43 obserwujących
212 notek
285k odsłon
2801 odsłon

W obronie nauczycieli

Wykop Skomentuj152

Odkąd pamiętam, w edukacji powszechnej zawsze buszowali reformatorzy. Czasem sprzyjała im historia, więc głębokim zmianom podlegała ściana przednia każdej sali, zdejmowano Bieruta, potem Stalina, trwał – wydawało się, że wiecznie – Cyrankiewicz. Po '56 reformowano podstawę programową, pojawiły się nowe lektury, część dawnych zniknęła bezpowrotnie, choć „Pamiątka z Celulozy” Newerlly'ego i „Matka” Gorkiego jeszcze przez czas jakiś obowiązywały aż do początków lat 70. O Powstaniu Warszawskim można było mówić już głośno i wychowywać się na książkach Aleksandra Kamińskiego. Starsze nauczycielki nieśmiało uczyły nas na lekcjach śpiewu powstańczych pieśni, na szkolnej akademii recytowałem: „..jedna była gdzie?... pod Tobrukiem, druga była gdzie?...pod Narwikiem, trzecia była pod Monte Cassino...”. Ojciec tylko czemuś był nieufny i zabronił nam wstępować do jakichkolwiek organizacji, czy to harcerskich, czy nawet sportowych, powstających w dawnym przedwojennym Sokole. W pełni mogliśmy natomiast uczestniczyć w życiu Kościoła, na całodniowe wycieczki w urocze pogórki Chrzanowa, Alwernii i Krzeszowic zabierali nas charyzmatyczni księża – ks. Zalarski, ks. Adolf Chojnacki, a na rekolekcje ściągał młody ks. J. Tischner.

To wtedy musiało utrwalić się we mnie przekonanie, że o wielkości i trwałości każdych zmian decyduje człowiek. Matematyka i polski stały się fascynujące, gdy w ostatnich trzech klasach podstawówki pojawiły się panie Łukaszek i Janas, religia zachwycała u wspomniach księży, Chojnackiego i Tischnera. Podobnie było w Liceum – zestaw kilku znakomitych nauczycieli zachęcał do nauki i przesądzał o wyborze studiów. Nie reformy, nie innowacje decydowały o atrakcyjności zajęć lekcyjnych – nawet wycieczka do parku, nudna i niemiła pod opieką znerwicowanej pani, stawała się bardzo interesującą przygodą intelektualną, gdy towarzyszył nam prof. Mazaraki. Szczególnie, gdy udało się go namówić na recytację odpowiedniego do przyrodniczych okoliczności fragmentu „Pana Tadeusza” (znał całą epopeję Mickiewicza na pamięć).

Ten przydługi wstęp ma służyć ilustracji tezy, którą chcę tu przedstawić i uzasadnić. W oświacie w pierwszym rzędzie trzeba zmieniać i reformować wszystko, co ma zapewniać szkole dobrych nauczycieli. Bo to oni są solą oświaty. Cała reszta jest tylko dodatkiem, często ważnym, wspomagającym skuteczność nauczania, ale jednak tylko dodatkiem. Nie mam na myśli, oczywiście, uczniów, o których się mówi – i słusznie – że są najważniejsi. Ale skoro uczeń jest najważniejszy, to dlatego najważniejszy jest nauczyciel! Paradoks? - pozorny, jak to w życiu bywa, jeden z tych Herbertowskich („i tak zdobędziesz dobro, którego nie zdobędziesz”). Postarajmy się jednak to „dobro” w oświacie „zdobyć”. I ocalić. Bo wielu jest jeszcze nauczycieli dobrych, myślę, że większość, choć też wielu z nich „odpuściło” - jak długo bowiem można walczyć z wiatrakami biurokracji, z programowym zaniżaniem poziomu, z dyktaturą uczniowskiego proletariatu.

Skąd się bierze dobry nauczyciel? Z dobrej uczelni. Z autorytetów uniwersyteckich. Z sumiennych praktyk pedagogicznych. Z przykładów, których mu nie powinno zabraknąć w okresie edukacji powszechnej – w szkole podstawowej i średniej, czy też w gimnazjum. Z przykładu nauczyciela, który stawał się wzorem.

Więc skąd dobry nauczyciel, z jakich zasad i warunków? Spróbujmy je uszeregować w trzech kategoriach.

 

      Uwarunkowania zewnętrzne (zależne od władz ustawodawczych, wykonawczych i innych):

      -    dobra uczelnia

  • przewartościowanie życia społecznego (wykształcenie i wychowanie podstawowym kryterium sukcesu zawodowego)

  • należycie wyceniona praca

  • zniesienie funkcji rzecznika praw dziecka

  • rezygnacja z dotychczasowych kategorii nauczycielskich (stażyści, dyplomowani...)

  • zerwanie z zabobonem, że każdy przedmiot jest tak samo ważny (zróznicować pensum nauczycielskie w zależności od nauczanego przedmiotu).

    Uwarunkowania wewnętrzne, szkolne:

  • mądre zarządzanie szkołą (dyrektor)

  • odciążenie od zadań zbędnych i niemądrych (papierkomania)

  • wymagająca opieka wizytatorów

  • kultura i wzajemny szacunek w miejscu pracy (dyscyplina obowiązuje wszystkich, także uczniów)

  • uznanie elitarnej funkcji szkoły

        Uwarunkowania immanentne nauczyciela:

  • predyspozycje (osobowość otwarta, empatyczna, serdeczna)

  • przekonanie o misyjnej wartości zawodu

  • pracowitość

  • wszechstronność zainteresowań

  • dobre zdrowie

 

Niektóre z tych zaleceń i życzeń (może pobożnych, zbyt idealistycznych) należy tu nieco rozwinąć, większość jest chyba – tak sądzę – dla każdego praktykującego sztukę belferską, oczywista.

Autorytet uczelni. Z roku na rok rośnie frustracja nauczycieli akademickich, narzekających na coraz niższy poziom maturzystów. A to przecież ich magistranci, nierzadko także doktoranci, „produkują” później, już jako nauczyciele, kandydatów na studentów. Tu obieg jest zamknięty. Wszyscy uderzmy się w piersi i zacznijmy od dziś (a najpóźniej od przyszłego roku akademickiego i szkolnego) dawać przykład rzetelnego wypełniania swoich obowiązków, merytorycznego i charyzmatycznego prowadzenia zajęć (charyzmy też się można nauczyć). Od tego trzeba zacząć. To długi proces, efekty przyjdą za lat parę. Nic się nie zmieni z powodu zmian strukturalnych – zlikwidujemy gimnazja, przedłużymy o rok naukę w liceum, zaczniemy edukację wcześniej o rok czy dwa, a dalej będzie tak samo, czyli niedobrze. O prawdziwych zmianach zadecyduje człowiek, czyli postawa nauczyciela - wyzwolenie w nim pasji, kreatywności, którym zawsze towarzyszą ogromna satysfakcja i dozgonna wdzięczność wychowanków.

Wykop Skomentuj152
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale