuje chociaż jakiegoś poczucia bezpieczeństwa. To nie znaczy – zakłamania. Ale tego by się na nich wesprzeć psychicznie. To nigdy nie będzie czyste rzemiosło” (*) To Jej słowa.
Więcej powinni napisać historycy
(*) Kronika Solidarności Służby Zdrowia 1989 - 2005
tekst ukazał się na portalu 10milionow.pl





Komentarze
Pokaż komentarze